Crowdfunding, czyli publiczna zbiórka pieniędzy na aborcję

Artykuł/Technologie 28.09.2014
Crowdfunding, czyli publiczna zbiórka pieniędzy na aborcję

Crowdfunding, czyli publiczna zbiórka pieniędzy na aborcję

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

Nie dziwią nas już niecodzienne zbiórki w świecie crowdfundingu. Chętnie wpłacimy  na sałatkę ziemniaczaną, która okaże się warta mniej więcej tyle co niezłej jakości M3 w średnim mieście w Polsce albo jak ostatnio na legalizację marihuany na Alasce. Niektórzy nawet rzucą pracę dla takiego szczytnego celu, stwierdzą: “Pierdolić to!” i spakują manatki szybciej, niż zszokowani widzowie przełączą kanał.

Crowdfunding dalej jednak wywołuje mnóstwo kontrowersji. Czy powinniśmy wspierać projekty, które bazują na litości i współczuciu? Czy takie platformy to miejsca dla akcji charytatywnych, czy kreatywnych twórców, chcących zainteresować odbiorców swoimi projektami z różnych dziedzin? Czy sukces sałatki ziemniaczanej nie świadczy o jakimś błędzie w systemie? I w końcu, gdzie w tym wszystkim jest moralność? Czy projekt może być usunięty, bo jest zbyt kontrowersyjny?

Na to ostatnie pytanie zapewne próbuje znaleźć odpowiedź Bailey, młoda dziewczyna, która na stronie GoFundMe.com próbowała zebrać pieniądze na… aborcję. Jak dowiadujemy się z wywiadu przeprowadzonego przez Vice Bailey nie ma pracy i nie jest w stanie wychować dziecka, ani sama zapłacić sobie za zabieg usunięcia ciąży. Chciałaby więc, aby wsparli ją inni i pomogli wyjść z tej niecodziennej i przykrej dla niej sytuacji. Jej strona została nazwana: “Fundusz dla powstrzymania Bailey przed rozmnażaniem się”i ostatecznie prezentowała kobietę jako osobę sympatyczną, która właśnie przeprowadziła się do Chicago z Phoenix, ma 23 lata, lubi uczestniczyć w koncertach i czytać książki. Jedyną bodaj jej wadą jest to, że po prostu nie chce zostać mamą.

Dlaczego w ogóle zdecydowała się na tę formę i na upublicznienie swoich spraw? Pytana o to przez Vice, odpowiada:

– Jesteśmy spłukanymi dzieciakami, które naprawdę potrzebują tej aborcji, a widzisz, że ludzie crowdsourcingują każdą możliwą rzecz. Widzisz takie akcje jak „Pomóżcie mi wytłoczyć tę płytę!” albo „Pomóżcie mi opłacić czynsz!”. Śledziliśmy ten Kickstarter, który zebrał kupę pieniędzy na tę całą sałatkę ziemniaczaną. Jak ludzie chcą dawać datki, to mogą, a to znacznie łatwiejsze, niż chodzić i prosić ludzi. Mam nadzieję, że ludzie będą dawać, ale jak nie będą, to też zupełnie spoko. Wiem, że jakbym ja zobaczyła coś takiego, to pomyślałabym: Chcę pomóc tej osobie, żeby mogli żyć dokładnie tak, jak chcą żyć.

To jest jednak trochę pilniejsze niż niektóre inne rzeczy, które się widuje. – tłumaczy Bailey w rozmowie z Troyem Farah.

Zbiórka Bailey wywołała falę negatywnych komentarzy. Główna zainteresowana przyznaje, że choć spodziewała się nienawiści i jadu ze strony potencjalnych odbiorców, komentatorów miewała chwile załamania. Ludzie grozili jej, że znajdą ją po adresie IP, zrobią krzywdę jej i jej facetowi, który odpowiedzialny był za administrowanie strony na platformie crowdfundingowej.

dziecko-ciaza-pistolet-bron

Był, bo strona na rzecz aborcji Bailey została usunięta… niejednokrotnie. Treści, które znajdowały się na stronie, poświęconej zbiórce na usunięcie ciąży, zostały określone jako wulgarne i niestostosowne oraz “tylko dla dorosłych”. Z tego powodu administracja GoFundMe.com postanowiła akcję Bailey usunąć. Po interwencji dunat-wannabe-a-mommy zbiórka została przywrócona. W niedługim czasie ponownie zdjęto ją z serwisu. Dziewczyna chciała uzbierać 2,5 tys. dolarów.

Bailey boi się, że nie starczy jej czasu na wykonanie zabiegu aborcji – wszak tu trzeba działać szybko, zarodek, który nosi kobieta rozwija się każdego dnia i w pewnym momencie usunięcie go nie będzie możliwe. Aktualnie kobieta jest w około 22 tygodniu ciąży. Cóż, ostatni dzwonek, ale jak się okazuje Bailey prawdopodobnie zrezygnowała z zabiegu.

W poszukiwaniu informacji o dziewczynie, która ma paranoiczny lęk przed urodzeniem dziecka, znalazłam kolejną akcję na GoFundMe.com, która została nazwana: “Bailey’s Blessing Gma’s Peanut”. Na stronie możemy przeczytać, że teraz Bailey potrzebuje pieniędzy, aby zapewnić dziecku godny byt.

– I can’t find a job so it’s left up to my mom to funds the things we need. She is doing good we just need a little extra help.. Even if it’s a dollar every little bit counts.. If you find it in your heart to donate it will not b in vain I will use it wisely as to I want my baby to thrive and b healthy and have a good chance at life despite the hardship he/ she will b brought into.. My baby will have lots of love and care I just need a little boost and then I think I can do it. My promise is I’ll do my best and b the best mom I can to my child.. (pisownia oryginalna)

Tym razem potrzebny jest tylko 1 tys. dolarów. Czyżby przyjęcie dziecka na świat kosztowało mniej niż jego pozbycie się? A może Bailey uzbierała już 1,5 tys. dolarów gdzie indziej i teraz czeka, aż ludzie wpłacą konieczną resztę do wykonania zabiegu? Trudno powiedzieć, ale pewne jest to, że cała sprawa, biorąc pod uwagę taki obrót sytuacji, wydaje się być kuriozalna.

Crowdfunding w Polsce

Czy ktoś powinien zdejmować stronę, bo ta obraża czyjeś uczucia, ale ostatecznie nikogo nie krzywdzi?

To kwestia naszego światopoglądu i chyba niemożliwym udzielenie jest jednej, ostatecznej i pełnoprawnej wersji odpowiedzi. Jeśli jesteś za aborcją zaprzeczysz, jeśli jej przeciwnikiem stanowczo przytakniesz.

W tej sprawie tak naprawdę nie do końca chodzi o to, czy Bailey jest moralna, czy nie, choć rzeczywiście po przedstawieniu tej zbiórki przez media ta kwestia najbardziej rzuca się w oczy. Chodzi o to, jaka jest przyszłość crowdfundingu, w którą stronę on zmierza i co to jest wiarygodność. I do cholery, kim jest Bailey – świetną manipulatorką czy nieprzedsiębiorczą łajzą, która jednym numerkiem zafundowała sobie klęskę na całe życie? Jeśli przed tą sytuacją nie mogła znaleźć pracy, to jaka będzie jej rzeczywistość po szumie medialnym, który spowodowała?

Walcząc o tak niewielką kwotę, jaką jest tysiąc dolarów, przyszłość raczej tego nie zweryfikuje

Gdyby chodziło o wielką sumę i udałoby się ją jej uzbierać, skłonna byłabym zaryzykować stwierdzenie, że Bailey ma łeb do interesów. Cóż, aktualnie mogę tylko pogratulować jej okrągłego brzuszka i życzyć braku komplikacji w trakcie ciąży. Jakbyście słyszeli coś o jakiejś zbiórce grzechotek do Chicago, dajcie znać. Na razie pozostanę obserwującym. Zdezorientowanym obserwującym, którego nie obchodzi, czy zbiera się na aborcję, czy nowy projekt gry komputerowej. Któremu po prostu chodzi o wiarygodność.

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

Dołącz do dyskusji