“Ot, programuję”, czyli jak powstaje Warlocks – polska gra, która zebrała już 20 tys. zł

Artykuł/Gry 14.09.2014
“Ot, programuję”, czyli jak powstaje Warlocks – polska gra, która zebrała już 20 tys. zł

“Ot, programuję”, czyli jak powstaje Warlocks – polska gra, która zebrała już 20 tys. zł

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

W przeliczeniu około 20 tys. zł – taką kwotę do tej pory udało się uzbierać twórcom gry „Warlocks”. Max Strzelecki, Duszan Chaciej, Wojtek Wilk, Chris Sinnott i Radek Ratusznik promują swój projekt na dwóch platformach crowdfundingowych.

W Polsce akcję wspiera… Wspieram.to. Natomiast na zagraniczne wody chłopaki postanowili wypłynąć przy pomocy serwisu Kickstarter. Na tym pierwszym do końca akcji zostało dwadzieścia kilka dni, na drugim – zaledwie kilkanaście. Ekipa „Warlocks” cel wyznaczyła sobie niemały – od polskich fanów chcą zebrać 13 tysięcy złotych, od tych z całego świata aż 25 tys. dol. Uda się?

Mają duże nadzieje, bo gdziekolwiek „Warlocks” było pokazywane, zdobywało pozytywne opinie i głosy zadowolenia.

-Zarówno na Digital Dragons w Krakowie, jak i na największych targach branży gier w Europie – Gamescom 2014 gra zrobiła furorę wśród graczy. Po takim pozytywnym odzewie doszliśmy do wniosku, że gracze będą w stanie nam pomóc finansowo w dokończeniu gry. Pozyskanie sponsora czy też inwestora nie jest niestety takie proste. Branża gier w Polsce nie zawsze traktowana jest przez wszystkich poważnie. Oczywiście sukcesy takich polskich hitów jak „Wiedźmin”, „Dead Island” czy seria „Anomaly” powoli to zmieniają – tłumaczy Radek, który odpowiedzialny jest za sprawy wydawnicze i zarządzanie projektem.

warlocks-green-fields

Warto dodać, że chłopaki mają zielone światło, jeśli chodzi o obecność na platformie Steam. Wystarczy, że uda się zdobyć fundusze na, nazwijmy to, dokończenie gry.

Ekipa „Warlocks” to fani retro gamingu. Ich inspiracją w kreowaniu własnego pomysłu były takie tytuły jak „Risk of Rain” czy „Metal Slug”. „Warlocks” to gra typu multiplayer, w której wybieramy jednego z dziesięciu dostępnych Warlocków, walczymy nim z hordami przeciwników, zdobywając złoto i odkrywając nowe światy. Tło fabularne „Warlocks” to mroczna historia rozprzestrzeniającego się śmiertelnego wirusa, który przemienia wszystkich ludzi w Istoty Cienia. Odpowiedzialni są za to mieszkańcy Świata Cienia, jedynej krainy, która nie została zdobyta przez człowieka. Czarownicy (tytułowi Warlocksi) muszą teraz pokonać Ciemność w walce.

-Pomysł wspólnego stworzenia gry wyszedł po prostu naturalnie. – relacjonuje Max – Z Duszanem poznałem się już ładnych parę lat temu i odkąd pamiętam pracujemy razem przy różnych projektach, czy to mniejszych, czy większych. Tym razem czuliśmy, że gra, pomysł na nią są bardziej poważne, szczególnie gdy do szeregów dołączył Wojtek i ekipa z Krakowa, którą poznałem dopiero przy pracy nad „Warlocks” – kończy.

Zarówno dla Duszana jak i Maxa ogromnie ważna jest atmosfera w zespole. Umiejętności, choć istotne, nie są na pierwszym miejscu.

– Najważniejsze w małym, niezależnym zespole, takim jak nasz, są relacje, to jak łatwo się dogadać z resztą ekipy, a także też zgodność wspólnej wizji. Tak naprawdę konkretne umiejętności pozostają na drugim planie. Jeśli jest taka potrzeba, to zawsze można się czegoś douczyć, trudniej jest wtedy, kiedy współpraca idzie opornie – mówi Duszan.

warlocks-co-op

– Rzeczywiście, trudno byłoby razem pracować nad takim tworem jak gra, kiedy nie byłoby pomiędzy nami jakiejś jednomyślności i zgodnej wizji. Pomaga to, że przyjaźnimy się od dawna i nabierając razem doświadczeń w branży, wiemy czego chcemy i jak to osiągnąć. Dzięki temu współpraca idzie jak po maśle – dodaje Max.

Z resztą twórców gry „Warlocks” Max i Duszan zaczęli współpracować dzięki ich pozytywnemu odbiorowi samej produkcji. Z Wojtkiem, grafikiem „Warlocksów” Duszan poznał się, pracując w Krakowie jako game designer.

-Wojtek zagrał w jeden z moich wcześniejszych prototypów, którego zamysł mu się spodobał i podesłał mi kilka konceptów na kontynuację projektu. Trzeba było jeszcze tylko dobrać programistę do zespołu, dla mnie wybór był oczywisty. Z Maksem miałem kontakt na co dzień i współpracowałem od wielu lat. Musiałem jedynie przekonać Wojtka, że Maks podoła wyzwaniu – opowiada Duszan.

A Max, cóż… Poradził sobie, jak mało kto. Grę zaprogramował stopami, chłopak bowiem urodził się pozbawiony rąk, zdawałoby się dwóch najważniejszych narzędzi potrzebnych do pracy człowiekowi. Max pytany o to, czy krępuje go szum wokół jego osoby, odpowiada:

– Mam spory dystans do swojej osoby, ludzie mówią, że mam silną osobowość. Ten fenomen medialny sam nie do końca rozumiem, gdyż dla mnie to, co robię to nic wielkiego. Ot, programuję – śmieje się Max.

warlocks

Samozaparcie, pasja i skromność chłopaków od „Warlocks” robią pozytywne wrażenie, a postawa samego Maksa dobitnie pokazuje, że jeśli się chce, da się zrobić wszystko. A twórcy gry na „Warlocks” nie poprzestają. Mają jeszcze kilka marzeń poza uzbieraniem pieniędzy potrzebnych na wydanie gry.

Jednym z nich jest wydanie gry na konsole. Niestety sprawa nie wygląda na taką prostą.

– Wydanie gry na konsole wiąże się ze sporymi kosztami licencji oraz development kitów. Często dość bolesne procesy certyfikacji gry również wymusiłyby na nas zatrudnienie nowych osób zarówno do portowania gry, jak i testów. – informuje Radek.

Miejmy nadzieję, że dzięki przychylnym graczom chłopakom uda się zdobyć resztę środków koniecznych do sukcesu na obu platformach crowdfundingowych. Czas ucieka, jeśli więc chcecie wesprzeć „Warlocks” zajrzyjcie na Wspieram.to lub/i Kickstartera. Trzymam kciuki!

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

Dołącz do dyskusji