Wodorowy konkurent Tesli S w końcu nabiera realnych kształtów. Premiera w 2016 roku

News/Motoryzacja 17.11.2014
Wodorowy konkurent Tesli S w końcu nabiera realnych kształtów. Premiera w 2016 roku

Wodorowy konkurent Tesli S w końcu nabiera realnych kształtów. Premiera w 2016 roku

Ostateczna decyzja o tym, jakie paliwo zasilać będzie w przyszłości nasze samochody, w dalszym ciągu nie zapadła. Choć mogłoby się wydawać, że najlepszym rozwiązaniem jest elektryczność, niektórzy producenci z pełnym przekonaniem stawiają na wodór. Tak jak np. Honda, która zaprezentowała projekt auta, które na rynek powinno trafić już w 2016 roku.

Pojazdy zasilane wodorem nie są oczywiście całkowitą nowością na rynku. Już w 2007 roku sama Honda zaprezentowała model FCX w wersji Clarity, dostępny m.in. w Stanach Zjednoczonych, natomiast rok później BMW próbowało wykorzystać ten typ paliwa w nieco inny sposób, tworząc unikatową odmianę serii 7, która jednak nie trafiła do masowej produkcji.

Po latach, kiedy najgłośniej mówiło się o samochodach elektrycznych, pomysł samochodów zasilanych wodorem znów jednak powraca do łask. Na początku tego roku, podczas targów CES, Toyota, która twierdzi, że nad odpowiednimi rozwiązaniami pracuje już od 20 lat, zapowiedziała na 2015 premierę swojego auta korzystającego z tego właśnie paliwa. Na potwierdzenie nie trzeba było długo czekać – już podczas niedawnych paryskich targów samochodowych mogliśmy zobaczyć jego finalną wersję produkcyjną.

Honda FCX
Honda FCX

W tyle nie pozostaje jednak inny azjatycki producent – Honda. Po niesamowicie futurystycznym projekcie FCEV, przyszedł czas na prezentacje jego bardziej prawdopodobnej wersji – FCV. Nadal wygląda niesamowicie, ale jest już zdecydowanie łatwiej wyobrazić sobie na ulicach taki pojazd, niż ten zaprezentowany rok wcześniej.

Niesamowicie również prezentują się najbardziej praktyczne aspekty auta, zwłaszcza te, które w elektrycznych samochodach wypadają przeważnie blado.

Nawet pomimo zastosowania mniejszych niż FCX ogniw, udało się uzyskać ich większą wydajność, w rezultacie zapewniając świetny – jak na auto zasilane alternatywnym paliwem – zasięg. Na jednym tankowaniu, w sprzyjających warunkach, możemy – nie emitując ani grama CO2 – przejechać około 700 km.

To odrobinę więcej, niż obecny rekord dla modelu Tesla S i sporo więcej niż rezultat uzyskiwany przez wodorowego konkurenta od Toyoty. Dla przypomnienia, Honda FCX mogła pokonać dystans niecałych 400 km bez konieczności ponownego napełniania baku.

Toyota FCV
Toyota FCV

Jednocześnie tankowanie nie zajmie nam zbyt wiele czasu. Ładując Teslę S przez 30 minut, uzyskamy zasięg na poziomie około 270 km. Finalna wersja samochodu Hondy ma ładować się do pełna w czasie dziesięciokrotnie krótszym. Jeździmy więc i tankujemy niemal tak samo, jak normalnym autem na benzynę czy olej napędowy. Być może właśnie to jest sposób, na przekonanie klientów do paliw alternatywnych. W końcu skoro wszystko wygląda tak samo, to co może stać na przeszkodzie, przy ewentualnej przesiadce?

Trudno jednak mówić o konkurencji dla Tesli S, jeśli chodzi o osiągi.

FCV od Hondy ma dysponować mocą około 136 KM, czyli o prawie 200 KM mniej, niż najsłabsza wersja Tesli. Mamy więc do czynienia z raczej zwyczajnym samochodem, zasilanym w niezwykły sposób.

Pozostaje jeszcze kluczowa kwestia dostępności odpowiednich stacji paliwowych. Podczas gdy tankowanie wodoru może być szybsze, również wymusza budowanie nowej infrastruktury. Tutaj, przynajmniej na wybranych rynkach, mają pomóc spore pieniądze inwestowane właśnie przez Toyotę i Hondę. Pierwsza z firm już w maju ogłosiła planu wielomilionowego dofinansowania na razie 19 stacji tego typu, natomiast druga już dłuższego czasu inwestuje m.in. w Kalifornii (tam też sprzedawany był FCX) i planuje dalszy rozwój, którego szczegóły poznamy podczas tegorocznego Los Angeles Auto Show.

Honda FCV Concept
Honda FCV Concept

Nie wiadomo jeszcze, jak Honda planuje wycenić swój nowy samochód. Do tej pory tego typu pojazdy wcale nie zachęcały swoimi cenami. Przykładowo model Toyoty ma kosztować na rodzimym rynku prawie 70 tys. dol. Według Forbesa spekuluje się, że w Stanach Zjednoczonych cena może wynieść mniej, bo “zaledwie” 50 tys. dol, ale i tak jest to przedział cenowy, gdzie trafiają przeważnie limuzyny w rodzaju Audi A6, Mercedesa E czy BMW 5 oraz duże SUV-y pokroju Audi Q7.

Za nowości i oryginalność trzeba jednak płacić – niewiele taniej wyceniona jest podstawowa malutkiego BMW i3. Najtańsza Tesla S uszczupli natomiast nasz budżet o 71 tys. dol. Czy Hondzie uda się się odnieść sukces? Według danych WardsAuto, od rozpoczęcia sprzedaży FCX do końca 2013 roku kupiono (a właściwie wyleasingowano) zaledwie 46 egzemplarzy, co jest wynikiem bardzo słabym, nawet jeśli Honda nie miała wielkich oczekiwań i liczyła na 200. Gorzej już raczej być nie może…

Dołącz do dyskusji

Advertisement