Można żyć bez usług Google. Oni są tego najlepszym przykładem

Artykuł/Technologie 14.07.2014
Można żyć bez usług Google. Oni są tego najlepszym przykładem

Można żyć bez usług Google. Oni są tego najlepszym przykładem

Mogłoby się wydawać, że jeśli chodzi o internet, to w ciągu ostatnich lat Google zagarnęło dla siebie praktycznie wszystko. Wyszukiwarka, poczta elektroniczna, streaming wideo, przeglądarka, system mobilny i nie tylko, w wielu krajach zajmują absolutnie dominującą pozycję. Są jednak i takie, gdzie Google zajmuje bardzo odległe pozycje i nic nie wskazuje na to, że sytuacja ta ma się zmienić.

Jeszcze w 2008 roku Financial Times opublikował listę pięciu państw, w których wyszukiwarce, a także pozostałym usługom Google nie udało się wspiąć na szczyt. Wśród nich znalazły się Chiny, Czechy, Rosja, Japonia oraz Korea Południowa. Sukcesy, z różnych powodów, świętowały tam produkty lokalne, pozostawiające amerykańskiej firmie bardzo niewiele miejsca.

Od tego czasu minęło jednak prawie sześć lat. W tym czasie doczekaliśmy się globalnej eksplozji popularności mobilnego systemu Google – Androida, również na wymienionych powyżej rynkach. Można byłoby więc wnioskować, że i te przyczółki zostały ostatecznie zajęte przez Google. Okazuje się jednak, że nie jest to do końca prawdą.

Czechy i Japonia – zmiana lidera

W dwóch z pięciu powyższych krajów Google wprawdzie udało się wyjść na pozycję lidera, ale w dalszym ciągu nie mogą mówić o zmiażdżeniu konkurencji na poziomie podobnym chociażby do wyników z Polski.

dziewczyna-z-tabletem

W Czechach w dalszym ciągu sporą popularnością cieszy się lokalny silnik wyszukiwania – Seznam. Według badań z ostatniego roku czeski produkt obsługuje aż 25% wszystkich zapytań w tamtejszym internecie. I choć jest to ogromny spadek w stosunku do 2008, kiedy Czesi kontrolowali aż 65% rynku, wiele innych firm może jedynie pozazdrościć takiej sytuacji.

Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja Seznam założonego w 1996 roku i korzystającego z własnego mechanizmu wartościowania stron, słabnie z każdym kwartałem. W 2012 pojedynek był jeszcze wyrównany – około 40% zapytań trafiało do Seznama, 55% – do Google. Teraz pozycja amerykańskiej konkurencji może się tylko umacniać.

W Japonii sytuacja wygląda jeszcze ciekawiej. Choć liderem (i w wyszukiwaniu i w ogólnej popularności) pozostaje Yahoo Japan, to w rzeczywistości za dostarczanie wyników odpowiada… Google. Japońska firma, pomimo swojej nazwy, ma bowiem niewiele wspólnego z “prawdziwym” Yahoo, które posiada w niej jedynie stosunkowo niewielkie udziały, które nie pozwalają wpływać na takie decyzje.

japonia smartfon

Wchodząc na stronę Yahoo Japan i poszukując interesujących nas informacji korzystamy więc z mechanizmów, algorytmów i technologii Google. Można więc założyć, że i tutaj zwycięstwo odnieśli Amerykanie – ci z Mountain View.

To samo tyczy się zresztą większości pozostałych usług. Czesi z otwartymi ramionami przyjęli YouTube, Chrome, Androida i aplikacje Google. Japończycy różnią się od nich właściwie tylko jednym – nie przepadają za Chrome. Jeśli wierzyć wskazaniom StatCouter, aż 41% monitorowanego przez ten serwis ruchu pochodzi z komputerów z Internet Explorerem. Chrome nie pozostaje jednak aż tak daleko w tyle, władając 26% rynku.

“Słaba” strona – przeglądarka

I choć Chrome powszechnie uważa się za najpopularniejszą przeglądarkę na świecie, trzymając się danych SC, liczba państw, w których stwierdzenie to nie jest prawdą jest całkiem spora. Niespecjalnie zresztą powinno to dziwić – 46% globalnego udziału pozostawia sporo miejsca konkurencji.

Wykorzystuje to m.in. właśnie Internet Explorer. W Korei Południowej, korzysta z niego trzech na czterech użytkowników, w czasie gdy obecność Chrome jest znikoma.

chrome tablet

Bardzo dobre wyniki notuje także Firefox, choć jego ostoją okazują się mniej znaczące i niewielkie rynki. Z większych krajów FF zainteresował właściwie wyłącznie mieszkańców Niemiec – tam na swoich komputerach ma go 43% odwiedzających internet. Poza tym lis (czy właściwie panda) dominuje w krajach takich jak Birma, Kongo, Kamerun, Etiopia, Gambia, Indonezja czy Bangladesz.

Znalazło się nawet miejsce, w którym liderem nie jest ani Chrome, ani Firefox, ani Opera. To Grenlandia, gdzie pierwsze miejsce zajmuje… Safari.

Android królem? Nie wszędzie

Pomimo przekonaniu o jeszcze bardziej przytłaczającej przewadze Androida na rynku urządzeń mobilnych, również i tutaj w ujęciu lokalnym sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Zgodnie z danymi podanymi przez dotMobi na początku tego roku, w wielu krajach udział Zielonego Robota, przynajmniej jeśli chodzi o ruch internetowy, nie przekracza 1/3 wszystkich smartfonów.

samsung galaxy tab pro 8.4 019

Tak właśnie jest m.in. w Australii, Dani, Kanadzie, Belgii, Japonii, Szwecji, Holandii, Francji czy nawet wielkiej Brytanii. Ogółem Android rządzi internetem w 67 państwach – pod kontrolą iOS pozostaje jednak w dalszym ciągu 34 i to głównie tych bardziej rozwiniętych i zamożnych.

Wschód nie do zdobycia

Z początkowej listy pięciu krajów “odpornych” na usługi (w tym przede wszystkim wyszukiwarkę) Google tylko trzy pozostają jednak naprawdę niewzruszone na starania amerykańskiego giganta. To Rosja, Chiny i Korea.

W Rosji liderem niezmiennie pozostaje Yandex, z ogromnym udziałem wynoszącym aż 62%. Podobnie radzi sobie Baidu w Chinach (60%, choć nie ma zbyt wielkiej konkurencji – usługi Google są w Chinach zablokowane), a najlepiej wypada Korea i jej Naver. Lokalna wyszukiwarka obsługuje aż 75% wszystkich zapytań. Dla porównania, Google obsługuje zaledwie 2%.

baidu

W dalekiej Azji świetnie radzą sobie nie tylko wyszukiwarki, ale też różne usługi internetowe. Baidu, nazywane często “chińskim Google” oferuje swoim klientom niemal równie rozbudowany wachlarz usług, obejmujący chociażby serwis streamingowy “konkurujący” z YouTube. iQiyi musi jednak pogodzić się z drugą pozycją w rankingu – pierwsze miejsce okupuje niezależny od Baidu Youku.

Ograniczony dostęp do usług Google, przy jednoczesnej popularności tanich smartfonów z Androidem prowadzi do sytuacji, w której Chińczycy muszą w większości obejść się smakiem, jeśli chodzi o oficjalny sklep z aplikacjami dla tego systemu.

Zgodnie z analizami przeprowadzonymi pod koniec zeszłego roku, choć liczba aktywnych użytkowników Androida w tym kraju zbliża się do 300 milionów, tylko trzech na dziesięciu ma dostęp do Google Play. Korzysta na tym oczywiście Baidu, ale też Tencent (właściciel komunikatora WeChat), Qihoo, Wandoujia, Xiaomi czy Taobao.

xiaomi-mipad

Jak wiele gotówki kryje się w tego typu działalności może potwierdzać chociażby przejęcie przez Baidu jednego ze sklepów, 91 Mobile, za prawie dwa miliardy dolarów.

Azjatycka ofensywa?

Do “chińskich” smartfonów obecnych na całym świecie zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Za jakiś czas być może będziemy świadkami ofensywy azjatyckich… usług internetowych.

Swoje ambicje związane z walką o rynki inne niż bezpieczny, zamknięty i kontrolowany rynek chiński już dawno publicznie ogłosiło Baidu i nie boi się przy tym sporych inwestycji. Predyspozycje do stania się globalną marką ma także japoński Rakuten, szczególnie teraz, po przejęciu popularnego w wielu nie-azjatyckich krajach komunikatora Viber za prawie miliard dolarów. Szczególnie, że komunikator Google nie zawsze jest nawet uwzględniany w rankingach popularności.

line komunikator

Konkurencji na zagranicznych rynkach nie boi się także Naver, który oprócz dominującego udziału w lokalnym rynku wyszukiwarek osiąga także świetne rezultaty z komunikatorem LINE.

Dominacja czy jednak nie?

Wracając natomiast do Google, jeśli chodzi o rynki, na których faktycznie da się cokolwiek zawojować, Google już to zrobiło, w większości równając konkurencję z ziemią. Wyjątkiem są Czechy, ale tutaj również docelowo też powinna powtórzyć się sytuacja z innych rynków oraz Rosja, gdzie Yandex wydaje się być niepowstrzymany.

Tak samo będzie prawdopodobnie z pozostałymi usługami i aplikacjami. Popularność Chrome z miesiąca na miesiąc tylko rośnie, Android znajduje sobie coraz nowsze nisze, w tym i cenowe, a Gmail jest “złotym standardem” darmowej poczty email w większości państw.

Pozostałe kraje, gdzie wyszukiwarka Google nie zajmuje pierwszego miejsca, przeważnie albo posiadają mocno regulowany rynek usług internetowych, albo jest on w ogóle zamknięty dla tego typu podmiotów, albo w przeszłości Google borykał się na nim z licznymi problemami.

Świat wybrał więc Google. Trochę przerażające.

 

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement