Dlaczego na innych lotniskach nie może być tak, jak w Monachium?

Felieton/Sprzęt 03.11.2014
Dlaczego na innych lotniskach nie może być tak, jak w Monachium?

Dlaczego na innych lotniskach nie może być tak, jak w Monachium?

Lotniska, podobnie jak dworce, urzędy i inne miejsca użyteczności publicznej, powinny być maksymalnie przystosowane do tego, by pomagać tym, którzy się w nich znajdują. Niestety większość z nich zamiast pomagać, wręcz utrudnia pobyt. Inaczej jest w Monachium – najbardziej przyjaznym pasażerom lotnisku jakie znam.

Z racji wykonywanego zawodu sporo latam. Byłem już na zdecydowanej większości ważnych europejskich lotnisk, w tym dwóch głównych przesiadkowych: we Frankfurcie oraz w Monachium. To drugie powinno być przykładem dla wszystkich zarządców lotnisk, jak ułatwiać życie współczesnemu pasażerowi.

W Monachium musiałem ostatnio spędzić noc po tym, jak mój lot do Krakowa został odwołany. Zarówno jednak przed odwołaniem, jak i dzień później rano czekając na lot spędziłem na lotnisku kilka godzin. Zleciały mi jak z bicza strzelił głównie dlatego, że nie marnowałem czasu. Wygodnie pracowałem.

Aż dziw, że w drugiej dekadzie 2014 r. trzeba chwalić lotnisko za tak oczywiste udogodnienia jak… łatwy dostęp do darmowego internetu oraz do prądu.

Na całym terenie lotniska w Monachium pasażer ma dostęp do 24-godzinnej sesji połączenia internetowego w ramach hotspotu lokalnego T-Mobile. Wystarczy raz się zalogować podając podstawowe dane (imię, nazwisko, kraj pochodzenia, adres e-mail), by w każdym zakamarku, przy każdym wyjściu mieć dostęp do sieci.

Z kolei przy każdym gacie znajdują się rzędy wygodnych foteli, z których co drugi ma dostęp do listwy z trzema gniazdkami elektrycznymi.

lotnisko w Monachium
Rzadki widok: gniazdka elektryczne na lotnisku

Brzmi jak coś zupełnie normalnego, jednak jest wybitną rzadkością.

Na większości lotnisk nie uświadczymy nielimitowanego dostępu do darmowego internetu. Albo oferują 15-minutowe sesje, a żeby się do nich dostać trzeba nie tylko podać pełne dane, ale także przedrzeć się przez dziesiątki spamerskich ekranów. Albo oferują płatny dostęp via usługi firm zewnętrznych.

Na większości lotnisk nie ma też gniazdek elektrycznych, a jak są to… albo płatne (w formie tych ścian do ładowania różnych telefonów), albo w liczbie tak niewielkiej, że nie sposób znaleźć wolnego miejsca.

Niezwykle mnie to zawsze irytuje!

Przecież pasażer to jest klient, który zapłacił niemałe pieniądze, by skorzystać z usług transportu lotniczego. Pasażer to też najczęściej biznesmen, który podróżując z miejsca na miejsce jest w pracy. Brak tak podstawowych udogodnień jak prąd, czy internet jest więc nie tylko pogwałceniem podstawowych potrzeb współczesnego pasażera, co wręcz jakimś dziwnym sabotażem.

W Monachium już dawno to zrozumieli, dlatego tak przyjemnie mi się tam wraca. Nawet wtedy, gdy odwołują mi lot do domu.

* Zdjęcie główne: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement