Nie zgadzam się, więc sprowadzę cię do poziomu podłogi

Felieton/Technologie 26.09.2014
Nie zgadzam się, więc sprowadzę cię do poziomu podłogi

Nie zgadzam się, więc sprowadzę cię do poziomu podłogi

Żyjemy w internetowej kulturze wyśmiewania wszystkiego. To dobrze – dla mnie to zdrowy odruch. Jednak i mi puszczają nerwy, gdy ktoś zaczyna atakować mnie personalnie. Tego nie znoszę. Pisząc teksty na Spider’s Web trzymam się dwóch zasad: mają być szczere i nigdy nie mogą atakować personalnie osób. Nigdy, bo ataki personalne to część nowoczesnej kultury nienawiści, której nie znoszę.

Przez ten czas na Spider’s Web przyzwyczaiłam się do krytyki. To co kiedyś wydawało mi się obraźliwe i czasem wywoływało nawet kryzys czy łzy w oczach, dziś mnie nie rusza. W internecie trzeba mieć twardy tyłek i tyle. To, że mam iść do kuchni, bo tam moje miejsce, to że pewnie jestem brzydka i sfrustrowana, to że mam PMS-a, to że pewnie brakuje mi faceta, to że jestem sfrustrowaną, głupią idiotką, która z tego powodu zostanie smutną starą panną – to wszystko już było. Jednak nie toleruję tego. Uważam, że autorzy mają problemy sami ze sobą, wylewają w sieci swoje własne frustracje i są – trudno, powiem to, hejtujcie – malutkimi, smutnymi ludźmi schowanymi za nickami w sieci.

Nie mam nic przeciwko krytyce argumentów, punktowaniu merytorycznej części tekstów czy odmiennym opiniom. Proszę bardzo, internet to tak naprawdę wielkie forum, w którym dyskusja jest podstawą bytu i wymiana idei, która w ten sposób się dokonuje jest bezcenna. Przecież komentując i opiniując wydarzenia czy produkty robię dokładnie to samo.

Jednak jestem uczulona na, jak to nazywam, pudelkowatość. Pudelkowatość, nazwa pochodzi oczywiście od jednego z najbardziej pełnych jadu i pobudzających negatywne uczucia serwisów, polega na przeświadczeniu, że w sieci można wszystko i zza ekranu można sprowadzić na dno każdego.

hejt w sieci

Ktoś zrobił coś zawstydzającego – trzeba wyśmiać. Ktoś powiedział coś – trzeba wyśmiać nie tylko słowa, ale i samą osobę i przypomnieć jakąś jej wpadkę, by wzmocnić efekt. Do tego trzeba dorzucić najbardziej niekorzystne zdjęcie, jakie znajdziemy. W zasadzie każdy jest obiektem drwin i poprawiania własnego samopoczucia. W końcu wyśmiewam i drwię z tej osoby po to, żeby samemu poczuć się lepiej. Mam bekę, tak to się teraz nazywa.

Powstało w społeczeństwie społeczne, masowe przyzwolenie na sprowadzanie ludzi do poziomu podłogi i przechodzenia zamiast do krytyki argumentów do krytyki samego autora, twórcy czy kogokolwiek, kto zrobi coś publicznie.

Internet nie zapomina i nie daje zapomieć.

To, co zrobiłeś lata temu za 10 lat może być użyte przeciw tobie, mimo że w międzyczasie zmieniłeś zdanie o 180 stopni. To, że próbujesz coś zrobić nie jest ważne, ważne jest jak chujowo to zrobisz i żeby zadać ci jak najwięcej personalnych ciosów. Każdego poddamy publicznej ocenie, nawet jeśli nie dotyczy ona kompletnie tematu. Każdemu wtrącimy się w życie prywatne, bo możemy. Bo media mogą, bo my chcemy w to klikać, bo dzięki temu wydaje nam się, że jesteśmy choć na chwilę lepsi.

Blogerka modowa? Ok, będziemy ją promować aż nie zrobimy z niej gwiazdy, a jak zostanie gwiazdą zaczniemy dowalać jej jak się, być cyniczni, grzebać w życiu i wyśmiewać ją jako ją. Bo to się sprzedaje.

hate fuck you

Aż weszłam na Pudelka. Tekścik o Monice Olejnik o okładce jakiegoś czasopisma. Że niby wyretuszowane za bardzo i że Pudel nie wierzy w to, co Olejnik pisze na fejsie. Oczywiście. Do tego dorzuca milion zdjęć pokazującą zmęczoną, prawie sześćdziesięcioletnią Olejnik i każdą jej zmarszczkę.

Cholera. Jak na prawie sześćdziesiątkę Olejnik trzyma się świetnie i chciałabym trzymać się tak, gdy będę w jej wieku – myślę. Myślę też, że skoro Pudel tak mocno krytykuje Olejnik za retusz i pozycjonuje się na moralnego obrońcę naturalnego wyglądu oraz braku przekłamania, to zamiast zwalczać objawy choroby fotoszopowej może zacząć krytykować całą kulturę, w której megawyretuszowane, naturalne zdjęcia uważane są za normalność?

No w końcu przecież taki watchdog moralny, to dlaczego nie zrobi czegoś dobrego?

W tym tonie wychowaliśmy sobie kolejne pokolenia czytelników i internautów, którzy uważają możliwość personalnego atakowania wszystkiego i wszystkich za swój przywilej, za wolność słowa i nawet za obowiązek. W końcu pokazują innym słabości innych! Nowocześni supermeni. Możecie być pewni, że gdy jakiś aspirujący vloger nagra pierwsze wideo, to w komentarzach zaraz pojawi się wiele drwin i kpin. Możecie być pewni, że gdy jakaś aktorka wypowie się o swojej roli w nowym filmie spora część internetu wytknie jej, że ma niedokładny makijaż, niedobraną kolorystycznie bluzkę i brzydkiego faceta, ale to pewnie dlatego że przystojniejszy jej nie chciał.

Wierzę, że jest jedna rzecz, która w sieci nie zginie – zdolność do nienawiści do innych i tego przejawy.

hejter hejt hejterzy

Swoją zasadę nieatakowania personalnie w tekstach mam od dawna. Jeśli znajdziecie jakiś, który jednak jest atakiem a, o którym nie pamiętam, podeślijcie wiadomość, może gdzieś mnie poniosło.

Jednak mam tę zasadę, bo uważam że zdrowe jest krytykowanie i kontrargumentowanie argumentów i opinii, produktów, marek, działań firm czy nawet skutków działań poszczególnych osób. Nigdy jednak nie napisałabym na Spider’s Web o kimś, o danym pracowniku, prezesie czy celebrycie, że jest głupi. Nie bawiłabym się robieniem sobie z niego “beki”, bo to zabawne. Nie założyłabym profilu na fejsie zatytułowanego “Beka z kogośtam”, który z góry zakład nabijanie się i wyszukiwanie do tego nawet naciąganych powodów. Nigdy nie napiałabym do kogoś w sieci społecznościowej w odpowiedzi na tekst o jakimś produkcie z wiadomością, że beka z ciebie, człowieku.

Napisz, że napisał głupoty. Napisz, dlaczego się nie zgadzasz. Zwróć uwagę na błędy. Nie pisz, że jest kretynem, bo ty, akurat ty się nie zgadzasz. Nie bierz udziału w fali zidiocenia i legitymizowania hejtu, która rozlewa się po sieci i doprowadza niektórych, mniej wytrzymałych psychicznie ludzi, do cierpienia i czasem do poważnych konsekwencji.

Takie luźne podejście do wyśmiewania wszystkiego szybko rozlewa się na kolejne części życia.

Najpierw sprowadzaliśmy do poziomu celebrytów, potem mniej znane osoby, potem jeszcze mniej znane osoby, potem tego, kto się nawinie a kończymy na wszystkich dookoła. Bo możemy. Bo podobno takie mamy prawo.

Rzygam, gdy czytam niektóre komentarze. O tym, że homoseksualistów powinno się wsadzić do gazu, wymordować Żydów (na szczęście wczoraj okazało się, że takich komentatorów da się wytropić i ukarać), o tym że jakaś polityk, która gada bzdury mówi je, bo jest niewyżyta i nikt jej nie chce. Jednak przykład idzie z góry – poziom dyskursu publicznego praktycznie na każdy temat schodzi do poziomu obrażania każdego. Kto mocniej, ten lepszy.

Nie zdziw się też, jeśli ktoś na personalny, nieuargumentowany hejt odpowie ci może nawet niekulturalnie i chamsko. Jeśli to nie krytyka merytoryczna a drwiny z autora, to mogłeś się tego spodziewać.

Wszystkie grafiki pochodzą z Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement