Bezprzewodowe niestandardy, czyli chaos w komunikacji

Felieton/Technologie 12.05.2014
Bezprzewodowe niestandardy, czyli chaos w komunikacji

Bezprzewodowe niestandardy, czyli chaos w komunikacji

Jakiś czas temu testowałam drukarkę Samsunga z NFC. Teraz przyszła pora na aparat NX30 również z NFC. Desperacko próbuję znaleźć zastosowania dla bezprzewodowych technologii i ignorować ich wady, ale niestety się nie da.

Z punktu widzenia kompletnie nieogarniętego użytkownika bezprzewodowe standardy są czarną magią. Wszystkie oprócz Bluetootha. Bluetooth wszedł do użycia lata temu, jeszcze przed czasami Internetu w telefonach i oprócz podłączania akcesoriów umożliwia też przesył danych i plików i dlatego przyjął się jak nic innego. Przesył danych, słuchawki, głośniki i inne urządzenia wyposażone w Bluetooth nie dziwią już nikogo.

Co innego takie NFC na przykład. Niby wiadomo, co w trawie piszczy, że jakieś płatności, że zetknąć smartfony, że może jakieś muzea, ale na dobrą sprawę nie do końca wiadomo o co biega. Bluetooth to nie jest, trzeba przytknąć urządzenie do konkretnego miejsca lub do siebie nawzajem, ale nie wszystkie smartfony mają NFC, a jak mają, to Bluetootha nie zastąpią bo bywają niekompatybilne.

3

W drukarce Samsunga NFC okazało się o tyle przydatne, że ułatwiało pierwszą konfigurację. Dotknęłam smartfonem oznaczonego miejsca na drukarce, telefon pobrał aplikację i potem łączył się z drukarką przez WiFi Direct. Połączenie można też ustanowić ręcznie, ale wtedy na drukarce trzeba wybrać odpowiednią funkcję.

Aparat Samsung NFC NX30 oprócz łączenia się z Siecią przez WiFi także obsługuje WiFi Direct i można inicjować je NFC. Zasada działania jest podobna – można łączyć się bez NFC, można przytknąć smartfona do urządzenia.

Superhiper, ale… Do przesyłania plików pomiędzy urządzeniami bez grzebania w ustawieniach potrzebne są aż dwa bezprzewodowe rozwiązania. NFC w tym przypadku maskuje niedoskonałości WiFi Direct, które wymaga uruchamiania funkcji i połączenia się z konkretną siecią, a potem uruchamiania aplikacji, ale są też spore minusy. Drukarka jest duża, podchodzenie do niej każdorazowo by przytknąć smartfona bywa męczące. Do aparatu zresztą też – spory Note 3 nie zawsze da się łatwo obrócić tak, by punkty styku NFC na aparacie zadziałały.

SAMSUNG CSC

I choć funkcja automatycznego przesyłu zdjęć na smartfona w chwili ich wykonywania brzmi świetnie, zwłaszcza dla blogera, który chciałby te zdjęcia od razu wrzucać do Sieci czy przesyłać do redakcji, to w praktyce taka nie jest. WiFi Direct, przynajmniej w testowanych przeze mnie konfiguracjach, przez Androida traktowane jest jak WiFi, czyli korzystnie z mobilnej łączności z Siecią jest wtedy niemożliwe bez rootowania i grzebania w urządzeniu.

Samsung-NX-30-3

Korzystając z genialnej funkcji nie można korzystać z Internetu. Może w iOS-ie można, nie wiem, nie sprawdzałam, może w jakimś innym systemie można, ale wydaje mi się, że nie. Mogę się mylić.

WiFi Direct dodaje więc możliwość szybkiego transferu danych między urządzeniami, ale wycina podłączenie do Sieci. Super.

DLNA za to, oprócz tego, że ma konkurenta w postaci AirPlay dla błogosławionych przez przez Apple produktów, jest całkiem ok jako standard bezprzewodowy. Ale “Not every DLNA app is supported by every DLNA-enabled TV.”. A rozwijając, każdy producent ma swoje aplikacje do używania DLNA, czasem są one niekompatybilne, a co gorsze, większość z nich – i mówię to z doświadczenia – ma interfejsy sprzed kilku lat, jest niedopracowana, nielogiczna, a używanie i konfiguracja tego wszystkiego woła o pomstę do nieba. Zazwyczaj nie da się kliknąć na zdjęciu “pokaż na ekranie”, tylko trzeba grzebać, instalować, kombinować.

Typowa estetyka aplikacji DLNA
Typowa estetyka aplikacji DLNA

Na ten brak kombinacji, konieczności podłączenia do jednej sieci (jak DLNA, pozdrawiamy użytkowników ofert dostawców Internetu którzy ograniczają liczbę podłączonych do routera urządzeń) miał zaradzić Miracast. Przy treści wybiera się podzielenie nią na ekranie zewnętrznym, ciach, działa zarówno jako mirroring albo dodatkowe treści. Ale nie ma tak łatwo. Miracast przesyła nie dane, a obraz i dźwięk i na dobrą sprawę, zwłaszcza odkąd Intel postanowił swój wireless display uczynić w zasadzie Miracastem, przeciętny użytkownik nie ma szans na zrozumienie, o co w tym wszystkim chodzi i czy gdy kupi dwa urządzenia z bezprzewodowym przesyłaniem obrazu to będą one kompatybilne. Zwłaszcza, że każdy producent zamiast napisać “MIRACAST” w specyfikacji używa swoich superwypaśnych nazw. Przykład? Miracast = Sony “screen mirroring” = Panasonic “display mirroring” = Google “Wireless Display” = Samsung “AllShare Cast” = LG “SmartShare” = Intel “WiDi 3.5″

Może to i dobrze, skoro tabelka kompatybilności wygląda mniej więcej tak:

I2QmeZe

A weź tu człowieku wytłumacz komuś, że jak kupuje telewizor na 10 lat to powinien on mieć trzysta standardów bezprzewodowych standardów do wszystkiego, jeśli chce użyć któregoś bezprzewodowo w trakcie kolejnej dekady z różnymi, nieznanymi jeszcze urządzeniami.

Paradoksalnie najwięcej sensu w przesyle obrazu ma dongiel od Google’a, Chromecast, który na papierze nie wygląda tak wypaśnie, z kompatybilnością też nie, a cenowo sprawia wrażenie biedy, ale jest najbardziej zrozumiały z tego całego bezprzewodowo-ekranowego tałatajstwa. Chromecast używa protokołu DIAL i jak AirPlay zamyka się w rezerwacie – z tym, że jest to rezerwat przeglądarki Chrome – ale i tak jest logiczniejszy niż wszystkie tysiąc standardów wbudowane w telewizor, do którego podłącza się Chromecasta.

Chromecast, 14

Nie chcę już zaczynać o standardach bezprzewodowego ładowania czy beaconach, bo tu też cyrk, jak się patrzy.

Całe to bezprzewodowe tałatajstwo tworzy chaos, którego nienerd nie jest w stanie zrozumieć. Idzie więc człowiek do sklepu i kupuje urządzenia tych samych producentów z tymi samymi naklejkami o kompatybilności na opakowaniu, bo tylko tak może tworzyć sobie w głowie wrażenie, że będzie to wszystko działać. Może będzie, może nie będzie, i tak większość konsumentów tego nie użyje i podłączy kablem. Bo działa. Wymieniając za dwa lata smartfona konsument może się niemile rozczarować, gdy okaże się że producent olał jeden ze standardów i smartfon będzie niekompatybilny z niestarym przecież telewizorem czy media center. Albo routerem. Albo donglem. Albo czymkolwiek innym.

No ale ważne, że w kieszeni mam wypakowanego certyfikacjami bezprzewodowych standardów smartfona, prawda?

Zdjęcie Wifi symbol on mail hand pochodzi z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement