Po co Microsoftowi telefon z Androidem?

Felieton/Sprzęt 11.02.2014
Po co Microsoftowi telefon z Androidem?

Po co Microsoftowi telefon z Androidem?

Można już prawie z całą pewnością powiedzieć: stało się. Wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz WSJ wskazują na to, że Nokia jeszcze w tym miesiącu zaprezentuje pierwszy autorski telefon z Androidem. Biorąc pod uwagę fakt przejęcia przez Microsoft pojawia się jednak jedno zasadnicze pytanie: po co?

Pozornie decyzja o utrzymaniu tego projektu przy życiu, na co wpływ bez wątpienia miał także Microsoft, jest niemal absurdalna. Firma z Redmond od kilku lat próbuje przebić się, z lepszym lub gorszym skutkiem, do powszechnej świadomości i wspieranie konkurencyjnego, absolutnie dominującego na rynku mobilnym systemu, brzmi jak samobójstwo.

Tymczasem, na krótką metę, posunięcie to nie musi być wcale tak pozbawione sensu, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.

nokia normandy x android

Przede wszystkim tania Nokia X z Androidem nie ma być w żadnym przypadku konkurencją dla któregokolwiek z modelu z serii Lumia – zarówno jeśli chodzi o cenę, jak i wydajność oraz możliwości. Ma dokopać się do najgłębszego cenowego dnia i tam prowadzić nierówną, bo z góry wygraną, bratobójczą walkę z urządzeniami z linii Asha, które starzeją się z dnia na dzień i których sprzedaż słabnie z kwartału na kwartał. Gorsza sprzedaż, szczególnie na rynkach rozwijających się, związana jest oczywiście z ekspansją „w dół” Androida, gdzie modele wyposażone w ten system, działające źle, ale jednak działające, można kupić już za kilkadziesiąt dolarów.

Jeśli Nokia/Microsoft nic z tym nie zrobią, w końcu ten segment zostanie całkowicie zdominowany przez Zielonego Robota, najczęściej dostarczanego w wersji AOSP przez obecnie nikomu nie znane chińskie firmy.

Można w tym momencie stwierdzić, że przecież nie ma to absolutnie żadnego sensu, bo przecież Microsoft/Nokia mają swoich graczy w tym segmencie – rewelacyjnie sprzedającą się Nokię Lumię 520 czy jej następcę – 525. Na niektórych rynkach jej cena potrafi spaść nawet poniżej 50 dol., utrzymując się przeważnie w okolicach 100 dol. Problem jedynie w tym, że taka wycena obowiązuje głównie na rynkach rozwijających się, gdzie tak dramatyczne obniżki cen są jedynym możliwym elementem mogącym przyciągnąć do kupna. Szybki przegląd ofert np. w Indiach pokazuje, że telefon nadal kosztuje średnio około 130-140 dol., a w Chinach około 115 dol. Niby niewiele, ale konkurencja jest w tym przedziale cenowym i tak bardzo duża.

nokia normandy

Tym bardziej, że nie są to idealne dla producenta ceny, ani ceny, z którymi którykolwiek z tych modeli startował. Nokia 520 kosztowała w Chinach w momencie premiery w przeliczeniu na dolary aż 214 dol. (!), natomiast 525 – 165 dol. Obniżki cen o 100% lub prawie 50% w stosunku do początkowych, niesamowicie korzystne dla klientów oraz efektownie zwiększające sprzedaż, są raczej niezbyt korzystne dla producenta. Oznacza to nic innego – zwłaszcza w przypadku gwałtownych przecen 525 – błędne wycenienie urządzenia, co może szczególnie zaboleć przy tak niskomarżowych lub wręcz zeromarżowych produktach. Przy urządzeniach tanich trzeba bowiem pamiętać o tym, że od początku muszą być one projektowanie jako tanie, przeznaczone dla konkretnych przedziałów cenowych.

Dlaczego Apple sprzedaje nadal iPada 2 w przesadnie wysokiej cenie? Bo nigdy nie był on projektowany jako urządzenie tanie, a Apple nie chce rezygnować z marż, bo i nie ma takiej potrzeby.

Dodając do tego fakt, że Nokia/Microsoft traci kilkadziesiąt euro na każdym sprzedanym modelu, ASP wyraźnie spadło, a wszystko odbywa się przy jednoczesnej popularyzacji 520/525, można dość do dość prostego wniosku – produkcja naprawdę tanich modeli telefonów z Windows Phone, przy zachowaniu przynajmniej zerowego bilansu (nie mówiąc już w ogóle o zarabianiu) jest niesamowicie trudna lub wręcz niemożliwa. A jeśli chcemy budować udział rynkowy dla usług lub systemu, nie można lekceważyć jednego z dynamiczniej rozwijających się aktualnie segmentów.

Nokia-Lumia-525-4

Dla nas może się to wydawać dziwne, bo w Polsce tanie Lumie są często tańsze od wielu tanich telefonów z Androidem, ale pamiętajmy, że najważniejsze obecnie rynki rozwijające się, rządzą się nieco innymi prawami i, jak pokazują doświadczenia największych producentów, każdy dolar w dół lub w górę przy cenie telefonu, ma tutaj ogromne znaczenie.

Co przydałoby się w tym miejscu? Lumia 420 albo 425, ale wszystko wskazuje, że w najbliższej przyszłości, nie doczekamy się takiego urządzenia, bo byłby potencjalnie studnią bez dna dla producenta. Może za kilka kwartałów, może za rok, ale nie teraz, a czasu jest coraz mniej.

I tutaj pojawia się najbardziej szalony pomysł, o jakim można by pomyśleć – Nokia z Androidem, stylizowanym na Windows Phone, wypełnionym po brzegi usługami Microsoftu i całkowicie odłączona od Google. Obrzydliwie tania, z niekoniecznie porażającą wydajnością, ale jednak skrojony tak, żeby  dała klientom więcej niż Asha, tyle samo co konkurencja i nie przynosiła strat.

Technicznie jest to jak najbardziej wykonalne – ile już widzieliśmy chińskich telefonów, z zaskakującymi parametrami, w jeszcze bardziej zaskakująco niskich cenach? Dla nas mogą nie być warte uwagi. Nie znaczy to jednak, że na innych rynkach zostaną całkowicie odrzucone – tym bardziej, że wszystkie badania wskazują na coś wprost przeciwnego – sprzedają się tam doskonale.

nokia lumia 520 obudowa

Mamy więc bardzo tani sprzęt, darmowy system, trochę pracy włożonej w przygotowanie własnego UI i sklepu z aplikacjami (udało się Amazonowi, dlaczego ma się nie udać Nokii), wsparte programami czy wręcz ekosystemem Microsoftu (już teraz MS ma ponad 20 pozycji w Google Play) i pozbawione wszelkich możliwych odniesień do Google. ASOP w wersji Nokii i Microsoftu. W sumie, biorąc pod uwagę okoliczności, nie jest to sobie aż tak trudno wyobrazić. I nietrudno jest sobie wyobrazić, że na krótką metę to rozwiązanie przyjmie się całkiem dobrze – mocna marka na rynkach wschodzących, nawet przy niekoniecznie wysokiej jakości samego produktu, potrafi często zdziałać cuda i utrzyma przynajmniej jeszcze przez chwilę klientów z dala od produktów faktycznej konkurencji.

Nie zmienia to jednak faktu, że prędzej czy później, a najprawdopodobniej w dniu pojawienia się na rynku naprawdę tanich modeli z serii Lumia, Android w szeregach Microsoftu po prostu umrze, jako absolutnie zbędny element. Nie będzie dla niego po prostu miejsca, tak samo jak teraz nie ma żadnych podstaw, aby nawet sugerować (co niektórym poczytnym analitykom ostatnio się zdarzyło), że Microsoft powinien zrobić z Androidem coś więcej).

windows phone

Wystarczy zobaczyć, jak mocno Google broni się przed tego typu zagrożeniem. Android w wersji AOSP jest pod wieloma zasadniczymi względami nierozwijany lub rozwijany w sposób byle jaki, pozostawiając producentom sporo do samodzielnego uzupełnienia. Nawet jeśli Microsoft miałby się zdecydować na rozwój Androida na własną rękę, pozostałby w tej piaskownicy absolutnie sam – producenci korzystający z systemu w wersji Google, nie mogą bowiem tworzyć jednocześnie urządzeń z AOSP i Androidem „google’owym”. Firma z Redmond nie dość, że musiałaby tworzyć wszystkie urządzenia sama, to jeszcze musiałaby potraktować wszystkie fundusze przeznaczone na wcześniejszy rozwój Windows Phone, jako absolutnie zbędne straty. Taki scenariusz raczej odpada i pojawia się bardziej logiczny – wchodzi tania Lumia, wypada tania Android-Nokia.

Pozostaje nam więc jedynie czekać, aż Nokia zaprezentuje model X i dowiemy się wszystkich szczegółów na jego temat, w tym najważniejszego – ceny. Bo to głównie ona decydować będzie o tym, czy urządzenie to ma w ogóle sens, czy ktoś po prostu z rozpędu zapomniał cały projekt wyrzucić do kosza.

Czytaj również: Nokia X – wszystko co wiemy o smartfonie, który… nigdy nie powinien powstać

Dołącz do dyskusji