Ogrodnik January: Zdobycze cywilizacji i techniki, z których nie umiemy korzystać

Felieton 28.11.2014
Ogrodnik January: Zdobycze cywilizacji i techniki, z których nie umiemy korzystać

Ogrodnik January: Zdobycze cywilizacji i techniki, z których nie umiemy korzystać

Nauka i technologia obdarowały nas całą masą cywilizacyjnych udogodnień, które w teorii powinny uczynić nasze życie łatwiejszym i przyjemniejszym oraz podnieść jakość naszego wspólnego funkcjonowania w ramach społeczeństwa. Niestety wiele z tych zdobyczy cywilizacji – choć są dostępne na wyciągnięcie ręki – wciąż pozostaje poza intelektualnym zasięgiem części ludzkości…

Skoro już zgadało się o wyciągnięciu ręki, to nie sposób przejść obojętnie obok patologicznego zjawiska macania pieczywa w sklepach samoobsługowych. Większość koneserów chrupiącej skórki dokonuje nadludzkich wysiłków i ryzykuje uszkodzenie kręgosłupa, starając się sięgnąć jak najdalej w głąb gabloty, aby tam namacać dziewicze kajzerki. Oczywiście robią to usmarkaną i klejącą się od brudu gołą ręką, mimo że tuż obok leży przełomowy produkt przemysłu chemicznego – pęk jednorazowych foliowych rękawiczek.

Jeśli już szczęśliwym zrządzeniem losu ujrzymy osobnika, posługującego się higienicznie urękawiczoną dłonią, to można postawić ostatnią złotą koronkę w zębach o zakład, że trafił nam się obarczony zawodowym nawykiem dentysta albo włamywacz, wracający do domu po nocnej zmianie. A czemu tak się dzieje? Powód tzw. ” głębokiego macania” jest oczywisty – śmiertelny strach przed cudzymi zarazkami i przekonanie, że cały towar z przodu jest już wymacany i pełen bakterii. No cóż, trudno się dziwić, skoro nikt nie używa tych cholernych rękawiczek…

Idąc tropem higieny, warto przytoczyć inne, pokrewne zjawisko.

Toalety na stacjach benzynowych czy w restauracjach pełne są błyszczących umywalek, wyposażonych w krany z czujnikami zbliżeniowymi oraz automatyczne suszarki. Cuda techniki. I co z tego? Choć możliwość skorzystania za darmo z ciepłej wody to wielkie cywilizacyjne osiągnięcie, spotkanie w męskiej toalecie heteroseksualnego faceta starannie myjącego ręce po wyjściu z kabiny jest równie prawdopodobne, jak trafienie na żarłacza białego w grochówce. Tę obserwację potwierdzają badania amerykańskich naukowców, którzy w jednym z pubów, nieopodal wyjścia z toalet, eksperymentalnie postawili na barowej ladzie miskę ogólnodostępnych orzeszków ziemnych. Po godzinie miska trafiła do laboratorium, a testy wykazały w orzeszkach ślady trzynastu różnych rodzajów moczu…

chleb shutterstock

Tytoń to wprawdzie zdobycz dalekiej, zamorskiej cywilizacji, ale na masową skalę znalazł zastosowanie właśnie w naszej kulturze. Choć przyznam, że w tym przypadku słowo “kultura” wydaje się sporym nadużyciem. Indianie używali tytoniu rytualnie, w ściśle określonych okolicznościach i miejscach, z zachowaniem przepisów BHP, podczas gdy w naszych warunkach tytoń stał się masową bronią biologiczną, środkiem opresji w miejscach publicznych i sposobnością do demonstrowania deficytów intelektualnych. Któż z nas nie zetknął się z sytuacją, gdy w ostatniej chwili przez zamykające się drzwi windy czy tramwaju wpada osobnik, uszczęśliwiający całe otoczenie głębokim, aromatycznym wydechem z porzuconego na progu papierosa. Pełna kultura.

Palenie w miejscach publicznych zostało już na szczęście spacyfikowane i unormowane surowymi przepisami, ale w tym momencie pojawia się kolejna zdobycz współczesnej techniki, czyli e-papieros. Jego użytkownicy czują się całkiem bezkarni, a na uwagę, żeby nie palili w sytuacjach, gdy przeszkadza to innym, odpowiadają, że “to przecież jest elektroniczny papieros” – po czym beztrosko nadal smrodzą i dymią. Ciekawe, czy gdyby takiemu wbić w dupę elektroniczne, naprowadzane laserowo widły aż po karbonową rączkę, to czy z równą chęcią zaakceptowałby ich technologiczną wyższość i nie miał żadnych zastrzeżeń?

Najwyższa pora przejść do elektroniki, bo ta sprawia nam nie lata kłopoty.

Mamieni przez producentów oszałamiającymi parametrami i ficzerami, kupujemy cudeńka, z których potem praktycznie nie korzystamy. Jako przykład wystarczy podać współczesne smartfony. Gdy przysłuchać się rozmowom w sklepach, ostatecznym kryterium wyboru i tak jest stwierdzenie, że “taki ładny i błyszczący” albo miażdżący wszelką krytykę argument, że “to przecież iPhone”. W efekcie kończy się to tym, że choć we współczesnych smartfonach drzemie potencjał i możliwości miniaturowego komputera, i tak przez większość power-userów są używane tylko do dzwonienia, kręcenia pionowych filmików i niezdarnego pisania SMS-ów jednym tipsem.

konkursy sms oszustwo telefon smartfon iphone

Według amerykańskich badań, na lwiej części iPhonów nie zainstalowano ani jednej dodatkowej aplikacji, nie mówiąc o tym, że cały świat rozbrzmiewa fabrycznie ustawionym dzwonkiem marimba. Są równie nieużywane, jak większa część mózgu. To samo dotyczy na przykład wypasionych telewizorów SmartTV, kupowanych głównie po to, aby popisać się wielkością ekranu przed sąsiadami. A potem jedynym zastosowaniem tych zaawansowanych odbiorników jest oglądanie Wiadomości TVP i meczy na Polsacie. Bo pilot był za trudny…

A na koniec zostawiłem sobie największy kaliber, czyli samochody terenowe – prawdziwe monstra, napakowane elektroniką cuda techniki, zdolne zmierzyć się z każdym terenem, wrogimi żywiołami i wyzwaniami tropikalnej dżungli albo pustkowi Alaski.

Niestety, w praktyce nie mają żadnej okazji, aby się wykazać, bo są używane głównie do przejazdów pomiędzy garażem na strzeżonym osiedlu, a podziemnym parkingiem w biurowcu, podwożenia dzieci do przedszkola albo do stania w korkach na autostradzie Kraków-Katowice w drodze na lotnisko w Pyrzowicach. Z taki samochodem można było spokojnie pójść na całość i z narażeniem życia i zdrowia pojechać przez Olkusz, ale dla większości posiadających terenówki krawaciarzy słowo “offroad” jest równie obce, jak “outsourcing” dla notorycznego onanisty. Terenówkę wszak kupuje się dla prestiżu, a nie po to, aby bawić się haldexem.

Zastanawiam się, czemu jeszcze żaden z nich nie wpadł na pomysł, żeby kupić kuter torpedowy i trzymać go w przydomowym basenie? Wizerunkowo robiłoby to o wiele większe wrażenie. Choć te wszechstronne pojazdy stworzone są do zdobywania dzikich ostępów, najbardziej ekstremalnym osiągnięciem ich właścicielek bywa zaparkowanie na zabłoconym trawniku, bo jakaś inna pipa stanęła w poprzek i zajęła dwa miejsca parkingowe pod galerią handlową tym swoim cholernym, białym Pajero…

Ogrodnik January – Z zawodu grafik, projektant i ogólnie tzw. artysta – absolwent krakowskiej ASP. Dyrektor kreatywny własnej pracowni graficznej Młyn Artystyczny. Z zamiłowania gadżeciarz, z powołania bloger. W sieci obecny od zeszłego wieku. Prześmiewca, samozwańczy tester technologii, poszukiwacz dziury w całym. Od 2010 roku autor bloga Applefobia, gdzie ośmiesza absurdy, demaskuje mitologię, kpi z fanbojstwa i zdrapuje pozłotkę z aluminium. W wolnym czasie czyta książki, gra na gitarze, jeździ na rolkach i fotografuje. Oczywiście nie wszystko na raz…

*Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement