Teraz każdy może mieć prywatnego robota. Przerażające czy kuszące?

Artykuł/Sprzęt 16.07.2014
Teraz każdy może mieć prywatnego robota. Przerażające czy kuszące?

Teraz każdy może mieć prywatnego robota. Przerażające czy kuszące?

Na początku cyfrowi asystenci w żaden sposób nie przypominali ludzi. Nie mieli twarzy, emocji, nawet śladowej inteligencji i zawsze brzmieli sztucznie. Byli programami, które zamykano w komputerach i telefonach – nic ponad to. Potem zaczęto nadawać im imiona, a teraz również i kształt.

Robot-asystent, nie mówiąc już nawet o robocie-przyjacielu, kojarzy nam się raczej z filmami science fiction, nawet pomimo tego, że niejedna firma pracuje nad takimi rozwiązaniami, od czasu do czasu prezentując swoje osiągnięcia. W dalszym ciągu łatwo je było zaszufladkować jako kosztowne „dziwactwa przyszłości” i nie zastanawiać się nawet przez chwilę, czy może warto byłoby sobie takiego sprawić.

A gdyby tak jeden z nich był całkowicie w zasięgu ręki, kosztując tyle, ile smartfon z wyższej półki?

Tak właśnie jest z JIBO. Urządzeniem, którego twórcy w komunikacie prasowym starają się przekonać wszystkich, że jest to pierwszy „rodzinny robot” (nie mylić z robotem kuchennym). Do tego trzeba za niego zapłacić zaledwie 499 dol. Biorąc pod uwagę to, ile kosztują niektóre mniej przydatne czy efektowne rzeczy, które i tak kupujemy, wydaje się to wręcz okazją.

jibo 2

Tym bardziej, że JIBO, przynajmniej na prezentacjach, naprawdę potrafi zaskoczyć swoimi możliwościami. Choć z wyglądu jest raczej „niepodobny do niczego”, wydaje się raczej stosunkowo niegroźny i wręcz sympatyczny, a duży wyświetlacz w połączeniu z pozostałymi podzespołami pozwala mu na wiele. Może nawet dla niektórych zdecydowanie zbyt wiele.

JIBO nie jest bowiem zwykłym asystentem zamkniętym w telefonie, który chowamy do kieszeni i który wie tylko tyle ile mu powiemy.

Przyjazny robot, korzystając z dwóch kamer widzi wszystko, wbudowane mikrofony pozwalają mu usłyszeć wszystko, a rozbudowane algorytmy umożliwiają mu na podstawie naszych akcji i tego co zobaczy oraz usłyszy uczyć się, łączyć fakty, rozmawiać z nami i starać się pomóc.

Oczywiście będzie w stanie, tak samo jak Cortana czy Siri, przypomnieć nam o spotkaniu, zapisać podyktowaną notatkę, a nawet pełnić rolę „statywu” do rozmów wideo, śledząc to, gdzie patrzymy i odpowiednio dostosowując ustawienie ekranu. JIBO może nawet odbierać wiadomości, rozpoznać kto znajduje się w jego pobliżu, po czym przekazać tę wiadomość adresatowi. Z odpowiednim wychyleniem się w tym celu nie powinien mieć większego problemu – wewnątrz znajdują się trzy osie, które pozwalają na dość szeroki zakres ruchów.

JIBO można zatrudnić nawet jako naszego prywatnego kamerzystę czy fotografa. Nie trzeba przy tym nic naciskać, żeby wykonał zdjęcie, ani też wydawać jakiejkolwiek komendy. Sam wykryje kiedy np. ustawimy się do zdjęcia lub uśmiechniemy do niego.

jibo 3

Przede wszystkim jednak wydaje się być… niesamowicie ludzki. Nie jest chłodnym, prostokątnym telefonem leżącym na stole – jest czymś, co – przy pewnym wysiłku, ale jednak – można byłoby uznać za produkt podobny do człowieka. Potrafi okazywać emocje, potrafi z nami rozmawiać. Potrafi nawet opowiadać bajki, dodatkowo ozdabiając je wizualizacjami na swoim ekranie.

Twórcy mają przy tym plan na dalszy rozwój swojego projektu, którego pierwsza faza – dostarczenie na rynek gotowego produktu – powinna zakończyć się w połowie przyszłego roku.

JIBO nie będzie tylko i wyłącznie oferować funkcji, jakie wymyśli dla niego projektująca go firma – zapewnienie niezależnym programistom odpowiedniego SDK ma zapoczątkować tworzenie prawdziwej platformy.

jibo 4

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że całość jest co najmniej… przerażająca. Z jednej strony pod względem funkcjonalności pomysł prezentuje się fantastycznie, a z jego możliwości z chęcią skorzystałaby niejedna osoba. Z drugiej strony obecność urządzenia, które jest w stanie bez przerwy śledzić nas (i to poruszając “głową”) lub wręcz szukać oraz posiada przynajmniej śladową “inteligencję” czy też zdolność do interakcji, jest nieco niepokojąca.

Dołącz do dyskusji

Advertisement