Próbowałem, ale się nie da – znowu wracam z Safari do Chrome

Felieton/Technologie 04.11.2014
Próbowałem, ale się nie da – znowu wracam z Safari do Chrome

Próbowałem, ale się nie da – znowu wracam z Safari do Chrome

Próbowałem, chciałem by się udało, ale niestety po kilkunastu dniach używania (ponownie) Safari jako głównej przeglądarki wróciłem do Chrome’a i odetchnąłem z ulgą. Apple nie chce przyjąć do wiadomości, że nie tylko wielkimi, ale też małymi usprawnieniami kupuje się użytkowników. Szkoda.

Nowe Safari jest porażająco szybkie. Na moim Maku (nowy MacBook Pro mid 2014) jest nieporównywalnie szybsze niż Chrome, Firefox, czy Opera. Prędkość z jaką Safari ładuje strony wydaje się wręcz nienaturalna; tak, jakby przeglądarka wiedziała jaką stronę chcę wybrać i ładowała ją w tle czekając tylko na mój klik.

Nowe Safari ma najlepiej rozwiązaną kwestię nowej pustej zakładki, w której prezentuje ulubione oraz najczęściej odwiedzane strony. Chrome ze swoją nową wersją usługi Stars może się schować – Apple rozwiązał to najlepiej ze wszystkich używając do szybkiej identyfikacji źródeł dużych faviconów (choć jest też możliwość przełączenia na podgląd stron)

Apple Safari new tab

Ba, w Safari dostęp do ulubionych i najczęściej odwiedzanych mamy z poziomu paska adresu url, czyli tam, gdzie udajemy się by dotrzeć do poszukiwanej strony. To chyba najszybszy sposób, bo ogranicza klik w pasek z zakładkami.

Apple Safari ulubione

Jestem też wielkim fanem zakładki ze strumieniem tweetów Twittera, które zawierają linki do stron zewnętrznych. Ta również odpala się na nowej pustej zakładce (można ją też przypiąć na stałe, by pokazywała się obok konkretnych stron internetowych, ale akurat to mi przeszkadza).

To wszystko co powyżej to opis prawie idealnej przeglądarki. Niestety to ‚prawie’ jest też dyskwalifikujące Safari w moich oczach.

Oto czego wciąż Safari wybitnie brakuje:

Faviconów na kartach

Ja nie wiem, czemu Apple upiera się, by nie prezentować faviconów stron internetowych na poszczególnych kartach, tym bardziej, że przecież ikony stron prezentowane są w menu ulubione i przy wyborze adresu w pasku URL.

Przecież to najszybszy sposób odszukania danej karty z daną stroną, do której chcemy przejść! Gdy ma się otwartych kilkadziesiąt stron, a przecież tak dzisiaj korzysta się z przeglądarek, takie usprawnienie jest więcej niż potrzebne – jest konieczne!

Możliwości przypinania kart

Każdy z nas ma kilka stron internetowych, które odwiedza codziennie. Mamy też usługi sieciowe, z których korzystamy na bieżąco i mamy je odpalone w zakładce przez cały czas, gdy korzystamy z komputera.

Chrome pozwala na przypięcie kart, co skutkuje tym, że ich miejsce jest zawsze z lewej stronie na pasku aktywnych kart internetowych. Co więcej, szerokość tych kart jest mniejsza, ograniczona do szerokości faviconu, co jeszcze lepiej eksponuje je na liście. W Safari tego nie uświadczymy.

Rozszerzeń

Niby są dozwolone w Safari, ale bieda wśród nich jest straszna. W zasadzie z tych, których korzystam na Chromie dostępny jest jedynie doskonały 1Password. Brakuje wtyczek Google Analyticsa, (dobrego) Gmaila, Wunderlist, czy powiadomień Google+. Szczególnie bez pierwszych dwóch pracuje mi się wyjątkowo źle.

Chrome Mac

I cóż po niesamowitej prędkości

No właśnie – cóż po niesamowitej prędkości nowego Safari, cóż po naprawdę dopasowanym wyglądzie, unifikacji wzornictwa z innymi produktami webowymi Apple’a, jak bez tych naprawdę prostych do implementacji usprawnień praca na Safari jest męcząca.

Jeszcze do niedawna była ciekawa usługa Glims for Safari, która pozwalała ‚naprawić’ braki w przeglądarce Apple’a, ale niestety nie działa z nową wersją Safari.

No więc wracam znowu do Chrome’a, który mimo iż często zamula, zżera porażające pokłady pamięci, jest dziś coraz częściej niezastąpiony.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement