Leciałem statkiem kosmicznym, cofnąłem się w czasie i kopnąłem dinozaura…

Relacja/Longform 14.07.2014
Leciałem statkiem kosmicznym, cofnąłem się w czasie i kopnąłem dinozaura…

Leciałem statkiem kosmicznym, cofnąłem się w czasie i kopnąłem dinozaura…

… a wszystko podczas jednej, stosunkowo krótkiej wizyty w muzeum. Tak, w muzeum, choć lepszą i przy tym oficjalną nazwą jest w tym przypadku Park – Park Nauki i Ewolucji.

Nie jestem niestety stałym bywalcem tego typu obiektów. Wycieczki po muzeach nudzą mnie najczęściej po kilkunastu minutach i resztę trasy spędzam przeważnie wpatrzony w ekran telefonu. Nie chodzi jednak o to, że nie lubię sztuki czy historii – po prostu forma prezentacji przeważnie równie porywająca, co kolejny artykuł na temat tego, jak być może będzie wyglądał nowy iPhone.

park nauki i ewolucji 025

W Parku Nauki i Ewolucji w Krasiejowie było jednak inaczej. Na kilkadziesiąt minut zapomniałem zupełnie, że dźwigam w kieszeni smartfona. Tak samo zresztą nawet najmłodsi zwiedzający, którzy prezentują zbliżoną do mnie mentalność, tylko zamiast sprawdzać Twittera płaczą, kopią i krzyczą,  przez całą podróż byli niemal niezauważalni. Krążyli tylko od ekspozycji do ekspozycji z otwartymi ustami. W ciszy i skupieniu. Niesamowite.

Park Nauki czy statek kosmiczny?

Co zazwyczaj otrzymujemy w kasie muzeum czy podobnego parku? Przeważnie bilet, paragon i (za dodatkową opłatą) mapki, przewodniki papierowe czy specjalne odtwarzacze z przewodnikiem audio. Nie tutaj.

park nauki i ewolucji 001

Tutaj wręczany jest nam futurystyczny hełm, który łączy w sobie niemal wszystkie te cechy. Jednocześnie jego wygląd jest na tyle atrakcyjny, że z przyjemnością założą go wszyscy, czując rozczarowanie jedynie w momencie, kiedy okazuje się, że do kompletu nie jest dodawany karabin laserowy i nie ruszamy na polowanie na obcych.

park nauki i ewolucji 015

Tym bardziej, że po przekroczeniu progu Parku i wejściu jeszcze do poczekalni (!), możemy w pełni nasycić się nowoczesnym, „cyfrowym” klimatem. Czy tak od środka wyglądały niszczyciele z Gwiezdnych Wojen albo Enterprise NX-01? Nie wiem, nigdy nie byłem w ich wnętrzu, ale z całą pewnością nie miałbym nic przeciwko. Futurystyczno-industrialne elementy, klimatyczne, chłodne i przytłumione ciemnoniebieskie oświetlenie. Klimat aż kapie z każdego załomu i błyskawicznie udziela się odwiedzającym.

park nauki i ewolucji 018

Nowoczesny nie jest przy tym wyłącznie imponujący wystrój wnętrza. Poczekalnia uzbrojona jest w zestaw gadżetów wykorzystujących Rozszerzoną Rzeczywistość. Możemy na kilka chwil zamienić się w jednego z naszych prapraprzodków, pospacerować z dinozaurem czy, jeśli mamy duszę artysty, pomalować wirtualnym sprejem (choć puszka udaje prawdziwą) po ścianach cyfrowej jaskini.

Uwaga na turbulencje

Długo nie trzeba jednak czekać w przedsionku do naszego statku kosmicznego i wehikułu czasu. Wręczone wcześniej kaski okazują się posiadać wbudowane okulary 3D, a sala kinowa, która pełni rolę naszego pojazdu do poruszania się w czasie, zapewnia komplet doznań. Włącznie z wyraźnymi turbulencjami w trakcie podróży.

park nauki i ewolucji 009

Dopiero po tym krótkim seansie przychodzi czas na właściwy etap wędrówki przez historię ewolucji. Z pozoru wszystko wygląda tak jak w zwykłym muzeum czy parku, choć nadal utrzymany jest fantastyczny, mroczny, tajemniczy i futurystyczny klimat. Ot, figury za szybą, choć co ciekawe – żadna z ekspozycji nie jest w żaden sposób opisana.

Błyskawicznie jednak okazuje się, dlaczego zabrakło klasycznych opisów czy np. kodów QR, które pozwolą nam wyświetlić na smartfonie opis. Wystarczy przekroczyć granicę specjalnych „boksów” przy wystawie, aby w naszej głowie (a właściwie hełmie) odezwał się wirtualny przewodnik i ze szczegółami opowiedział co dzieje się w danym miejscu.

park nauki i ewolucji 020

A opowiada ciekawie, sprawnie, a przy tym na tyle krótko, aby nikogo nie zanudzić i na tyle długo, aby przekazać jak najwięcej. Trzeba jednak przyznać, że są to raczej podstawowe informacje – w sam raz dla młodszych albo dla tych, którzy dopiero zaczęli interesować się tematem lub chcą odświeżyć swoją wiedzę.

Kończy, zachęcając do przejścia do kolejnego „boksu” i udajemy się tam bez szemrania.

park nauki i ewolucji 019

W ten sposób płynnie poruszamy się pomiędzy kolejnymi ekspozycjami, oglądając filmy i animacje w trójwymiarze, animacje czy połączenie nieruchomych figur z elementami cyfrowymi. Koniec z „całkowicie martwą” naturą. Trawa porusza się na wietrze i szumi, postacie biegają, jedzą, walczą.

park nauki i ewolucji 022

Po prostu żyją. Wszystko cały czas wydaje się niemal na wyciągnięcie dłoni, a sympatyczny przewodnik wizualizuje się przy każdej odwiedzanej stacji i swoimi akcjami stara się nas zabawiać, jeśli opatrzyła się nam już wystawa.

Cisza absolutna

I właśnie w taki sposób pokonujemy całą, oczywiście odpowiednio skróconą, drogę od wyginięcia dinozaurów, aż do pojawienia się i późniejszego rozwoju naszych praprapra(pra)przodków. Zmieniają się ekspozycje, zmienia się klimat, zmieniają się treści – choć dobrane są przy tym niezwykle starannie, aby podtrzymać zainteresowanie – ale nie zmienia się jedno.

park nauki i ewolucji 024

Pomimo mojej niechęci do muzeów, byłem w już w kilkunastu, a może kilkudziesięciu w różnych zakątkach świata. Nigdy nie widziałem przy tym takiego skupienia na twarzach oglądających, którzy przy okazji poruszali się w niemal absolutnej ciszy. Nikt nie przeszkadzał, nikt nie rozmawiał, ani razu mroku sal nie rozjaśnił nawet na chwilę błysk ekranu telefonu.

Wszystko co dobre…

Niestety szybko się kończy. Cała ta interaktywna czy też po prostu „aktywna” część ekspozycji urywa się nagle po około 40-45 minutach, przy czym odwiedzający ma wrażenie, że jest tu zaledwie 15, może 20 minut. Ponownie wsiadamy do wehikułu czasu, wracamy do teraźniejszości i… pozostaje uczucie niedosytu.

park nauki i ewolucji 008

Prawdopodobnie taki czas zwiedzania został zaplanowany po długich planach, analizach i przemyśleniach. Młodsi odwiedzający prawdopodobnie w pewnym momencie zaczęliby się nudzić, psując tym samym doznania dorosłych. A trzeba przyznać – choć tym ostatnim z całą pewnością spodoba się wystawa, to jednak treści przeznaczone są dla tych pierwszych.

W oprawie mogą natomiast zakochać się wszyscy i to jest prawdopodobnie największą zaletą Parku Nauki i Ewolucji w Krasiejowie. Wszystko, co zostaje opowiedziane w trakcie zwiedzania było już powiedziane, napisane i zaprezentowane w klasycznych muzeach już setki, jeśli nie tysiące albo dziesiątki tysięcy razy. Każdy widział modele naszych praprapra(i tak dalej) przodków i każdy, kto skończył szkołę podstawową wie co nieco na ich temat.

park nauki i ewolucji 006

Nigdy jednak podróż przez historię nie nosiła tak wyraźnych znamion prawdziwej podróży w czasie. Połączenia klimatu, nowych technologii i wiedzy w tak atrakcyjny i łatwy do przyswojenia zestaw. Nie pamiętam, kiedy po wyjściu z muzeum chciałem do niego wrócić. Tutaj tak było.

Forma czy treść?

Zwycięstwo formy (niemal doskonałej) nad treścią (też bardzo dobrą) w przypadku odwiedzających potwierdza chociażby ostatnia sala zlokalizowana już „po” powrocie do czasów nam bliższych. Elementy interaktywne również są tutaj obecne, choć w nieco mniejszym natężeniu i już bez „kosmicznego kasku”.

park nauki i ewolucji 004

I choć ciekawych eksponatów jest tutaj sporo (o wiele więcej niż wcześniej), a z pomocą wszechobecnych ekranów możemy w atrakcyjnej formie zapoznać się z informacjami na ten temat, praktycznie wszyscy z kilkunasto (kilkudziesięcio?) osobowej grupy przeszli przez nią błyskawicznie. Skończyła się bowiem ta magia, złożono hełmy, opuszczono pokład statku (choć wystrój sali dalej był piękny), znaleźliśmy się w… klasycznym muzeum. Forma została zepchnięta na drugi plan przez treść. Forma, która – jak widać – decyduje o tym, czy interesuje nas treść.

park nauki i ewolucji 011

I nagle, po powrocie do rzeczywistości, mało kto był tą treścią zainteresowany, nawet z „muzealną energią” z poprzednich etapów wędrówki.

Blisko ideału, ale nie bez wad

Oczywiście nie zabrakło też elementów, na które (z obowiązku) można ponarzekać. Chociażby „boksy” aktywujące przewodnika audio, choć wydają się stosunkowo duże, z trudem mieszczą większą liczbę osób, przez co chcąc zwiedzać w odpowiedniej kolejności, trzeba czasem chwilę poczekać (mimo, że nie było tłumów).

park nauki i ewolucji 007

Tak czy siak odwiedzający starają jednak za wszelką cenę zmieścić się w nich jeden przy drugim, w wyniku czego do naszych uszu dociera nie tylko głos naszego przewodnika, ale też innych (choć głośność można regulować przyciskami na hełmie). I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że u każdego przewodnik zaczyna przemowę, dopiero gdy ten wejdzie do „boksu”. Efekt? Lekka kakofonia.

Różnice w czasie rozpoczęcia przemów asystenta uniemożliwiają też synchronizację ruchu jego ust z wypowiadanym tekstem. Trudno naprawdę się do tego przyczepić, ale jednak od dłuższego patrzenia na niego trochę „boli mózg”.

park nauki i ewolucji 005

Na szczęście są to bardzo małe wady, a wszystko ratuje dbałość o detale i niekoniecznie potrzebne, ale efektowne dodatki. Nawet na „zwykłych” ekranach dotykowych w ostatniej sali wszystko działa płynnie, błyskawicznie reaguje na dotyk palca i nie czujemy się, jakby oprogramowanie pochodziło z podobnej epoki, co eksponaty.

Czy warto i czy tak wygląda muzeum przyszłości?

Na drugie z tych pytań zdecydowanie ławo jest odpowiedzieć. Tak, tak wygląda, a przynajmniej tak powinno wyglądać muzeum przyszłości, jeśli mają w nim pojawiać się odwiedzający nie tylko dlatego, że akurat trzeba gdzieś pojechać z rodziną albo tam wybieramy się z klasową wycieczką. Może w przyszłości hełmy będą jeszcze bardziej zaawansowane, może okulary będą bardziej podobne pod względem funkcjonalności do Google Glass, może obszar ekspozycji będzie większy.

park nauki i ewolucji 013

Na dziś jednak to, co prezentuje Park Nauki i Ewolucji, aż nadto wystarczy. Niesamowite doświadczenie, fantastyczna przygoda i doskonała okazja – dla młodych, aby zapoznać się z historią prezentowaną w „ich stylu” i dla starszych, żeby przekonać się, że te nowoczesne gadżety nie mogą służyć konkretnym celom. Zdecydowanie 500 m światłowodu, 22 km kabla LAN (!) i 8 km kabli zasilających nie poszło na marne.

park nauki i ewolucji 023

Trzeba jednak pamiętać, że całe doświadczenie jest raczej krótkie, a park znajduje się… pośrodku niczego. Podróżujący z Warszawy czy Poznania będą mieli przed sobą ponad 4 godziny jazdy. Dolnoślązacy mają jednak o wiele lepiej – z Wrocławia można dotrzeć tam w około 1,5 godziny, z Krakowa – 2 godziny, z Katowic – w godzinę, a z Opola – w pół. Pomijając koszt benzyny, samo wejście również nie należy do tanich – 36 zł za osobę dorosłą i 30 zł za bilet ulgowy.

park nauki i ewolucji 003

W rezultacie, jeśli nie mieszkamy blisko albo nie jesteśmy przejazdem w okolicy, podróż do celu może zająć nam wielokrotnie więcej, niż samo zwiedzanie. U mnie podróż w obydwie strony trwała łącznie ponad 4 godziny i… absolutnie nie żałuję. Nawet pomimo tego, że nie odwiedziłem znajdującego się dokładnie naprzeciwko JuraParku.

Po prostu emocji wystarczyło na cały dzień.

Dołącz do dyskusji

Advertisement