Chcieli uzbierać 50 tys. dol., zebrali 7 mln. Hitem okazała się… lodówka z USB

News/Technologie 25.07.2014
Chcieli uzbierać 50 tys. dol., zebrali 7 mln. Hitem okazała się… lodówka z USB

Chcieli uzbierać 50 tys. dol., zebrali 7 mln. Hitem okazała się… lodówka z USB

“Inteligentne” zegarki, opaski, buty, okulary, konsole, odtwarzacze muzyczne czy drukarki 3D – to właśnie takich projektów spodziewamy się na liście najbardziej udanych akcji na portalach takich jak Kickstarter. Tymczasem na trzecim miejscu znajduje się obecnie… lodówka turystyczna. Tak, lodówka.

Jej twórcy zakładali początkowo, że aby wystartować z produkcją, niezbędne będzie uzbieranie 50 000 dol. Kwota teoretycznie spora jak na taki produkt, ale z drugiej strony nie takie projekty doczekiwały się równie sporego dofinansowania. Prawdopodobnie nie spodziewali się jak zakończy się cała ta akcja.

coolest

Obecnie, na 35 dni przed końcem zbiórki, Coolest zgromadził ponad 7 000 000 dolarów, a osób, które zdecydowały się dofinansować projekt było ponad 35 tys.

Kto by pomyślał, że lodówka jest w stanie osiągnąć wynik niewiele tylko gorszy od konsoli OUYA czy największego w historii hitu Kickstartera – Pebble?

Lista projektów, które twórcom Coolesta udało się przegonić pod względem zebranych funduszy również jest imponująca. Odtwarzacz Pono, który cieszył się ogromną popularnością? Pokonany. Oculus Rift? Gogle rozszerzonej rzeczywistości zebrały mniej więcej trzy razy mniej gotówki. Hexo+, Power Up, Glyph? Wszystkie z nich zebrały ogromne ilości pieniędzy, które i tak są niczym w porównaniu do Coolesta.

coolest 2

Gdzie więc kryje się źródło tak ogromnego sukcesu? Patrząc nas sam projekt, trudno jest to stwierdzić. Pomysł jest wprawdzie ciekawy i praktyczny, ale czy faktycznie warty aż tyle?

Zamiast jednak oceniać, lepiej przyjrzeć się temu, co potrafi kosztująca nieco ponad 160 dol. przenośna lodówka, mająca być “lodówką godną naszego stulecia”.

lodowka bluetooth

Oczywiście chłodzi, ale to prawdopodobnie ma niewielkie znaczenie – w końcu to potrafi każda dostępna na rynku lodówka. Coolest wyposażony jest jednak w szereg dodatków, które faktycznie podnoszą jego wartość użytkową podczas wypadów na łono natury. Szczególnie w czasach, kiedy jesteśmy praktycznie przywiązani do naszego telefonu.

Wewnątrz lodówki znalazło się więc miejsce dla sporego akumulatora, z którego możemy doładować nasz telefon w czasie pikniku. Żeby nie wyszło, że jesteśmy samolubni, ani – co gorsza – dziwni, bo jeździmy w plener samotnie, w obudowie zamontowano dwa wyjścia USB.

W sam raz na “romantyczny wypad”.

lodowka

Oprócz tego nie zapomniano także o… wyposażeniu audio. Mając Coolesta nie trzeba byłoby już zabierać ze sobą osobno głośników bezprzewodowych – lodówka jest w stanie połączyć się z naszym telefonem przez Bluetooth i pełnić ich rolę. Może i dźwięk będzie nieco “chłodny”, ale w końcu kto na takich imprezach zwraca uwagę na jakość? I kto zaprasza audiofili na przyjęcia…

Co poza tym? Oczywiście LED-owe oświetlenie (kto nie kocha LED-ów?) i szereg innych, choć nieco mniej innowacyjnych dodatków – otwieracz do piwa, półeczka na telefon, rozsądne rozplanowanie przestrzeni na akcesoria piknikowe, kółka przystosowane do jazdy w trudnych warunkach, a na szczycie tego wszystkiego – blender, zasilany oczywiście z akumulatora lodówki.

lodowka 2

I to już wszystko. Projekt, który zebrał ponad 7 mln dol. i który pokochało kilkadziesiąt tysięcy osób jest po prostu “wszystkomającą” lodówką turystyczną z ładowarką i głośnikami.

Żadnego “rocket-science”, żadnego zmieniania świata, żadnych niesamowitych obietnic. Po prostu… coś sensownego, na co tak naprawdę wpaść mógłby każdy, a i kto wie, może nawet z realizacją nie byłoby problemu.

Pikanterii temu wszystkiemu nadaje także fakt, że wcale nie jest to przesadnie oryginalny pomysł. Produkcją przenośnych lodówek z głośnikami zajmuje się chociażby KoolerTunes, a i pewnie udałoby się znaleźć podobne produkty ze złączem USB do ładowania telefonu. Autorom po prostu udało się połączyć kilka ciekawych pomysłów w jeden, a potem mieli odrobinę szczęścia i lawina popularności i gotówki ruszyła sama.

Wygląda więc na to, że żeby zebrać miliony na Kickstarterze czy podobnych stronach nie trzeba być wcale geniuszem, tworzącym produkty mogące rywalizować z największymi firmami na świecie. Czasem wystarczy zrobić coś małego, ale z sensem. I nie musi mieć nawet ekranu.

Dołącz do dyskusji