5 mitów na temat prawa autorskiego, w które wierzą internauci

Artykuł/Longform 22.08.2014
5 mitów na temat prawa autorskiego, w które wierzą internauci

5 mitów na temat prawa autorskiego, w które wierzą internauci

I nie tylko czytelnicy Spider’s Web. Niestety, błędne postrzeganie prawa autorskiego to zjawisko dość powszechne w gronie internautów, dziennikarzy internetowych, blogerów, a nawet – co momentami przeraża – prawników.

To co za chwilę przeczytacie być może kłóci się z wizerunkiem sieci, który macie w głowie od lat. Być może kłóci się też z Waszym osobistym poglądem na własność intelektualną. Natomiast pomimo tego radzę przeczytać poniższe punkty z uwagą, gdyż takie mamy prawo, a to z kolei oznacza, że jego nieprzestrzeganie może przysporzyć Wam wielu problemów. Dlatego w oparciu o 5 pospolitych mitów na temat prawa autorskiego, oficjalnie dementuję i wyjaśniam.

1. Podanie źródła to nie wszystko

Sposób w jaki internauci, a szczególnie serwisy internetowe, cytują niektóre treści jest przerażający. Częstą praktyką jest bowiem przeklejenie całego artykułu wraz z podaniem źródła (nawet nie w postaci linku, co zresztą często utrudnia pierwotnemu twórcy zlokalizowanie i ustalenie faktu naruszenia). Nie wolno zabierać sobie cudzych artykułów i publikować ich na swojej stronie internetowej. To nie tylko naruszenie prawa, ale godzi to też w inne interesy twórcy (m.in. pozycję w wyszukiwarkach). W granicach prawnoautorskiego prawa cytatu mieści się natomiast wykorzystanie części (przeważnie niewielkiej) czyjegoś artykułu, jeżeli jest to uzasadnione konkretnym celem (np. w ramach recenzji czy wyjaśnienia jakiegoś pojęcia), a ponadto możliwie szeroko zostały podane dane identyfikujące pierwotnego twórcę i źródło cytatu. Nie ma przepisu, który w internecie nakazuje podanie źródła w postaci linku, ale jest to taki dobry zwyczaj sieci.

Więcej o prawie cytatu dowiecie się na moim blogu.

shutterstock

2. Przetłumaczenie angielskiego newsa narusza prawo autorskie

Większość dziennikarzy internetowych czerpie swoje informacje z zagranicznych serwisów informacyjnych. Przeczytanie newsa, przyswojenie informacji, a następnie odtworzenie ich w postaci swojego artykułu nie stanowi naruszenia prawa (jest to tzw. utwór inspirowany). Ale nie raz spotkałem się już z praktyką dosłownego tłumaczenia zagranicznych newsów czy nawet całych felietonów. Tłumaczenie jest opracowaniem utworu, a żeby stworzyć, a następnie rozpowszechniać opracowanie, nie naruszając prawa autorskiego, potrzebne jest zezwolenie pierwotnego twórcy. Jeżeli takiego pozwolenia nie otrzymamy, to w istocie naruszamy prawa pierwotnego twórcy. Natomiast, co ciekawe, nasze tłumaczenie również otrzymuje osobny byt prawny i możemy dochodzić swoich praw, w przypadku gdyby ktoś następnie przekopiował je na swoją stronę (ta problematyka opracowań jest o wiele ciekawsza, gdy omawiamy ją na przykładzie branży muzycznej, remiksów, itp.).

3. Zdjęcia z images.google.pl przeważnie naruszają prawo autorskie

I znów. Internauci wierzą, że mogą wykorzystać dowolne zdjęcie w sieci. Lub też, że mogą wykorzystać dowolne zdjęcie w sieci, jeśli podadzą źródło (patrz pkt. 1). Robią to nawet bardzo duże serwisy, w tym bezpośrednia konkurencja Spider’s Web. Nie ma znaczenia, że te zdjęcia można znaleźć w serwisach typu images.google.com czy też od lat wykorzystywane są na rozmaitych forach internetowych. Jeżeli twórca pewnego dnia zainteresuje się respektowaniem swoich praw, może się to wiązać z dużymi opłatami finansowymi. Wyjątkiem jest wspominane już prawo cytatu, ale prawo cytatu w  przypadku fotografii ma zastosowanie, gdy np. Marcin Połowianiuk analizuje kąt padania promieni słonecznych w fotografii, która zdobyła Grand Press Photo, a nie wtedy, gdy bloger chce sobie ubarwić artykuł cudzym zdjęciem iPhone’a.

Jest natomiast na to rada. Spider’s Web korzysta z dużej i profesjonalnej bazy Shutterstock. Dla przeciętnego użytkownika jest to rozwiązanie zbyt drogie, ale i w tej materii można znaleźć satysfakcjonujące rozwiązania – zdjęcia oparte o licencje Creative Commons, gdzie po dopełnieniu odpowiednich warunków można wykorzystywać cudze, często świetne fotografie. A nawet zdjęcia, które znajdują się w domenie publicznej. Często piękne zdjęcia, których twórcy mówią “bierzcie i wykorzystujecie do woli, jak tylko się Wam podoba”.

Więcej na ten temat: Legalne i darmowe zdjęcia na Twoją stronę www

CC0
Przykładowe, profesjonalne zdjęcie na licencji CC0

4. Usunięcie filmu przez YouTube nie musi oznaczać końca sprawy

Wielu użytkowników YouTube’a wrzuca hurtem naruszające prawo autorskie piosenki, filmy czy seriale wyznając zasadę, że w najgorszym wypadku “te okropne pazerne koncerny” im to usuną. W istocie – w praktyce najczęściej stacje telewizyjne czy wydawcy kasują takie treści i odpuszczają sobie walkę z internautami. Nie oznacza to jednak, że wgranie takiego filmiku nie narusza prawa autorskiego i cała sytuacja (nawet pomimo faktu usunięcia) nie może zaowocować konsekwencjami prawnymi. Co więcej, na ryzyko takich konsekwencji narażają się nawet osoby linkujące do takich treści lub embedujące je na swojej stronie. Jest to natomiast kwestia niezwykle drażliwa, polskie i europejskie sądy nie do końca wiedzą jak orzekać w sprawach dot. linkowania/embedowania. Istniejące przepisy pozostawiają szereg wątpliwości w tej kwestii, a i sama sytuacja jest sporna na tyle, że osobiście zastanawiam się czy na gruncie prawa cywilnego (gdzie wina nie odgrywa roli podobnej do sytuacji prawnokarnej) w ogóle da radę stworzyć sensowne rozwiązanie prawne. W każdym razie były wyroki za bezprawne wrzucanie treści na YouTube i były (niekorzystne dla internauty) wyroki za linkowanie do nich.

5. Bycie na zdjęciu nie daje Ci do niego praw

Kwestia ta zaskoczyła zapewne niejedną szafiarkę i innych blogerów modowych. Zresztą, generalnie blogerów i twórców wykorzystujących zdjęcia na swojej stronie internetowej. Niezależnie od tego czy znajdujemy się na zdjęciu czy nie, nie przysługują nam do niego prawa autorskie (fotograf też ma utrudnioną sytuację, gdyż – generalnie – chroni Cię w tej sytuacji prawnoautorska ochrona wizerunku). Jeżeli więc idziemy z fotografem w plener, ten następnie robi nam zdjęcia przecudnej apaszki, a my publikujemy je na naszym blogu – dobrze zawrzeć w tej materii pisemną umowę o przeniesienie majątkowych praw autorskich. W przeciwnym wypadku mogą pojawić się roszczenia autora zdjęć i – niestety – będą one uzasadnione.

To tyle na dziś. Trzymajcie się ciepło i starajcie nie wpaść w kłopoty.

kralkaJakub Kralka – prawnik, specjalizuje się we własności intelektualnej i problemach prawa cywilnego, wspiera nowe media, startupy i e-commerce, autor bloga Techlaw.pl – Prawo Nowych Technologii. W sierpniu szczególnej uwadze polecamy poradnik Jak zarejestrować portal/blog jako prasę? oraz dział prawo autorskie.

Więcej wieści na temat logo techlaw Prawa Nowych Technologii w serwisie Facebook. Twitter @jakubkralka.

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement