W szaleństwie will.i.ama jest metoda. A przynajmniej może być

Artykuł/Longform 17.10.2014
W szaleństwie will.i.ama jest metoda. A przynajmniej może być

W szaleństwie will.i.ama jest metoda. A przynajmniej może być

Zdaniem niektórych wizjoner, który nie boi się realizować nawet najbardziej szalonych ze swoich pomysłów. Według innych zaledwie arogancki bogacz, celebryta, żyjący w przekonaniu, że skoro udało mu się w jednej dziedzinie, sprawdzi się także we wszystkich innych. Co właściwie robi will.i.am w branży technologicznej? 

Mariaże gwiazd estrady czy kina z firmami technologicznymi nie są absolutnie niczym nowym, ani też niezwykłym. Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy widzieliśmy m.in. Alicię Keys w BlackBerry, Ashtona Kutchera w Lenovo czy Roberat Downeya Jr. w HTC. To i tak tylko wycinek listy, uwzględniający tylko kilku spośród tych najbardziej medialnych, najbardziej zaangażowanych czy po prostu najbardziej… wyśmiewanych.

will

O sławach, które współpracują z firmami z tej branży w nieco mniej aktywny sposób – najczęściej robiąc po prostu za stojak dla nowego telefonu, tabletu czy komputera – trudno nawet mówić.

Są ich setki, a może nawet tysiące, przy czym niektóre nie nadążają z wymienianiem swoich “ulubionych i najlepszych” telefonów na inne. W dużym stopniu podważyło to wiarygodność tego typu promocji i zmusiło do poszukiwania innych rozwiązań.

Wspomniane wcześniej gwiazdy współpracują więc na nieco innych zasadach, przeważnie znajdując zatrudnienie jako “dyrektor kreatywny”, “konsultant” czy nawet otrzymując “inżyniera”. Jaki jest ich wkład w faktyczny rozwój produktów czy strategii marki – nie wiadomo, choć oczywiście to im przypisuje się większość zasług przy premierach. Bo dlaczego nie?

Podobnie jest w przypadku will.i.ama, który prezentując niedawno swój smartzegarek wcale nie stawiał pierwszych kroków w branży.

Od prawie 4 lat jest zatrudniony przez… Intela, jako dyrektor kreatywnej innowacji, cokolwiek miałby oznaczać ten tytuł. Swego czasu współpracował również z dziesiątkami innych firm, w tym m.in. BlackBerry, choć nie na takim poziomie.

wi

A jednak jego działalność poza-muzyczna różni się nieco od tej, którą realizują jego koledzy i koleżanki po fachu. Trudno jest wręcz wymienić wszystkie projekty technologiczne lub okołotechnologiczne, które planował, planuje lub po prostu wprowadził do sprzedaży. I tak, większość z nich jest absolutnie pozbawiona sensu, choć nie można mu odmówić pomysłowości.

Pod koniec 2012 will.i.am zaprezentował chociażby dodatek fotograficzny do iPhone’a.

Wielki, koszmarnie drogi (475 dol.) i przez wielu natychmiast okrzyknięty jako zupełnie bezużyteczny, trafił do sklepach w ograniczonej liczbie i sprzedawał się (według jest twórcy) “całkiem przyzwoicie”. Najciekawszy był jednak fakt, że muzykowi wcale nie zależało na gigantycznej sprzedaży.

Według wypowiedzi dla Guardiana, celem było tylko… wprowadzenie tego dodatku na rynek i sprawdzenie co z tego wyjdzie. Ewentualnie gadżet miał stać się symbolem, porównywanym nawet przez will.i.ama do Beatsów, ale nią wiązał z tym raczej szczególnych nadziei. I słusznie, bo produkt zaginął gdzieś w otchłani, do której trafiają wszystkie produkty, których nikt nie chce.

Mimo tego artysta nie przejął się.

Rozmawiając z dziennikarzem Forbesa stwierdził, że “trudno, w takim razie ma fajny produkt dla siebie”.

Dziełem will.i.ama była również koncepcyjna odmiana Lexusa NX 200t, okrzyknięta przez portal The Verge “kamerą na kołach”. Wszystko przez zastosowanie ciekawych, ale absolutnie nikomu niepotrzebnych dodatków w postaci m.in. kamer umożliwiających… strumieniowanie obrazu otoczenia samochodu na ekran telefonu pasażera lub kierowcy.

Zmiany dotknęły jednak też karoserii auta, co może potwierdzać, że will.i.am nie zrezygnował do końca ze swojej szalonej wizji – stworzenia firmy produkującej samochody. Właściwie to nawet nie wizji – firma IAMAUTO istnieje (a przynajmniej istniała), choć jej produkty najlepiej opisał chyba portal Jalopnik.

Mamy więc smartzegarek, akcesoria fotograficzne, samochód z kamerami i firmę motoryzacyjną.

Co jeszcze, poza byciem pierwszym artystą, którego utwór został przesłany na Ziemię z… Marsa? Chociażby wspomniane wcześniej słuchawki Beats. Pierwotnie, zanim jeszcze trafiły na rynek, pojawił się pomysł, aby to właśnie will.i.am markował je swoim nazwiskiem. Ostatecznie tak się jednak nie stało, ale to właśnie częściowo dzięki promocji z jego strony udało się osiągnąć tak ogromny sukces, który – dzięki posiadanym akcjom firmy – zwrócił mu się z nawiązką po sprzedaży Beats Audio Apple.

beats

Chwilowo przyczynił się także do popularyzacji komunikatora wideo ooVoo, uczestnicząc za jej pomocą w konferencji, na którą inaczej by nie zdążył. Prywatny odrzutowiec niewiele by w takim przypadku pomógł. Z jakiegoś powodu organizatorzy nie podjęli się także prezentacji will.i.ama w formie… hologramu, który został zaproponowany przez muzyka jako najlepsze rozwiązanie. Trudno mu się zresztą dziwić – podczas jednego z wywiadów występował własnie w takiej postaci.

Do tego dochodzi jeszcze aplikacja foto.sosho, towarzysząca tak samo nazwanemu gadżetowi fotograficznemu do iPhone’a. Mało?

Może serwis społecznościowy Dipdive, po którym niestety wszelki słuch zaginął? A pewnie i to nie wyczerpuje listy pomysłów w branży technologicznej.

Już w 2013 William Adams przyznał zresztą, że muzyka już jakiś czas temu przestała być dla niego priorytetem. Owszem, jej tworzenie czy występy sprawiają mu przyjemność, ale w przywołanym wcześniej artykule z Forbesa stwierdza wprost, że to właśnie takie wyzwania – mające szansę zmienić świat – jak współpraca z Intelem są czymś, na czym mu od początku zależało.

Na tym jednak również nie kończy się (!) działalność Adamsa. Chociażby współpraca z Coca Colą przyniosła światu serię akcesoriów i gadżetów stworzonych przynajmniej częściowo z ponownie wykorzystanych materiałów. Wśród nich były m.in. specjalne słuchawki Beats czy pokrowiec Case Mate dla iPhone’a 5. Świata to być może nie uratowało, ale przynajmniej próbowano stworzyć “modę na recycling”, co zresztą było głównym celem i pomysłem will.i.ama.

A gdyby ktoś myślał, że Adams wydaje większość zarobionej gotówki na tego typu eksperymenty, wystarczy dodać, że od lat prowadzi fundację i.am.angel.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że kolejne produkty i.am+, w tym i smartzegarek, trafiają na czołówki największych portali głównie ze względu na popularność ich twórcy w branży muzycznej. Jest celebrytą i trudno dziwić się temu, że cokolwiek zrobi, jest o tym głośno. Nie zmienia to także faktu, że większość pomysłów albo samo ich wykonanie jest do niczego i jak Piotr Grabiec zauważył w swoim artykule, gdyby np. Puls trafił na Kickstartera, miałby problem z zebraniem jakiejkolwiek kwoty.

(Uwaga, poniższy film zawiera lokowanie Justina Biebera, oglądasz na własną odpowiedzialność)

Adams po prostu wykorzystuje swoją markę i trudno go za to w jakikolwiek sposób winić.

Z całą pewnością nie jest to nikt nowy w technologii, a i Puls nie jest fanaberią powstałą w wyniki inspiracji produktami Apple czy Google. Tym bardziej, że will.i.am o technologiach ubieralnych wspominał już lata temu. Internet Rzeczy też nie wydaje się być dla niego obcą koncepcją. Czy faktycznie przynajmniej trochę rozumie temat, czy też tylko kreuje się na rozumiejącego – trudno ocenić.

Być może faktycznie brakuje mu jakichkolwiek hamulców, albo kogoś, kto byłby w stanie powiedzieć mu “stop, to co robisz nie ma żadnego sensu, zrób lepiej coś innego”, ale kto wie, czy w końcu nie wpadnie na pomysł, który faktycznie będzie w stanie cokolwiek zmienić? Nawet jeśli nie świat, to może przynajmniej jakiś segment rynku, albo chociażby subsegment?

Cóż, zawsze można w tym miejscu skorzystać z niezwykle popularnego w Polsce powiedzenia – kto bogatemu zabroni?

* Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony will.i.am na Facebooku.

Dołącz do dyskusji

Advertisement