Polski fotoreportaż w formie aplikacji mobilnej? “Odkrywamy: Kenia 2012” z Wojtkiem “Moridinem” Pietrusiewiczem

Artykuł/Technologie 21.05.2014
Polski fotoreportaż w formie aplikacji mobilnej? “Odkrywamy: Kenia 2012” z Wojtkiem “Moridinem” Pietrusiewiczem

Polski fotoreportaż w formie aplikacji mobilnej? “Odkrywamy: Kenia 2012” z Wojtkiem “Moridinem” Pietrusiewiczem

Wczoraj w App Store debiutowała aplikacja stworzona przez polskiego fotografa, blogera na MakoweABC i redaktora iMagazine, Wojtka “Moridina” Pietrusiewicza – “Odkrywamy: Kenia 2012”. Wydawnictwo dokumentuje podróż do Afryki, którą autor odbył dwa lata temu. W aplikacji, oprócz pięknych i przystępnie opisanych kadrów, można znaleźć najróżniejsze notatki z wyprawy. Album została zrealizowany wyjątkowo profesjonalnie.

Niektórzy z nas po powrocie z wakacji pokazują rodzinie i znajomym zdjęcia na komputerze, czasem na tablecie lub smartfonie. Często wysyłamy sobie fotografie mailem, wrzucamy je w sieci społecznościowe, a użytkownicy obeznani nieco bardziej z komputerami korzystają z dobrodziejstw chmury obliczeniowej. Zdjęcia lądują na Dropboksach i OneDrive’ach, by później krążyć w postaci linków po odmętach sieci. Ortodoksyjni tradycjonaliści wciąż wierzą w magię kliszy i wywołują papierowe odbitki.

Pamiątkami z podróży można podzielić się inaczej.

odkrywamy kenia 2012 app store

Na informację o projekcie “Odkrywamy: Kenia 2012” natrafiłem na MakoweABC kilka dni temu. Jego autor, Wojtek Pietrusiewicz, przygotował aplikację będącą wzbogaconym o słowo pisane fotoreportażem. Jest to dokumentacja wyprawy do Kenii w 2012 roku składająca się ze zdjęć i tekstu w formie zbliżonej do cyfrowego magazynu.
Jeszcze przed premierą postanowiłem zadać autorowi kilka pytań dotyczących projektu: jego genezy, charakteru samej publikacji oraz planach z nią związanych. Wojtek udzielił mi bardzo wyczerpujących odpowiedzi i zdecydowanie zachęcił do wypróbowania jego aplikacji.

Album “Odkrywamy: Kenia 2012” w nocy pojawił się wreszcie w App Store. Firma Apple potrzebowała tylko sześciu dni, aby przyjąć program do sklepu i umożliwić jego pobieranie wszystkim chętnym.
Z publikacją zapoznałem się już wczoraj wieczorem. Chociaż nie jestem fotografem, to często widuję w serwisach społecznościowych zdjęcia Wojtka i nawet moje niewprawne oko widzi, że facet zna się na rzeczy.

Nie zawiodłem się.

W czasie, gdy Wojtek oczekiwał na akceptację aplikacji, miałem okazję pozawracać mu głowę pytaniami dotyczącymi albumu. Ciekawiło mnie zwłaszcza, co skłoniło go do wydania swoich zdjęć w takiej formie: czy to projekt hobbystyczny, czy przedsięwzięcie komercyjne? Jak długo trwa przygotowanie takiej aplikacji, do kogo jest kierowana?

Wojtek z pasją opowiada o swoim dziele. Widać, że dla niego to ważny projekt, któremu poświęcił wiele uwagi.

Po co, jak i dlaczego?

Odkrywamy Kenia - screenshot z iPadem 01

Nie jest zaskoczeniem, że wydanie albumu ze zdjęciami związane jest z długoletnią pasją, którą Wojtek zaraził się jeszcze w dzieciństwie, kiedy – jak sam wspomina – popsuł swojemu tacie dwie lustrzanki Olympusa. Na poważnie tematem zdjęć zajął się 11 lat temu, kiedy kupił pierwsze własne ‘lustro’. Od tego czasu nagromadził setki gigabajtów zdjęć.
W 2012 roku udał się do Kenii wraz z żoną, której dedykowany jest album.

Zwróciłem uwagę na to, że mnóstwo ludzi pyta się mnie o pewną podstawową wiedzę: jaki sprzęt wziąłem ze sobą, jaki internet kupić i gdzie, jak się przemieszczać po obcym kraju, jaki hotel wybrać, i tak dalej”. Pytania te zadawali nie tylko jego follwersi na Twitterze, czyli ludzie obeznani z technologią, ale też znajomi z Facebooka i rodzina. “Wynika to zapewne z faktu, że wyjeżdżając organizujemy się sami, bez biur podróży – to w Polsce raczej nietypowe, a przynajmniej wśród osób, które znam. Kenia akurat jest wyjątkiem w tym względzie, ale wynikało to ze specyfiki kraju oraz naszego bezpieczeństwa.

Sam wyjazd do Kenii okazał się – głównie ze względu na panujący tam klimat – idealnym miejscem do spisywania wrażeń.

“[Zapisywałem] różne uwagi i ciekawostki, w tym lokalne zwyczaje i cokolwiek co wydawało mi się interesujące. Przy okazji robiłem krótkie notatki na temat odwiedzanych miejsc – moja żona w tym względzie ratowała mnie swoimi obszernymi zasobami wiedzy i podpowiadała najciekawsze kwestie”. Materiały te trafiały na bloga Wojtka, ale jak sam zauważył, “strona internetowa nie jest jednak medium, która w prosty sposób pozwala na prezentację treści tak jak bym to sobie życzył.

Takim medium, które zapewnia możliwość prezentacji w odpowiedniej formie, jest właśnie aplikacja na iPada. Daje to pełną kontrolę nad wyglądem, a przy okazji jest też świetną pamiątką, do której autor sam z chęcią wróci za kilka lub kilkanaście lat. Jak mówi sam Wojtek, “fakt, że być może jedna osoba wyciągnie z tego inspirację, która zachęci ją do podróży w to miejsce jest niesamowitym bonusem.

Dziennik, album i magazyn

Odkrywamy Kenia 2012 ikona

Przed premierą pytałem autora, jaką formę będzie miało to wydawnictwo: pamiętnika opisującego chronologiczne wydarzenia, czy też może poradnika krok po kroku, jak zaplanować urlop? Wojtek określa formę jako “luźną”. Fotografie nie są umieszczone w przypadkowej kolejności, a towarzyszące im opisy napisane są przystępnym, prostym i momentami żartobliwym językiem. Album składa się z dwóch płynnie połączonych części.

Pierwsza z nich to chronologiczny opis wyjazdu dzień po dniu, a druga to starannie wybrane i zwięźle opisane kadry. Fotorelację można przeglądać przesuwając palcem po ekranie urządzenia: lewo-prawo do przechodzenia do kolejnych sekcji oraz góra-dół do przewijania stron, jeśli dany fragment został na nie podzielony. Oprócz tego dostępny jest spis treści, suwak nawigacyjny oraz widok miniatur, co przywodzi mi na myśl cyfrowe wydania prasy i dostępne w apple’owym Kiosku magazyny.

No dobrze, ale kto to pobierze?

Wydawnictwo jest całkiem nowatorskie. Nie jest łatwo znaleźć podobne aplikacje. Wojtek zaznacza, że jedynym podobnym projektem, z jakim miał styczność, jest aplikacja jego znajomego developera i fotografa, Marka Moi. “Odkrywamy: Kenia 2012” jest z racji tego traktowana przez autora jako swoisty eksperyment i liczy na to, że liczba pobrań dobije do kilkuset sztuk – to wystarczy, żeby uznać ją za sukces: “Mało kto dzisiaj ma czas na czytanie takich treści… a jeszcze mniej ludzi poświęca go na oglądanie fotografii podróżnej.

Mam jednak wrażenie, że aplikacja trochę się… marnuje. Rozumiem, że stworzona została z myślą o bliskich i znajomych Wojtka, a w dalszej części przeznaczona jest dla jego czytelników. Autor nawet sugeruje, że pobranie albumu to sposób na to, by wesprzeć jego i redakcję iMagazine. Po przejrzeniu publikacji wiem jednak, że ma potencjał zainteresować szersze grono odbiorców.

Z góry określona forma

Wojtek nie zdecydował się na umieszczenie swojego albumu w iBookStore lub w Kiosku, ponieważ proces zgłaszania magazynów jest znacznie bardziej czasochłonny i wymaga dodatkowych kroków. Związane jest to np. z koniecznością wysyłania dokumentów pocztą, kontaktów z amerykańskim IRS-em i osobistej wizyty w ambasadzie USA.

W rezultacie album dostępny jest jako zwykła aplikacja mobilna przeznaczona do systemu iOS, a konkretnie na tablety iPad. Pobrać można ją bezpośrednio z App Store. Tablet Apple jest jedynym urządzeniem, na którym można przeglądać wydawnictwo. W połączeniu z wyłącznie polską wersją językową ogranicza to grono odbiorców albumu, ale jak autor zaznacza, taki był zamysł od samego początku.

Jasno sprecyzowani odbiorcy.

Album jest przeznaczony w pierwszej kolejności dla bliskich autora oraz jego czytelników. Brak wersji na Androida nie dziwi, ale nie jest wykluczone, że kiedyś “Odkrywamy: Kenia 2012” pojawi się w wersji PDF. Moim zdaniem najbardziej brakuje jednak anglojęzycznej wersji albumu, dzięki czemu grono potencjalnych odbiorców by się mocno powiększyło.

Wojtek nie myśli jednak o tym: “Nie lubię tłumaczyć tekstów i nie wychodzi mi to za dobrze – wynika to z formy w jakiej uczyłem się obu języków. Jeśli coś tworzę, to albo po polsku, albo po angielsku”. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości zmieni zdanie, a kolejne jego albumy trafią już do szerszej dystrybucji w obu wersjach językowych… lub może od razu będą pisane po angielsku?

Od strony technicznej

Oprócz źródła inspiracji ciekawe są też aspekty techniczne opublikowania takiej aplikacji, więc zapytałem Wojtka o to, jak czaso- i pracochłonne jest stworzenie programu i zgłoszenie go do App Store.

W przypadku “Odkrywamy: Kenia 2012” autor albumu miał nieco ułatwione zadanie, bo nie był to jego pierwszy projekt. Próbował już swoich sił w programowaniu, a jedna aplikacja nawet pojawiła się w App Store kilka lat temu.

Potrzebne narzędzia.

Czy “Odkrywamy: Kenia 2012” powstało na bazie szablonu, poradnika, czy też może zdobytej uprzednio wiedzy? Wojtek odpowiada następująco: “Zdecydowałem się skorzystać z możliwości jakie daje Creative Cloud od Adobe w ramach pakietu i DPS Single Edition. Za pomocą narzędzi w CC można tworzyć cokolwiek na co mamy ochotę, złożyć to w InDesignie do kupy zussamen, nawet z animacjami w HTML5, i następnie wypuścić jako aplikację bez pisania ani jednej linijki kodu.

Znajomość Adobe Creative Cloud pomogła Wojtkowi w wybraniu sposobu na stworzenie aplikacji, ale w razie braku tego narzędzia miałby on na podorędziu “plan b”. Wspomniany wcześniej przez niego znajomy opublikował już podobną aplikację i w razie potrzeby mógłby być źródłem wiedzy na temat tego, jak przygotować takie wydawnictwo od strony programistycznej. Jak autor “Odkrywamy: Kenia 2012” zauważa, nie ma sensu w tworzeniu czegoś od nowa, jeśli ktoś wcześniej coś takiego już stworzył.

Ilość czasu i pracy

Jedną z bardziej interesujących kwestii dotyczących takiej aplikacji było to, jak dużo godzin trzeba realnie poświęcić na stworzenie takiej aplikacji. Często słyszy się o wydaniu dziesiątek tysięcy złotych na projekty nawet najprostszych produkcji mobilnych. Okazuje się, że nie są to kwoty wyssane z palca. Nawet taki, wydawałoby się dość prosty projekt, jak zawierający fotografię i tekst album, wymaga poświęcenia średnio “trzech godzin dziennie przez sześć do ośmiu tygodni“. Dlaczego trwa to tak długo?

“Gdybym chciał, aby zwrócił mi się cały czas temu poświęcony, wraz z czasem spędzonym na pisaniu, obróbce zdjęć i składzie w InDesignie, to prawdopodobnie musiałbym zarobić na czysto kilka tysięcy złotych co uważam za niewykonalne w tym konkretnym przypadku. To mozolna praca, ciągłe poprawki, zmiany i dużo niezdecydowania. Jestem perfekcjonistą i strasznie dużo eksperymentowałem z wieloma kwestiami, a i tak nie jest wszystko dokładnie tak jakbym chciał. Czasami po prostu brakuje inspiracji i pomysłu, a jedynym rozwiązaniem jest czas.”

Zdobyte doświadczenie

Wojtek nie wyklucza aktualizacji “Odkrywamy: Kenia 2012”, czyli swojego pierwszego projektu tego typu. Ma przy okazji chęć stworzyć kolejne albumy, w tym opisujące Londyn i wyjazd na Goa w Indiach. Treść do kolejnego jest już w większości gotowa, a całość ma być ambitniejsza i jeszcze ładniejsza. Nie ma co spodziewać się wydania kontynuacji lada dzień, bo stworzenie kolejnego wydawnictwa nie polega wyłącznie na podmienieniu grafik i tekstu na nowe. Nowy projekt będzie musiał zostać złożony praktycznie od początku.

Hobby czy komercja?

Zapytałem Wojtka, czy zadowala go cyfrowe wydawanie swoi prac, czy nie marzy mu się papierowy album podpisany jego nazwiskiem. Odpisał krótko: “pewnie, wystawa też!”, ale nie jest jeszcze na tyle pewien swoich umiejętności, żeby na poważnie o tym myśleć. Jak dodaje, jego prawdziwym marzeniem byłoby wydanie czegoś traktującego o Łazienkach Królewskich, bo ma już kilkaset ciekawych fotografii tego miejsca.

Przy cyfrowym albumie, który pochłonął tak wiele roboczogodzin nie mogło nie paść pytanie o tak “prozaiczną” kwestię, jak finanse. Już przed premierą Wojtek zdradził mi, że album będzie wydany komercyjnie, ale nie liczy na ogromne wpływy z tego tytułu. Jak wylicza, “Odkrywamy: Kenia 2012” musiałoby pobrać się w liczbie 350 sztuk, aby zwrócił się koszt samego konta deweloperskiego w App Store – o zarobku na czysto nawet nie wspominając.

Nie uznaje on jednak czasu poświęconego aplikacji jako straconego:

“Lubię ciekawe wyzwania i poznawanie nowych technologii, a skoro mogę to połączyć ze swoją pasją to czemu nie? Jeśli ktokolwiek dodatkowo z tego skorzysta to będzie to nagrodą samą w sobie. Niewątpliwie daje mi to pewne doświadczenie, z narzędziami Adobe chociażby, ale to akurat bonusy.

Każdego dnia uczę się czegoś nowego, a wiele z tego pochodzi właśnie z takich projektów, które sprawiają mi przyjemność. Wolę po prostu robić to co kocham niż to co muszę. Wątek mógłbym bardziej rozwinąć, ale zabrakłoby Ci papieru, czytelnikom cierpliwości, a mi zaschłoby w gardle… a dzisiaj jest jeszcze trochę za wcześnie na piwo.”

Odkrywajmy Kenię razem z Wojtkiem

kenia 2012

Album “Odkrywamy: Kenia 2012” jest wyjątkowo atrakcyjny wizualnie i działa płynnie nawet na iPadzie Mini pierwszej generacji. Jeśli miałbym się przyczepić do aplikacji, to chyba tylko do dwóch elementów związanych z nawigacją. Jednym z nich jest brak trybu poziomego, ale nie traktuję tego jako ogromną wadę, bo rozumiem, że wymagałoby to ponownego złożenia albumu od podstaw. Papierowe albumy i magazyny w końcu też dostępne są tylko w jednym rozmiarze. Kilkukrotnie jednak złapałem się na tym, że próbowałem odwrócić ekran, aby przyjrzeć się wycinkowi fotografii na większej powierzchni.

Drugą rzeczą, którą chętnie widziałbym w poprawionej wersji aplikacji jest możliwość powiększania zdjęć gestem pinch-to-zoom. Dotykowy ekran iPada aż prosi się o taką możliwość, a kilkukrotnie podczas lektury zaciekawiły mnie niektóre detale. Przydatny mógłby być też przycisk “ustaw zdjęcie jako tapetę”, ale obawiam się, że system iOS może nie pozwolić na zaimplementowanie takiej funkcji.

kenia 2012 sample photo

Aplikacja “Odkrywamy: Kenia 2012” dostępna jest w sklepie App Store i mogą pobrać ją posiadacze iPadów. Z oczywistych względów nie ma wersji na iPhone’a; oglądanie fotoreportażu na tak małym ekranie mija się z celem. Cena albumu w dniu premiery to skromne 89 eurocentów, które po pierwszych 24 godzinach podskoczy do nadal niewygórowanej kwoty w wysokości 1,79 euro, a całość zajmuje niecałe 100 megabajtów.

A czy warto wydać pieniądze? Co do tego, że tak, nie mam żadnych wątpliwości.


Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement