Możemy mieć własne Apple i własnego Jobsa tu, w Polsce. The Economist już go zresztą czuje

Felieton/Biznes 21.11.2014
Możemy mieć własne Apple i własnego Jobsa tu, w Polsce. The Economist już go zresztą czuje

Możemy mieć własne Apple i własnego Jobsa tu, w Polsce. The Economist już go zresztą czuje

Podobno jesteśmy przedsiębiorczym narodem. Zamiast po studiach iść pracować do korporacji modniej jest zakładać własne firmy. Ba! Zaraz pewnie będzie modniej zaczynać własny biznes zaraz po liceum, albo jeszcze w gimnazjum. Może cała sprawa jest trochę napompowana, ale nie zmienia to faktu, że możemy na wizerunku „przedsiębiorczej Polski” zbić niezły kapitał. A na naszą najlepszą wizytówkę wyrastają polskie przedsiębiorstwa. Tak, możemy mieć własnego Steve’a Jobsa i własne Apple.

The Economist” szuka polskiego Apple. Co bardzo mnie cieszy. Oznacza to bowiem, że w coraz mniejszym stopniu jesteśmy postrzegani przez to, co kiedyś nam się udało, a w coraz większym przez to, co udaje się nam teraz. Osiągnięcia naszych rodziców i dziadków są ważne, nie deprecjonuję tego. Jednak czuję się lepiej gdy o Polsce pisze się przez pryzmat odnoszących sukcesy polskich firm niż wyłącznie wspaniałych ruchów społecznych sprzed 30 lat.

Wielkość naszego państwa, słabości naszej gospodarki i dojrzałość naszego kapitalizmu spokojnie mogłyby sprawiać, że dla innych nie bylibyśmy niczym innym jak kolejnym krajem stojącym outsourcingiem. Taki może trochę lepszym offshore’m, który jest jedynie podwykonawcą.

Oczywiście, jeszcze sporo pracy przed nami, żeby uniknąć takiego stanu rzeczy. Do kraju prawdziwie przedsiębiorczego i innowacyjnego jeszcze sporo nam brakuje, ale są już pierwsze jaskółki, które może wiosny nie czynią, ale przynajmniej innym się wydaje, że życie technologiczne i biznesowe u nas całkiem pięknie kiełkuje.

Polskie firmy urosły w siłę i coraz bardziej wierzą we własne siły. Polska gospodarka urosła dwukrotnie od momentu ponownej demokratyzacji w 1989 roku. Teraz, nareszcie, niektóre firmy z tego kraju zaczynają sięgać wzrokiem poza rodzimy rynek i stają się globalne.

Bardzo przyjemnie czyta się takie słowa w prestiżowym tygodniku „The Economist”. Zwłaszcza, że potem padają konkretne przykłady firm technologicznych, które urosły na tyle, żeby zacząć „sięgać wzrokiem poza rodzimy rynek”. InPost Rafała Brzoski wprowadza właśnie swoje paczkomaty do dziewięciu nowych państw, w tym do Wielkiej Brytanii, Francji czy Włoch. Comarch natomiast otworzył właśnie dwa centra danych w Niemczech.

To tylko przykłady podane przez „The Economist”. Nie zapominajmy o takich polskich międzynarodowych, i ustabilizowanych sukcesach, jak CD Projekt Red i ich „Wiedźmin”. W ogóle w grach jesteśmy dobrzy i coraz lepsi. Nie wiem czy wiecie, ale po pokazaniu światu gry „This war of mine” nie tylko zbiera ona świetne recenzje, ale także okazała się już finansowym sukcesem 11 bit studios. Ceny akcji tej firmy rosną w bardzo przyjemnym tempie. I na dodatek ich sukces „odbija” się pozytywnie na wynikach akcji innych growych spółek, w tym wspomnianego CD Projektu jak i Vivid Games.

“The Economist” szuka polskiego Apple. Można się obrażać na takie porównania i biadolić, że powinniśmy tworzyć nową jakość, a nie pozycjonować się w stosunku do tego, co kiedyś ktoś zrobił. Można pisać, że próba szukania “polskiej Nokii” to bzdura.

A ja zdecydowanie wolę, żeby „twarzą” Polski był Rafał Brzoska niż Lech Wałęsa, Jan Paweł II czy Zbigniew Boniek. Nawet jeśli ma być nazywany “polskim Jobsem”, a jego firma “polskim Apple”.

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement