Apple rozumie swój biznes lepiej od polskich mediów

Blog Forum 04.06.2014
Apple rozumie swój biznes lepiej od polskich mediów

Apple rozumie swój biznes lepiej od polskich mediów

Tekst był pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web – miejscu, gdzie każdy Czytelnik Spider’s Web może prowadzić własnego bloga i publikować świetne teksty. Najlepsze z nich promujemy na stronie głównej Spider’s Web.

Od zakończenia konferencji Apple podczas WWDC mijają właśnie 24 godziny. Dość czasu, żeby trochę ochłonąć i na spokojnie przyjrzeć się temu, co Apple zaprezentowało. I wiecie co? Od lat nie byłem tak zadowolony!

Tim Cook, kiedy został CEO Apple, przyjął prawdopodobnie najgorszą pracę na świecie. Jego poprzednik i współzałożyciel firmy, Steve Jobs, w ostatnich latach życia nie był już tylko prezesem. Był ikoną. Symbolem początku XXI wieku i prawdopodobnie najbardziej idealizowanym w mediach przedsiębiorcą. To, że na nowego prezesa spadnie pewna doza niezadowolenia, było praktycznie pewne. Zaskakujące jest to, jak rzadko ocenia się go analizując jego działania, a jak często porównuje się go do poprzednika.

Od dłuższego czasu, ile razy zaglądam do sieci po konferencji Apple, doznaję deja vu.

“Tragedia”, “Nic nowego”, “Apple w kryzysie” krzyczą szczególnie polskie nagłówki.

Tymczasem, firma ma się dobrze, wyniki finansowe są więcej niż zadowalające, sprzedaż ciągle rośnie (choć wolniej). Skąd więc te kasandryczne przepowiednie? Złośliwie powiem, że dziennikarze i blogerzy martwią się o swój biznes. Kiedy wchodzi na rynek całkowicie nowy produkt, ruch w serwisach wzrasta. Ludzie są ciekawi, jak działa i do czego służy. Usprawnienia są interesujące dla znacznie mniejszej grupy ludzi. Krótko mówiąc – media są złe, bo Apple zabiera im chleb. To jednak nie problem firmy.

Tim Cook na wiele sposobów jest znacznie bardziej kompetentnym CEO od Jobsa. Nie przyniósł nam do tej pory żadnych spektakularnych nowości, zadbał za to, by istniejące produkty były udoskonalane i poprawiane na bieżąco. Zarówno Mavericks, jak i Yosemite, przynoszą do Mac OS X więcej nowych feature, niż chyba wszystkie systemy od czasu przejścia na procesory Intela. Nie zawsze są to rzeczy nowe, ale spełniają swoją rolę – zwiększają komfort użytkowania urządzeń.

os x 10 10 yosemite, ikona

Udoskonalenia Spotlight, zwiększony czas pracy na baterii, usprawnienie zarządzania zakładkami w przeglądarce, lepsza integracja z iCloud – żadne z tych udogodnień nie jest szczególnie “sexy”. Żadne nie wyląduje na pierwszej stronie serwisu technologicznego. Każde z nich będzie jednak przydatne dla użytkownika i o to w gruncie rzeczy się rozchodzi. Jasne, były też znacznie ciekawsze usprawnienia – przekierowywanie połączeń telefonicznych na komputer, dodatki do Messages, wreszcie zapewnienie ciągłości pracy przez automatyczne otwieranie tych samych aplikacji między urządzeniami. To jednak cały czas kroki do przodu.

Wbrew opinii wielu ludzi, Apple nie stworzyło swojej opinii marki innowacyjnej i kultowej wymyślając nowe rzeczy.

Oni po prostu wiedzieli jak je zrobić dobrze. Słowem-kluczem częściej bywało “Usability” niż “Innovation”. To jest przyczyną sukcesu firmy i o to moim zdaniem Tim Cook dba od Jobsa znacznie lepiej. Tworząc kolejny produkt, Apple zyskuje publicity i kreuje swoją markę, ale w ten sposób nie utrzymuje przy sobie użytkowników. W magii Apple chodzi o to, że dla wielu osób przesiadka z powrotem na urządzenia konkurencji, obiektywnie porównywalne, staje się po jakimś czasie niewyobrażalna. Brak drobnych usprawnień bardzo szybko irytuje i skłania do trzymania się jabłkowego ekosystemu. Tim Cook dba, żeby te drobne usprawnienia napływały.

Wreszcie, nowy hardware sam w sobie nie ma żadnej wartości. iPhone stał się ikoną nie dlatego, że po raz pierwszy wymyślono, jak zrobić wygodny telefon z ekranem dotykowym, tylko dlatego, że wymyślono AppStore. To utrzymywanie grupy ludzi, którzy tworzą aplikacje i tym samym czynią iPhone czymś więcej, niż tylko nietypowym telefonem, zapewniło firmie z Cupertino sukces. I ta konferencja pokazało, że Apple wie jak działa ich biznes i potrafi go rozwijać.

os-x-10-yosemite-4

Obsługa widgetów i wymiana informacji między aplikacjami, stworzenie niskopoziomowej biblioteki graficznej dla twórców gier, framework do tworzenia aplikacji “zdrowotnych” – wszystko to pozwoli utrzymać AppStore pozycję dominującego sklepu na rynku. A tak długo, jak to się uda, Apple będzie miało swój kawałek tortu i nie musi obawiać się upadku. Mimo dynamicznego rozwoju Androida, to urządzenia z iOS najczęściej są pierwszym wyborem dla twórców aplikacji. Dlaczego? Bo ekosystem jest przyjaźniejszy. Nie chodzi tylko o chętniej płacących klientów. O fragmentacji Androida często mówi się w kontekście łatek bezpieczeństwa i nowych funkcjonalności od Google, ale prawdziwy kłopot sprawia ona programistom. Nie mogą wdrażać najnowszych API, nie mogą uciekać od starych standardów – managerowie muszą wpatrywać się w wykresy popularności i decydować, która decyzja będzie najbardziej opłacalna. Tego problemu na iOS nie mają.

Oprócz tego Apple wprowadziło pakiet wsparcia dla twórców aplikacji w postaci wsparcia dla testowania wersji beta, jak i bezpłatnego (choć z limitami) hostingu w iCloud. To po raz kolejny ręka wyciągnięta w stronę tych, którzy są kluczem do rozwoju firmy.

Ważną nowością jest także pakiet wsparcia dla przedsiębiorstw.

To “drobna” zmiana, która zapewne niejednej firmie ułatwi wdrożenie urządzeń z jabłkowym logo. I kolejna zmiana, która mówi, że Apple dba o swoich obecnych klientów i obecne produkty, zamiast skupiać się tylko na nowych.

Wreszcie, last but not least – Swift, nowy język programowania. Jak bardzo pożądana była ta zmiana powinni zrozumieć wszyscy, którzy widzieli reakcję ludzi na jej ogłoszenie. Objective-C był prawdopodobnie największą barierą dla wielu potencjalnych deweloperów. Nietypowa składnia i brak wielu nowoczesnych rozwiązań czyniły przesiadkę trudną dla wielu współczesnych programistów. Po szybkim przejrzeniu nowego języka – teraz będzie znacznie lepiej. Do tego absolutnie wspaniałe zmiany w Xcode, które mogą naprawdę drastycznie zwiększyć wydajność pracy.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dla wielu brak nowych produktów to rozczarowanie.

Powiem także uczciwie – nie specjalnie mnie to obchodzi. Z urządzeń Apple korzystam i na nich pracuję, ale nimi nie żyję. Każda drobna poprawka, która sprawia, że skończę pracę trochę szybciej albo będzie ona przyjemniejsza, jest mile widziana. Nowe produkty – tylko jeśli faktycznie ułatwią lub uprzyjemnią mi życie. To, że coś jest innowacyjne, nie znaczy jeszcze, że jest przydatne.

Dołącz do dyskusji