Need for Speed na wielkim ekranie może okazać się zbyt słaby, by uratować Electronic Arts i wyścigową serię

Blog Forum 10.02.2014
Need for Speed na wielkim ekranie może okazać się zbyt słaby, by uratować Electronic Arts i wyścigową serię

Need for Speed na wielkim ekranie może okazać się zbyt słaby, by uratować Electronic Arts i wyścigową serię

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Rzucanie wszystkiego na wielki ekran nie jest zdrowe. Czasem się uda, czasem nie, powstaję gnioty, klasa filmów spada, a przed seansem oglądamy coraz dłuższe reklamy. Nie twierdzę, że tak będzie z ekranizacją Need for Speed. Po prostu zwiastuny mówią same za siebie.

Filmów na podstawie gier wideo jest całkiem sporo. Niektóre z nich, jak na przykład Prince of Persia uważam za stosunkowo udane. O kwiatkach, zwiędłych i paskudzących, jak Postal lepiej nie pamiętać. Nadchodzące kino akcji pełne szybkich samochodów i pięknych dziewczyn okaże się hitem czy… kiczem?

Następca Szybkich i Wściekłych?

Mówiąc o nielegalnych wyścigach, półnagich dziewczynach, odpicowanych brykach i górze dolarów od razu w mojej myśli pojawia się seria Szybcy i Wściekli, w której główne skrzypce grają Vin Diesel oraz, niestety nieżyjący już, Paul Walker. To na tym „wychowywałem” swoje wyobrażenia na temat nocnych rajdów i ucieczek przed policją. To także na tym opierałem swoje koncepcje tuningu w pierwszych odsłonach Need for Speed: Undergroud. I właśnie to napędzało zainteresowanie się całą otoczką motoryzacyjną, choć niestety szybko się ono skończyło.

Need for Speed 6

Pojawienie się w 2001 na ekranach kin filmu „Szybcy i wściekli” było czymś wyjątkowym. Pierwsza część odkrywała przed nami całe piękno i niebezpieczeństwo tego sportu dla bogatych, ale nie intrygowała pod względem historii. To po prostu kolejne dzieło, które ma bawić i nie zmuszać do zbędnych przemyśleń. Następne części były tego świetnym przykładem. Za każdym razem fabuła stawała się coraz bardziej abstrakcyjna, grające na emocjach wyścigi zaliczały swoje wzloty i upadki, a cały temat starał się wyczerpywać. Do najnowszej części zaprzęgnięto nawet Stathama, więc możemy również liczyć na mocne uderzenia, nie tylko zawrotne prędkości. Znajdzie się jeszcze miejsce dla Need for Speed?

Szansa na odbudowanie wizerunku marki?

Trzeba przyznać, że growa seria Need for Speed nie ma ostatnio najlepszego czasu. Dla większości temat zamknął się na Most Wanted, tym z 2005 roku. Później pojawiały się części mniej udane, fani zaczęli odsuwać się od marki, przechodzić do konkurencji. Sam zatrzymałem się na Carbon, którego przechodziłem w niezłym nastroju. Niestety rok pod znakiem ProStreet mnie kompletnie nie urzekł. Ratunkiem miał być Undercover i prawie by się udało, gdyby gra rzeczywiście reprezentowała poziom z trailerów a nie oferowała zupełnie inne odczucia. Seria zaczęła się staczać. Symulacyjne odsłony Shift stały daleko w tyle za chociażby Forza Motorsport. Hot Pursuit trochę nadrabiał uznania, ale był dla mnie zbyt monotonny. Grając w Most Wanted z 2012 miałem wrażenie, że to różniące się jedną stopą bliźniaki. Rivals jeszcze nie tknąłem, ale ciężko się zdecydować na ryzyko spoglądając na opinie graczy i przywołując negatywne doświadczenia z poprzednich części.

Need for Speed 5

Pamiętam czasy, kiedy na podzielonym ekranie ścigałem się z kuzynami w pierwszych odsłonach serii. Kiedy wywoływało to niesamowite wrażenie i cała przyjemność była czerpana z grywalności nie bacząc na grafikę. Z całym przekonaniem najmilej wspominam Need for Speed: Porsche 2000. W tę licencjonowaną odsłonę grało mi się najprzyjemniej. Pamiętam jak się męczyłem kręcąc czasy, wymijając o centymetry przeciwników i zachwycałem każdym detalem. Później nadeszła era Underground, kompleksowy tuning, można było modyfikować każdą część w samochodzie, malować na każdy istniejący kolor. To było coś, to mnie kupiło. Dlatego nie rozumiem, jak seria mogła się tak stoczyć.

Raz nawet ściągnąłem Need for Speed: World i raz nawet zagrałem. Szybko jednak zdecydowałem, że to nie dla mnie. Wolę poczekać na naprawdę dobrą odsłonę, jak za starych lat. Być może kiedyś tak się stanie…

Electronics Arts i tak wciąż się gubi

Choć nie wiem czy kiedykolwiek to nadejdzie, skoro studio Ghost Games (odpowiedzialne za ostatniego NFS-a) zostało odsunięte od prac nad kolejnymi częściami i poddane restrukturyzacji. Następną dawkę wyścigowych emocji ma nam zapewnić EA Gothenburg, chociaż co do ich potencjalnego poziomu już mam zastrzeżenia.

Need for Speed 4

„Elektronicy” zdaja się robić wrażenie, że nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą. W jakim kierunku zależy im pchnąć markę. Liczne zmiany w twórcach na pewno nie pomogą im ujednolicić i wznieść się na wyższe poziomy. Najlepiej uczy się na swoich błędach, a obawiam się, że coraz to kolejne studia będą borykały się z problemami swoich poprzedników.

Być może czas ochłonąć, niech przestaną wydawać coroczne półprodukty. Niech skupią się na czymś naprawdę ambitnym i stworzą hit na miarę marki Need for Speed. Jednak tej dawnej, tej sprzed 2005. Gracze nie są obdarzeni niekończącą się cierpliwością. Ich zaufanie też się kończy. Nieliczne wzloty w postaci Hot Pursuit nie polepszą wizerunku, jeśli rok później pojawia się przeciętny The Run.

Hype na Breaking Bad?

Need for Speed 3

Głównym bohaterem produkcji ma zostać Aaron Paul, aktor znany z roli w serialu Breaking Bad, gdzie jako młodociany narkoman Jesse Pinkman uczy się od mistrza fachu. Nie wierzę, by został on drugim Paulem Walkerem. Nie wierzę, bo sam zwiastun mnie mało przekonał do tego filmu. A ich rola jest raczej odwrotna, powinny przyciągać niczym magnes i dopiero całość, ewentualnie, odrzucać. O jakości przekonamy się już 21. marca, podczas polskiej premiery.

Filmy na podstawie gry mają jakikolwiek sens?

Na to pytanie nie można jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż zdarzają się wyjątki. Wspomniana na początku Prince of Persia: Piaski Czasu w pełni trafiła w moje gusta i zaoferowała mi przyjemny seans. Pamiętam jeszcze Hitmana, chociaż padłem przy ostatnich dziesięciu minutach filmu, więc to straszny przeciętniak. O produkcjach Uwe’a Bolla warto wspomnieć tylko, że są one po prostu słabe i zamiast zachęcać do zagrania w grę, po prostu od niej odtrącają.

Need for Speed 2

Do nadrobienia został mi jeszcze Max Payne, ale do obejrzenia dzieła Moore’a kusi mnie bardziej obsada w postaci Mili Kunis, niż tytułowy bohater. I chyba takie też było główne zamierzenie, ścieżka na skróty, na ekranie musi się pojawić coś, co podsyci oczekiwania względem następnej sceny.

Być może, gdyby za reżyserkę brali się utalentowani ludzie, to oglądalibyśmy swoich ulubionych bohaterów z gier nie w naszych domach a wypełnionych po brzegi salach kinowych. Z drugiej strony, może warto odbiec od tej tematyki, uważanej przez wielu za infantylną i skupić się na ambitnym kinie? W końcu w grach pojawia się coraz więcej i coraz dłuższych doskonale ujętych przerywników filmowych, a niektóre tytuły można już swobodnie nazywać „interaktywnymi filmami”.

gamemag

Kamil Lewicki jest blogerem, pisze na tematy związane z grami na GAMEMAG.PL – młodym i szybko rozwijającym się projekcie poświęconym elektronicznej rozrywce.

Wszystkie grafiki pochodzą z Filmweb: Need for Speed(2014)

Dołącz do dyskusji