Jak wygląda kuźnia startupów? Odwiedziliśmy krakowski hub:raum podczas finałów konkursu WARP #3

Relacja/Biznes 11.12.2014
Jak wygląda kuźnia startupów? Odwiedziliśmy krakowski hub:raum podczas finałów konkursu WARP #3

Jak wygląda kuźnia startupów? Odwiedziliśmy krakowski hub:raum podczas finałów konkursu WARP #3

Masz pomysł na biznes, ale nie wiesz jak go dopracować? Jesteś kreatywnym przedsiębiorcą, ale marnym sprzedawcą? Na szczęście są ludzie i instytucje, które chcą pomagać. Sprawdziliśmy jak działa jeden z ważniejszych akceleratorów startupów w Polsce.

Właśnie zakończył się WARP #3, a więc inicjatywa zorganizowana przez hub:raum Kraków i Deutsche Telekom, do którego ów akcelerator należy. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się coś, co jest syntezą warsztatów, szkoleń i konkursu z bardzo atrakcyjnymi dla młodych przedsiębiorców nagrodami. Dostać się do konkursu nie jest łatwo. Jest jednak o co walczyć.

Startupy, które się zakwalifikują do WARP-a otrzymują fundowane przez Deutsche Telekom wikt i opierunek i zwrot kosztów podróży do Krakowa a także ośmiodniowe szkolenie. Ma ono nauczyć uczestników dopracowywania swoich idei, odpowiedniego szacowania wymaganych inwestycji, analizy rynku a także umiejętności prezentacji swoich pomysłów potencjalnym inwestorom. Każdy otrzymuje też pięć tysięcy dolarów do wykorzystania w Amazon Web Services.

Wielki finał i wielkie szanse

Ostatni, finałowy dzień to wielka prezentacja. Startupy, bo bardzo intensywnym tygodniu pracy, podszkoleni i nieraz z wywróconymi do góry nogami i pomysłami stają na scenie i sprzedają się dziennikarzom, inwestorom i jury. Najlepszy projekt, doceniony przez jurorów, wygrywa pięć tysięcy euro, ale to nie koniec. Jurorzy przyznają również nagrodę od współorganizatorów akcji, a więc Deutsche Telekom, a tą nagrodą jest… współpraca z korporacją, udostępnienie jej zasobów (klienci i bazy) i do 80 tysięcy euro na dalsze inwestycje.

Kreatywności nie brakowało i ciężko było z początku wskazać wyróżniający się z ogółu pomysł. Chorwacki BodyRecog opracował bardzo ciekawy algorytm, który wykorzystując Kinecta (a w przyszłości również aparaty w telefonach komórkowych) może służyć jako pomoc trenerom fitnessowym i lekarzom w redukowaniu otyłości pacjentów. Rumuński Clepisoft opracował skuteczną ochronę przed cyberatakami wymierzonymi w firmowe urządzenia typu IoT. Zwycięzca mógł być jednak tylko jeden. Wyróżniono też dwa inne projekty.

 

Wygrał pomysł na Internet Rzeczy. Jak wykorzysta zdobyte doświadczenie?

Rumuński DeviceHub opracował bardzo ciekawe narzędzie, które pozwala na przetwarzanie nadsyłanych przez urządzenia IoT danych. Wyróżnia się ono obsługą gigantycznej bazy informacji i bezproblemową obsługą nawet kilku miliardów urządzeń (a więc źródeł danych). Na jurorach wrażenie zrobił nie tylko sam pomysł, ale również jego prezentacja, zaradność przedsiębiorców i ich plan biznesowy.

Na drugim miejscu znalazło się chorwackie rozwiązanie Driver Copilot, które ma ułatwić życie kierowcom i ubezpieczycielom poprzez zbieranie danych telemetrycznych z prowadzenia samochodu. Trzecie rozwiązanie to międzynarodowy, mający swoją siedzibę w Izraelu Pzartech i jego pomysł na znaczne uproszczenie tworzenia modeli i ich wydruku na drukarkach 3D.

Jak twierdzi Gorjan Agačević, dyrektor generalny firmy Amodo odpowiedzialnej za Driver Copilot w rozmowie ze Spider’s Web, najtrudniej młodym przedsiębiorcom jest przekonanie wielkich, skostniałych korporacji do nowych, świeżych pomysłów. Często nawet nie chodzi tu o problem z jakością samego pomysłu, bo przecież ten niekoniecznie musi być udany, a o wymuszenie zmiany sposobu myślenia w prowadzeniu działalności. Agačević dodaje jednak, że jest coraz lepiej i kilka firm ubezpieczeniowych prowadzi już programy pilotażowe z jego rozwiązaniem. Jego klucz do sukcesu?

Choć jego oferta skierowana jest tylko dla biznesu (model B2B), to bezpośrednie korzyści odczują również klienci jego partnera, a więc również mamy tu model B2C. A to z kolei ułatwia jego partnerom, w jego przypadku firmom ubezpieczeniowym, prowadzenie nowych form sprzedaży i marketingu.

Gorjan Agačević przekonuje inwestorów do swojego pomysłu
Gorjan Agačević przekonuje inwestorów do swojego pomysłu

Agačević przyznaje, że jest akurat doświadczonym przedsiębiorcą. Co robił on i jemu podobni na WARP? Jak się okazuje, akcelerator startupów może być przydatny również i w tym przypadku i nie chodzi tu tylko o ewentualną nagrodę pieniężną. – Mój produkt polega również i na urządzeniach mobilnych, co oznacza możliwą współpracę z operatorami komórkowymi. Nauczyłem się tu jak rozmawiać z telekomami, a więc wielkimi firmami, które pomogłyby urosnąć w siłę mojemu małemu przedsiębiorstwu. I to nauczyłem się bardzo wiele – mówi.

Polacy, choć nie zdobyli żadnej nagrody, i tak zabłysnęli

Do trzeciej edycji WARP-a zakwalifikował się tylko jeden zespół z Polski. Tworzy on aplikację Sense, która, w dużym uproszczeniu, ma konkurować z Fliboardem. Sense wyróżnia się jednak oryginalnym podejściem do personalizacji treści: prezentuje tylko dziesięć artykułów dziennie, ale za to takich, które „z całą pewnością” zainteresują użytkownika. Jak do niego dotrzeć? Przecież nie jeden Sense próbuje zdetronizować rynkowego lidera, a jego klonów w sklepach z aplikacjami są setki. Marcin Benesz i Adam Markiewicz, współtwórcy Sense’a, w rozmowie z nami przyznają, że liczą na „wirusowy” marketing. Aplikacja wykorzystuje nasze upodobania do dzielenia się w mediach społecznościowych ciekawymi artykułami. Sense skanuje to, co udostępniamy na Facebooku, Twitterze i do Pocketa, a także to, co udostępniają nasi znajomi. Sense zaproponuje, że warto za jego pomocą danemu znajomemu coś udostępnić. Ów znajomy tym samym, oprócz ciekawego artykułu który może od ręki przeczytać, dowiaduje się o istnieniu aplikacji.

WP_20141209_12_33_08_Pro
Adam Markiewicz prezentuje Sense

Warsztaty WARP okazały się dla nas bardzo wartościowe, choć ciężko się tu dostać. Jesteśmy jedyni z Polski, a międzynarodowa konkurencja była spora, co udowadnia, że wiemy co robimy i znamy się na tym. Że jest popyt na naszą aplikację. Liczymy na współpracę z Deutsche Telekom, uważamy, że mamy dużo do zaoferowania – wraża swoją nadzieję Adam, choć przyznaje, że liczy bardziej na współpracę i pozostanie samodzielnymi, niż bycie wchłoniętym przez większą korporację.

Czy pomogło im w tym polski wykształcenie? Czy warto najpierw zdobyć dyplom na uniwersytecie czy politechnice, czy też nie zwlekać, zignorować „kulawy” (rzekomo) system nauczania i postawić na praktykę? Jak uważa Marcin, to wszystko zależy od kierunku i uczelni, a jako wzór podaje informatykę na Uniwersytecie Warszawskim. Dodaje jednak, że wszystko zależy od… naszego własnego podejścia. „Papier” jest najmniej ważny. To, co się liczy, to zaangażowanie w odpowiednie przedmioty, a nie tylko ich zaliczanie.

WP_20141209_15_18_30_Pro

Gęsta atmosfera kreatywności

Choć startupowcy są już zazwyczaj po studiach, lub pod ich koniec, to atmosfera na WARP-ie przypominała mi czasy wspólnego przygotowywania projektów na laboratoria z pierwszych lat studiów. Kreatywny nieporządek, współpraca zamiast współzawodnictwa i wzajemne stymulowanie kreatywności i nowych pomysłów. Przyjacielska atmosfera połączona z ciężką pracą i wielkimi ambicjami.

Dobrze, że powstają takie inicjatywy. Nie każdy inżynier jest dobrym przedsiębiorcą, a nie każdy przedsiębiorca jest dobrym sprzedawcą. Wsparcie finansowe, a przede wszystkim promocyjne i merytoryczne, pozwoli większości z uczestników na rozwinięcie skrzydeł. WARP #3 już za nami. Jeżeli jesteś startuperem, to warto zastanowić się nad nawiązaniem współpracy z hub:raum. Praktycznie każdy uczestnik, niezależnie od narodowości i rodzaju biznesu, w rozmowach z nami stwierdził, że to bezcenne doświadczenie. Pozostaje kibicować uczestnikom i czekać na WARP #4, który, jesteśmy przekonani, że będzie jeszcze bardziej spektakularny i owocny.

Dołącz do dyskusji