Straszne maszyny przyszły by zjeść nasze dusze?

Felieton/Social media 07.08.2014
Straszne maszyny przyszły by zjeść nasze dusze?

Straszne maszyny przyszły by zjeść nasze dusze?

Papież powiedział, że technologie i internet nie powinny odciągać nas od dążenia do tego, co ważne w życiu. Widocznie technologie i internet nie są takim celem według Kościoła. Niedawno Bill O’Reilly, amerykański “dziennikarz” Fox News, obwinił tajemnicze maszyny o całe zło, które dzieje się na świecie. Przeczytałam właśnie tekst na ZDnet’cie, w którym autor twierdzi, że smartfony zabijają interakcje społeczne i międzyludzkie, i podsumował, że kiedyś smartfony zabiją nie tylko te zdolności ale też naszą wolę życia. Co za straszny świat, w którym żyjemy!

Chociaż zgadzam się z ogólnym wydźwiękiem tych przesłań – technologie zmieniają życie i stosunki międzyludzkie, filizofią “wszystko w zasięgu ręki” powodują zachłyśnięcie się światem sieci i czasem przysłaniają inne rzeczy – to jako blogerka technologiczna nie mogę zgodzić się na taką narrację.

Wybrzmiewa w niej jedno, mocne przesłanie. Technologie, internet, smartfony czy tablety są złe i niedobre. Kastrują nas z umiejętności socjalnych, alienują i wykrzywiają. Są złem, któremu powinniśmy się opierać.

To bzdury, bo w tym kontekście niemal nigdy w popularnych, masowych mediach nie przedstawia się drugiej strony medalu.

Tego, że dzięki smartfonom mamy dostęp do niesamowitej ilości informacji, że wiele osób zwiększa swoje umiejętności socjalne, pozbywa się lęków społecznych, że ułatwiły życie i codzienność i wiele innych.

O technologiach, które pozwalają na kontakt ze światem w sposób nieco bezosobowy, często pozbawiony fizyczności, co przecież nie musi być takie okropne.

Bo w gruncie rzeczy interakcje międzyludzkie pochodzą z konieczności przetrwania. W grupie było łatwiej o przetrwanie – jedni zajmowali się zdobywaniem pożywienia, drudzy obroną, jeszcze inni opieką nad dziećmi. W grupie trzeba było rozwiązywać konflikty, więc nie wypadało zabijać się nawzajem. W grupie było lepiej.

Potem pojawiły się większe grupy, nasze mózgi rozwinęły się i zaczęliśmy bardzo cenić umiejętność współżycia z innymi. Przyjaźń, sympatia, etyka pracy w grupie i staliśmy się niezwykle skomplikowanymi społecznie zwierzętami.

Problem w tym, że nie jesteśmy jednakowi. Nie wszyscy uwielbiają wyjść sobie na miasto i zagadywać przypadkowo spotkanych ludzi o pogodę czy politykę. W zasadzie większość z nas za tym nie przepada, zwłaszcza w czasach chaosu i braku czasu, nawału obowiązków i nowoczesnego stylu życia.

Być może część z osób, która na imprezach siedzi wgapiając się w ekran iPhone’a ma się lepiej, niż gościu, który pijąc i opowiadając niesmaczne żarty próbuje zaimponować wszystkim wokół i sprawić, by go lubili.

shutterstock_193209896

Być może ktoś, kto woli interakcje w sieci od tych w rzeczywistości w internecie znalazł spokój ducha, akceptację której potrzebował i znajomych, których mu brakowało.

Być może część z nas woli robić zakupy w sieci, bo oprócz zaoszczędzonego czasu i pieniędzy w sieci odpada cała ta otoczka wymuszonych kontaktów ze źle opłacanymi, zmuszonymi do bycia miłymi sprzedawcami.

Być może część z nas w sieci szuka odpowiedzi na pytanie o sens życia i istnienia.

Jasne, pewnie u większości ludzi tak nie jest i wpadli w sidła uzależnienia. Jednak czy demonizowanie nowoczesnych technologii przyniesie jakiś pozytywny skutek? Przecież to jak z innymi uzależnieniami.

Zamiast krytyką i straszeniem wpędzać w poczucie winy może warto pokazywać plusy i minusy?

A może wcale nie jest tak, że jesteśmy skazani na stracenie i to tylko burzliwy okres przejściowy, czas, w którym jeszcze nie przyjęliśmy i nie dostowaliśmy się do nowych warunków, a jeszcze pamiętamy jak było. Pamiętamy telefony stacjonarne, listy na papierze, konieczność odwiedzin znajomego gdy chcieliśmy z nim porozmawiać. Może to wstrzymuje nas przed dojrzeniem szerszej perspektywy?

Przecież wspomniane smartfony to tylko tymczasowe narzędzia. Za 5, 10, 20 lat będziemy używać innych urządzeń. Za 50, 100 być może nie będziemy używać żadnych urządzeń zewnętrznych, tylko po prostu nasze ciała dostaną możliwości znane dziś z komputerów?

Jeśli przestaniemy patrzeć na nowoczesne urządzenia z wrogim nastawieniem szybko okaże się, że są dokładnie tym, czym się wydają. Urządzeniami.

Tak, jak pralka zwiększa nasze możliwości i w zasadzie nie jest osobnym bytem, a częścią życia, tak zwykły smartfon jest przedłużeniem naszej świadomości i zdolności. To narzędzie jak każde inne.

Ciekawe, czy tuż po wprowadzeniu telefonów wszyscy od razu umieli z nich korzystać. Przecież musiał minąć jakiś czas, zanim jako społeczeństwo nauczyliśmy się wykorzystywać potencjał rozmów na odległość. Musieliśmy przyzwyczaić się do możliwości zadzwonienia zamiast wysłania posłańca czy w ogóle braku kontaktu. Ciekawe ile czasu minęło, zanim pierwsza gospodyni domowa wpadła na pomysł, by zamiast biec do sąsiadki w nadziei, że ta ma i pożyczy jej trochę mąki zdecydowała się zadzwonić, zapytać i od rezultatu uzależniła swój kolejny krok.

Ze smartfonami i pochodnymi sytuacja wydaje się nieco inna, ale tylko dlatego, że zadziałało prawo Moore’a. Smartfony i ich pochodne są o wiele bardziej zaawansowane technologicznie więc zamiast jednej funkcji spełniają ich wiele. Ciężej więc zaadaptować się do nowych warunków, ciężej przejść okres przejściowy, w którym zmiany dopiero się normalizują.

Człowiek jest zadziwiającym zwierzęciem, bo potrafi dostosowywać się do nowych warunków całkiem szybko. Nie oznacza to, że zrobi to błyskawicznie, że od razu przestawi się na inny model funkcjonowania i na przykład szybko przewaluuje swoje potrzeby i system wartości. To proces, który musi potrwać.

Nie ma przed nim ucieczki i o ile nie zostaniemy zniszczeni przez globalny kataklizm czy z ludzkiej ręki, będzie postępował. Za kilkadziesiąt lat możliwości usprawnienia i ulepszenia życia mogą być tak odmienne od dzisiaj, że ciężko je nawet sobie wyobrazić. Być może nasze dzieci lub wnuki nie będą potrzebować fizycznego ciała i będą funkcjonować w jakichś hologramowych awatarach. Być może zdolności biologii pozwolą zmieniać człowieka i jego strukturę i obecne dylematy okołotechnologiczne staną się kompletnie nieaktualne.

Poza tym w utyskiwaniu na nowoczesność brakuje też zaufania w świadomość człowieka i jego zdolność, potrzebę dążenia do szczęścia. Czymkolwiek ono jest.

Ufam, że ludzie, którzy cierpią z powodu uzależnienia od sieci czy technologii prędzej czy później dostrzegą to i zmienią swoje nawyki. Zaczną ponownie zwracać uwagę na piękno natury, na przyjemność rozmowy z drugim człowiekiem. W końcu człowiek ma wspaniałe zdolności samokrytycyzmu i adaptacji.

 

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

Dołącz do dyskusji