Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Już sporo czasu minęło od konferencji Apple, a wydaje mi się (mogłem coś przegapić), że większość „przespała” jedną ciekawą informację. I to pominęli to mimo, że już kiedyś było o tym przez chwilę głośno i wszyscy się rozpisywali (A teraz zapomnieli).

Apple zaprezentował kilka rzeczy, nowości (z ich punktu widzenia). Wszyscy skoncentrowali się na nowych wymiarach iPhone’ów, na zegarku i jego paskach czy też na płatnościach mobilnych.

Sporo osób nawet zwróciło uwagę na pewien element związany z płatnościami, który Apple umieścił w telefonie, ale zwrócili tylko z uwagi na płatności.

iphone 6 02

Element, o którym mowa to tak zwany „secure element”. Element, który w tej chwili bezpiecznie przetrzymuje ważne informację (np. związane z kartami kredytowymi). Pytanie tylko (i aż) co Apple może z tym elementem więc zrobić (jakby nikt się nie domyślił po tytule do czego zmierzam).

Karta SIM zawsze kojarzy nam się z kawałkiem plastiku, który trzeba wsadzić do telefonu by móc z niego dzwonić, ot zwykła identyfikacja użytkownika.

Ale tak prosta nie jest (użytkownik i sieć muszą mieć pewność, że nie będzie łatwo innej osobie podać się za drugą osobę logując się do sieci), a dodatkowo karta SIM przetrzymuje jeszcze dodatkowe informacje jak choćby kilka usług VASowych (ok, w czasach smartfonów mało używanych), czy też informacje dotyczące sieci (preferowane sieci, kod LAI, czy numer centrum SMS).

Na samym początku istnienia GSM karta SIM była „czystym” plastikiem – zapisane elementy na chipie były „nierozłączne” z samym chipem. Jednak w pewnym momencie pojawił się standard UMTS i nastał czas na „nowy rodzaj” karty SIM. Mianowicie odbył się rozdział informacji przechowywanych na karcie SIM z tym jak jest przechowywany. W sensie moduł identyfikacji użytkownika (SIM – subscriber identity module 😉 ) stał się modułem czysto software’owym (i został nazwany USIM), a część hardware’owa („plastik”) nazwany został UICC (Universal Integrated Circuit Card).

sim

Oczywiście w normalnych przypadkach to, co dostajemy aktualnie od operatora to „plastik” (UICC) z wgraną jedną aplikacją USIM na niego (nic nie stoi na przeszkodzie by wgrać dwie i mówiąc „potocznym” językiem mieć dwa simy w jednej karcie).

By nie rozpisywać się niepotrzebnie, przejdę od razu do meritum. UICC to „nośnik” aplikacji USIM (czyli tego potocznego SIMa). UICC w tej chwili to chip (czy to w postaci plastiku czy m2m’owego chipa, którego można wlutować do układu), ale UICC to „po prostu” bezpieczny element, na którym wgrana jest aplikacja USIM.

Czyli jeśli mamy secure element, gdzieś ukryty w sprzęcie telefonu, i jest on na tyle bezpieczny, że „ufa mu” MasterCard i Visa to znaczy, że ten secure element może być miejscem gdzie zostanie zainstalowana aplikacja USIM.

To co jeszcze jest potrzebne to system, który pozwoliłby przesyłać na tego USIMa profile danej sieci (do której miałby się nowy iPhone zalogować). Do tego należałoby wykorzystać coś co się zwie TSM (Trusted Service Manager) i jest wykorzystywane do przesyłania do secure elementu informacji o karcie kredytowej klienta (tak by telefon mógł „robić” za tą daną kartę). TSM już Apple posiada (w wersji dla kart kredytowych, ale nie sądzę, żeby mocno trzeba byłoby go modyfikować).

To co już Apple ma (możliwe, że z pewnymi drobnymi modyfikacjami) może posłużyć do tego by pozbyć się (zajmującej przestrzeń i „zwiększającej” rozmiar telefonu) karty SIM.

iPhone 6 Plus, wrzesień 2014, ikona

Apple musi się tylko dogadać z operatorami, by Ci podłączyli się do systemu Apple w celu przesyłu do urządzenia Apple ustawień danego użytkownika (co nie będzie takie trudne: albo się podłączacie albo nie sprzedajecie iPhonów i iPhone’y u Was nie działają).

Kto wie, może to zobaczymy już w iPhone 7 🙂

A jak będzie wyglądał iPhone 8? Tego nie wiem, ale jestem w stanie sobie wyobrazić kolejny ruch Apple. Po co użytkownik ma myśleć, którego operatora wybrać. Niech będzie tylko jeden operator: iOperator (choć patrząc po nazwach nowych produktów będzie to AppleCarrier 😉 ).

Jak to osiągnąć? W każdym kraju podpisujemy umowy z jednym, dwoma lub 3 operatorami na zakup hurtowy minut i transmisji danych (choć pewnie w momencie gdy Apple pójdzie już w tym kierunku to tylko transmisja danych, bo głos będzie szedł po VoLTE lub „innym” VoIPie).

Użytkownik kupuje od Apple urządzenie łącznie z taryfą. Nie interesuje go, z usług którego operatora korzysta. Ot otwiera pudełko, włącza telefon, i zaraz zaczyna się synchronizacja z iCloud.

Po co umowa z kilkoma, zamiast z jednym ? Po pierwsze: zasięg i bezpieczeństwo (padnie jedna sieć to lecimy na drugiej, a użytkownik uważa, że AppleCarrier jest idealny, bo nigdy nie ma awarii). Po drugie: kasa. Przeważnie umowy międzyoperatorskie (a w końcu Apple został by takim MVNO) mają zapisy, w których koszt minuty zależy od tego ile tych minut było. Np do 100k minut minuta koszutuje X, od 100k do 1mln Y itd. Mając kilka umów można tak żonglować, u którego operatora dany użytkownik aktualnie jest, by wyjść na tym jak najlepiej finansowo (w sensie oszczędności).

cont

Po co to wszystko? By skupić u siebie cały user experience dotyczący uruchomienia i działania urządzenia. Mając za sobą „sieć” można wykonywać różne usługi, takie jak Apple Continuity, na poziomie sieciowym (bez potrzeby dodatkowych aplikacji i bycia w zasięgu tej samej sieci WiFi).

A co jest najciekawsze (i o czym chyba wszyscy zapomnieli) to to, że Apple posiada od 2010 roku odpowiednie patenty, które pozwolą im wykonać opisany powyżej „plan”. Patent zwie się „Wireless network authentication apparatus and methods”.

 

* Zdjęcie karty SIM pochodzi z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement