Netykieta i zdrowy rozsądek w Internecie, czyli rzeczy potrzebne, ale z gatunku UFO

Felieton/Social media 02.11.2014
Netykieta i zdrowy rozsądek w Internecie, czyli rzeczy potrzebne, ale z gatunku UFO

Netykieta i zdrowy rozsądek w Internecie, czyli rzeczy potrzebne, ale z gatunku UFO

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

Ostatnio gdzieś na facebookowym wallu mignęła mi dyskusja – ktoś, pół żartem, pół serio, rzucił pomysł, żeby różni polscy influencerzy i autorytety internetowe zebrali się i stworzyli kodeks dobrych praktych porozumiewania się w Sieci. Choć jestem pewna, że nic z tego nie wyjdzie, sama idea wydaje się być godna rozważenia. Internet to wolność wypowiedzi, ale czy ta wolność powinna mieć jakieś granice?

W zamierzchłych czasach, których gimby nie pamiętajo, na długo przed erą smarfonów, LTE i drukarek 3D, czyli jakieś 10-15 lat temu, istniało coś takiego, jak netykieta. To znaczy podobno dalej istnieje, ale generalnie nikt jej już nie przestrzega.

Netykieta była (jest) swoistą internetową etykietą, czyli zbiorem pewnych ogólnych reguł, których przestrzeganie dobrze świadczyło o użytkownikach Sieci.

Netykieta nie była nigdy ustawą, kodeksem czy regulaminem, nie miała żadnej mocy prawnej czy jakiejkolwiek innej, a mimo to – była przestrzegana. Nie przez wszystkich, nie ściśle i nie wszędzie, ale mimo wszystko stanowiła pewien wyznacznik tego, co w Internecie uchodzi, a co jest już niegrzeczne czy wręcz niedopuszczalne. Nie była prawem, a jednak ludzie się na nią powoływali, odwołując się do niej przywoływali się do porządku, a admini for internetowych potrafili zwyczajnie banować tych, którzy notorycznie ją ignorowali. Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj?

media poslecznosciowe netykieta

Dzisiaj, gdy sztuka dyskusji zanika i zastępują ją takie formy jak na przykład karczemna awantura, chamska pyskówka i osiedlowa burda? Dzisiaj, gdy każdy z nas, niezależnie od stopnia kultury i ogłady, został w Internecie zwyzywany od debili, kretynów i frajerów, żeby już nie przytaczać epitetów bardziej wulgarnych? Dzisiaj, gdy coraz więcej youtube’owych twórców rezygnuje z czytania komentarzy pod swoimi filmikami, albo w ogóle je wyłącza, bo nie mogą zdzierżyć panoszących się tam trolli i głupków?

Zakaz pisania nie na temat, zakaz pisania kilka razy z rzędu, zakaz pisania wulgaryzmów, nakaz używania emotikon z rozwagą – jest na te reguły jeszcze miejsce? Netykieta nie wspomina o zakazie obrażania interlokutorów, bo to się kiedyś rozumiało per se. No jak, potraficie to sobie wyobrazić?

Ja nie, bo wszędzie, gdziekokolwiek czytam komentarze czy chocby “uczestniczę” w dyskusji jako obserwator, panuje chamstwo. Na wszystkich grupach osób poszukujących pracy oferty niewinnych ludzi kwitowane są sarkazmem i śmiechem. Jasne, zdarza się, że ktoś “poleca tego allegrowicza”, ale zbyt często komentatorzy czują się bezkarni. Czują, że mogą zniszczyć i zmiażdżyć… i mają rację.

netykieta internet

Z tego samego powodu co przytoczeni youtuberzy, sama przestałam mieć chęć, by uczestniczyć w dyskusjach, także pod swoimi tekstami. Z czytelnikiem nie wygrasz – ten niezadowolony z góry zakłada, że nie masz racji i oburza się, jeśli używasz liczy mnogiej. On przecież tak nie uważa, więc mów za siebie, ty głupia krowo, która niech lepiej nauczy się pisać.

Choć ubolewam nad tym mocno, w Internecie nie ma miejsca na savoir-vivre. Jak może być, skoro brakuje w nim miejsca także na zdrowy rozsądek?

A i o tym, jak o braku dobrego wychowania użytkowników (i przecież twórców) Sieci, dobitnie się przekonałam. Trzykrotnie. I to całkiem niedawno. Jedna rzecz dotyczy opublikowanego przeze mnie jakiś czas temu tekstu na temat stanu polskiego YouTube’a, druga artykułu na temat youtubera, stworzonego przez kolegę z mojego zespołu, pod którym odpowiedziałam jednemu komentatorowi.

Zaskakujące jak bardzo różnie ten sam tekst może zostać odebrany. I nie, nie chodzi mi o to, że jedni ocenią go pozytwnie, a inni wręcz przeciwnie. To żadna nowość.

Skonfudowało mnie i rozśmieszyło jak bardzo sprzeczne opinie mogę przeczytać o sobie, tj. autorce tekstu czy komentarza.

Jedni zrobili ze mnie naczelną, wąsatą feministkę, drudzy dziewczynę, która kocha patriarchat i nienawidzi innych kobiet. Takie i mniej lub bardziej obraźliwe wnioski wysnuły różne osoby na podstawie jednego tekstu.

netykieta internet media spolecznosciowe

Internet to miejsce, które uwielbiam i odwiedzam codziennie, ale też miejsce, którego szczerze nienawidzę, dzięki ludziom, którzy je tworzą. Przydałoby nam się więcej ogłady, wspólnych zasad i wzajemnego szacnku. I rozsądku, oczywiście.

Tyko czy kiedyś przyjdzie opamiętanie? Czy zmęczeni wszechobecnych chamstwem powiemy sobie “dość” i nagle w Internecie zapanuje ład, porządek i rodzinna atmosfera? Nie sądzę. Regulamin dotyczący korzystania z Internetu nie ma oczywiście racji bytu. Kto miałby go stworzyć? Autorytety, czyli kto? I kto by go przestrzegał? Ci, którzy teraz w obelgach i wyzwiskach nie widzą nic złego, nagle by się nawrócili?

A może przykład pójdzie z góry, ze strony twórców rozmaitych treści, którzy zaczną bezlitośnie banować, nie oglądając się na odpływ widzów lub czytelników i w nosie mając ich skargi? Tylko kto faktycznie się na to zdecyduje, mając świadomość, że wraz z liczbą wyświetleń, spadną też zarobki?

Jednym z pierwszych, a na pewno pierwszym, który otwarcie się do tego przyznawał i było o nim w związku z tym głośno jest Kominek, czyli Tomek Tomczyk. Tworząc swoje blogi, nigdy nie miał oporów, by kasować niepochlebne, chamskie czy wulgarne komentarze. Wyznając zasadę – na swoich stronach jestem u siebie i to ja mam prawo czuć się tu dobrze, wyplenił wszelkie chamstwo (czy raczej Iwonki wypleniły). Może właśnie tędy droga?

Cóż, dzięki temu na pewno wszystkim byłoby przyjemniej. A nie, przepraszam, niektórzy czuliby się urażeni, że hamowana jest ich wolność słowa.

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

*Grafiki pochodzą z Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement