Życzę nowemu prezesowi Microsoftu jak najlepiej, ale…

Życzę nowemu prezesowi Microsoftu jak najlepiej, ale…

Życzę nowemu prezesowi Microsoftu jak najlepiej, ale…

Satya Nadella został nowym prezesem Microsoftu. Jak znana to postać niech świadczy fakt, że Jarosław Kuźniar pomylił go na Twitterze z… kobietą. Nie, nie – proszę się nie śmiać. 99,9% osób, które właśnie dowiaduje się nazwiska nowego szefa Microsoftu nie ma pojęcia kim jest. 

To niby jeszcze nic takiego. Prezes nie musi być rozpoznawalny medialnie, choć  w przypadku Microsoftu i jego aktualnej pozycji medialnej przydałoby się głośne i znane nazwisko.

Ale to jeszcze nie problem. Przed nominacją na stanowisko prezesa Apple’a, o Timie Cooku wiedziało zapewne równie niewiele osób, co o Nadelli. Cień Steve’a Jobsa skutecznie zasłaniał wszystkich w Apple. Cook radzi sobie jednak całkiem nieźle, choć do marketingowego blasku swojego poprzednika sporo mu brakuje. Jest jednak w pełni klarowne, że kontynuuje politykę Steve’a Jobsa.

W przypadku Satya Nadelli (nawet nie wiem, czy dobrze odmieniam to nazwisko) problem leży w tym, że oczekuje się od niego, że nie będzie kontynuował polityki swojego poprzednika… Tymczasem  wygląda na to, że tak właśnie może być.

Nadella ma doświadczenie jedynie w pracy dla Microsoftu

Wcześniej przez krótki moment pracował w Sun Microsystems, ale de facto całą karierę – ponad 22 lata – zrobił w firmie zakładanej przez legendarnego Billa Gatesa. Pozycję w Microsofcie wywalczył sobie najpierw świetną pracą w dziale R&D dla usług sieciowych Microsoftu, a następnie będąc szefem Biznesu Serwerów i Narzędzi. To on zapewnił Microsoftowi gigantyczny biznes na sprzedaży serwerów, a następnie usług cloudowych.

satya nadella

To naprawdę wybitna robota, bo gdy spojrzymy na wyniki finansowe Microsoftu, to właśnie biznes serwerowy oraz cloudowy jako jedyne skutecznie opierają się stagnacji i spadkom. To część Microsoftu, która przynosi dziś najwięcej kasy.

Tyle że… Microsoft ma problem zupełnie gdzie indziej i wszystko dotychczas wskazywało na to, że usuwając Steve’a Ballmera rada nadzorcza to rozumie.

Ballmer zmienił kierunek firmy, która miała się stać firmą w równym stopniu software’ową co  hardware’ową, a tymczasem dryfowała w kierunku biznesu b2b, który budował im w dużej części Nadella.

Microsoft miał jednak walczyć o rynek konsumencki, który zaczyna mu wyraźnie przeciekać między palcami. Microsoft chce walczyć na rynku użytkowych technologii konsumenckich z: Apple, Google, Facebookiem, Samsungiem, bardziej niż: Oracle, IBM, czy Salesforce.

W związku z tym nasuwają się naturalne pytania o kompetencje nowego szefa Microsoftu, które pozwolą realizować ten plan:

– czy Nadella czuje rynek technologii konsumenckich?
– czy Nadella zna się na marketingu?
– czy Nadella rozumie potęgę medialnego PR-u?
– czy Nadella ma w sobie nutę szaleństwa i charyzmy, tak potrzebnych w dzisiejszym świecie biznesu technologicznego?

Na żadne z tych pytań nie znamy odpowiedzi.

Ja wyobrażałem sobie nowego szefa Microsoftu jako jakąś wybitną postać. Kogoś na miarę Elona Muska, Marissy Mayer, czy nawet przymierzanego do tej roli Alana Mulally’ego (CEO Forda). Kogoś kto pociąga za sobą tłumy, kto robi świetny klimat, kto skupia uwagę i potrafi sterować publicznym postrzeganiem.

Niewykluczone, że taką osobą okaże się Satya Nadalla. Tyle że “niewykluczone” już na starcie brzmi mało przekonująco.

Fot. Flickr

Dołącz do dyskusji

Advertisement