Google dla najmłodszych to dobry ruch… w niekoniecznie dobrą stronę

Felieton/Sprzęt 04.12.2014
Google dla najmłodszych to dobry ruch… w niekoniecznie dobrą stronę

Google dla najmłodszych to dobry ruch… w niekoniecznie dobrą stronę

Nie ma dolnej granicy wieku, która pozwalałaby określić kto i na jakim etapie życia może zacząć korzystać z Internetu. Nie ma też podziału na Internet dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wszystko co znajduje się w sieci, jest dostępne dla wszystkich, czy chodzi o wyniki wyszukiwania, czy o filmy. Google ma zamiar przynajmniej częściowo zmienić tę sytuację, tylko faktycznie czy na lepsze? 

Plany stworzenia pakietu usług przeznaczonych dla najmłodszych wydają się już niemal pewne. Google, internetowy gigant, w wielu przypadkach właściwie pozbawiony konkurencji na sporej liczbie rynków, uzupełni swoją ofertę o rozwiązania dla osób w wieku poniżej 13 lat. W tej chwili użytkownicy młodsi teoretycznie nie mogą tworzyć kont Google, a podając przy jego zakładaniu fałszywą datę urodzin, ryzykują blokadą. W Hiszpanii limit ten jest nawet podniesiony do 14 lat, a w Holandii – 16.

Jednocześnie nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że zarówno w przypadku Google, jak i chociażby Facebooka, spora część użytkowników nie spełnia wymaganych limitów wiekowych. Serwis społecznościowy Zuckerberga już jakiś czas temu podjął odpowiednie działania. Google z ujawnieniem decyzji czekało aż do teraz.

google

Nie zdradzono jeszcze praktycznie żadnych szczegółów tego posunięcia, ale już teraz można się domyślać, z czym będzie się ono wiązało. Najprawdopodobniej nie tylko z wykluczeniem niektórych wyników wyszukiwania, ale także podsuwaniem tych, które według Google są najbardziej odpowiednie dla młodszych odbiorców i ich zainteresowań. Biorąc pod uwagę fakt, że to, co przeglądamy w sieci i to, czym jest dla nas w ogóle Internet, w dużej mierze zależy od danych oferowanych nam przez wyszukiwarkę, nawet drobne zmiany mogą okazać się wielkimi.

Wystarczy rozszerzyć to teraz o kolejne usługi Google, aby mieć obraz google’owskiego Internetu dla najmłodszych.

Chociażby YouTube, proponujący głównie materiały odpowiednie dla naszego przedziału wiekowego, może być zupełnie innym YouTubem niż ten, którego znamy teraz. Dodajmy do tego jeszcze ewentualnie szereg narzędzi nadzorczych przeznaczonych dla rodziców i mamy obraz całkiem sprawnego systemu monitorowania i ograniczania internetowej aktywności dziecka. To, wbrew pozorom, może być czasem konieczne i dobrze, że ktoś zajmuje się tym problemem.

Już teraz Google oferuje całkiem sporo – dlaczego nie pójść o krok dalej? Już dawno minęły czasy, kiedy wystarczyło zabezpieczyć komputer za pomocą opcji systemowych. Teraz komputer jest oknem na świat – “podstawką” do instalacji przeglądarki, wewnątrz której nadzór jest mocno utrudniony. A co można znaleźć w sieci, wie każdy, kto zajrzał do niej choć raz.

Google Contributor

Jak słusznie zauważono, nie trzeba nawet całkowicie “wycinać” wszystkich treści i wyników. Wystarczy przesunąć je tak daleko na liście, aby dotarcie do nich było mało prawdopodobne. Nie mamy więc do czynienia z cenzurą w najbardziej oczywistej formie, a raczej po prostu zmianą priorytetów i “delikatną” dezorganizacją dla dobra odbiorcy. Można się spierać o to, czy nie jest to ograniczanie dostępu do treści w sieci i sugerować, że co sprytniejsze dzieci z łatwością obejdą te ograniczenie, ale dobrze jest, że takie rozwiązania powstaja.

Niestety, co jest raczej całkowicie oczywiste, Google nie robi tego wyłącznie z własnej woli.

Przyzwyczajenie do swoich usług – przy braku realnej konkurencji i atrakcyjności dla rodziców/opiekunów – już od najmłodszych lat sprawi, że wybór dostawcy po przekroczeniu wieku 13 lat będzie dość oczywisty. Za kontem Google będzie obstawał rodzic, a po latach użytkowania pojawi się pytanie – po co zmieniać, skoro i tak mam tutaj wszystkie moje dane?

Google nie będzie miało wprawdzie (przynajmniej teoretycznie) możliwości kolekcjonowania danych na temat dzieci (przynajmniej bez zgody ich rodziców) – tego zabrania prawo w wielu krajach (w tym w USA). Bezpośredni zysk może być więc niewielki, ale na dłuższą metę pozwoli to na zapewnienie sobie stałego dopływu dawców danych – już obeznanych w obsłudze Internetu i posiadających konto Google. Poza tym, kto zabroni prezentować reklamy na podstawie wieku? Zawsze to jakaś istotna informacja.

Przy tych wszystkich niezaprzeczalnych zaletach, jakie mógłby nieść google’owy Internet dla najmłodszych, pojawia się właściwie tylko jedno zasadnicze pytanie. Czy na pewno za jego przygotowaniem powinna stać firma taka jak Google? Wygra oczywiście ten, kto będzie miał najlepszą ofertę z perspektywy rodziców i dzieci, ale brak konkurencji, który zepchnie wszystkich, niezależnie od wieku, w ręce amerykańskiego giganta, z całą pewnością nie jest przyjemną perspektywą.

* Zdjęcie: Bloomua/Shutterstock.com

Dołącz do dyskusji

Advertisement