Smartfona naładujesz w 2 minuty, a samochód w 5 – w Singapurze opracowano technologię jutra

Artykuł/Singapur 20.10.2014
Smartfona naładujesz w 2 minuty, a samochód w 5 – w Singapurze opracowano technologię jutra

Smartfona naładujesz w 2 minuty, a samochód w 5 – w Singapurze opracowano technologię jutra

Singapurczycy ogłaszają energetyczną rewolucję dla smartfonów i aut elektrycznych. Pierwsze naładujemy do 70 proc. w 2 minuty, a drugie nieco ponad 2 razy dłużej. Technologia została już wylicencjonowana, a pierwszych zastosowań możemy się spodziewać za 2 lata.

Jak informuje serwis AsiaOne naukowcom z Nanyang Technological University (singapurska politechnika) udało się stworzyć akumulator, który od 0 do 70 proc. ładuje się w 2 minuty. Ogniwo nadal jest litowo-jonowe jak w każdym z naszych smartfonów, ale zmianie uległa jej struktura. Grafit w anodzie zastąpiono dwutlenkiem tytanu w postaci nanorurek, który ma przyspieszyć reakcje chemiczne, i zapewnić krótszy czas ładowania.

“Tytanowe baterie” mają być także tańsze w produkcji i wytrzymalsze. Naukowcy sugerują, że wytrzymają nawet 10 000 cykli z minimalną stratą pojemności.

Czas ładowania pozostałych 30 proc. nie będzie już zapewne tak imponujący, gdyż w miarę napełniania bateria coraz wolniej przyjmuje energię. Dlaczego tak się dzieje? Najłatwiej wytłumaczyć to porównaniem z rolniczą furmanką. Jeśli bele siana będziemy wrzucali na nią na oślep, to zapełni się bardzo szybko, ale niedokładnie. Natomiast jeśli będziemy je ustawiali precyzyjnie, jedna obok drugiej, to spędzimy przy tym więcej czasu, ale wykorzystamy 100 proc. poj. furmanki.

TESLA_IFA2

– Pomimo, że koszty baterii litowo-jonowych zostały niezwykle zredukowane, a wydajność zwiększona od czasu, kiedy zostały skomercjalizowane przez Sony w 1991 roku, to na rynku wciąż jest miejsce dla nowych rozwiązań – mówi prof. Chen Xiaodong, prowadzący badania.

Po tym jak spróbowałem się z nim skontaktować otrzymałem jedynie odpowiedź, że udzielenie szerszych informacji jest niemożliwe. Jedna z firm wykupiła już licencję na technologię i spróbuje wykorzystać ją w swoich fabrykach. Informacja ta w pełni potwierdza jakobyśmy pierwsze praktyczne zastosowania mieli ujrzeć już za 2 lata.

Choć tydzień bez informacji o nowym sposobie uniezależnienia ludzkości od baterii wyczerpujących się w tempie dziurawego baku samochodu jest tygodniem straconym, to tym razem wszystko wygląda bardzo obiecująco. Także kraj wynalazku jest nieprzypadkowy, gdyż adopcja urządzeń mobilnych należy tu do najwyższych na świecie. Smartfona posiada 87 proc. Singapurczyków, którzy są nacją niebywale uzależnioną od gierek mobilnych. W komunikacji publicznej ciężko jest trafić na kogoś, kto nie przesuwa diamentów w Candy Crush Saga na najnowszym phablecie Samsunga, ewentualnie iPhonie.

Od kilku lat w Singapurze działają również dwie kliniki leczące uzależnienia od mediów społecznościowych i tzw. FOMO, czyli strachu przed przeoczeniem czegoś interesującego, co dzieje się w Internecie.

Badacze wydają się nie mieć dla nich dobrych (?) wiadomości i celują bardziej w rynek samochodów elektrycznych:

– Z naszą nanotechnologią samochody elektryczne drastycznie zwiększą swoje zasięgi przy zaledwie 5 minutach ładowania, co odpowiada czasowi spędzanemu na stacji paliw – mówi prof. Chen.

Czy Tesla ma się czego bać?

Obecnie firma Elona Muska buduje Gigafactory wspólnie z Panasonikiem gdzie mają być wytwarzane ogniwa dla Tesli. Fabryka ma zostać uruchomiona za 5 lat i korzystać z technologii litowo-jonowej, która jest w użyciu już teraz. Jeśli więc wziąć pod uwagę singapurską innowację, to linie produkcyjne Tesli byłyby przestarzałe już w momencie otwarcia produkcji. A co jeśli to właśnie amerykańska firma kupiła technologię prof. Chena?

Wtedy samochody elektrycznie miałyby przed sobą naprawdę ciekawą przyszłość. Osobiście celowałbym w Singapur jako miejsce, gdzie testy 5-minutowego ładowania mogłyby się odbyć na wielką skalę.

Choć to jedynie moje wyobrażenie, to musicie przyznać, że ładowanie samochodu podczas oczekiwania na zielone światło byłoby rajem dla “elektryków”.

Takie testy w Singapurze byłoby przeprowadzić niezwykle łatwo, w końcu każde auto ma tu nadajnik sczytujący jego wjazd na określone drogi, a państwo bardzo restrykcyjnie pilnuje limitów liczby samochodów. Gdyby jeszcze tylko na ulicach widywało się jakieś Tesle…

Dołącz do dyskusji

Advertisement