Unia Europejska do Google i Apple: gry freemium wcale nie są darmowe, więc ich tak nie nazywajcie

Artykuł/Sprzęt 28.02.2014
Unia Europejska do Google i Apple: gry freemium wcale nie są darmowe, więc ich tak nie nazywajcie

Unia Europejska do Google i Apple: gry freemium wcale nie są darmowe, więc ich tak nie nazywajcie

Przedstawiciele Unii Europejskiej poprosili Apple i Google o spotkanie. Wszystko rozchodzi się o tzw. gry i aplikacje freemium zwane też jako free 2 play, czyli model, w którym za sam program nic się nie płaci, ale jest on pełny mikropłatności. Unia Europejska nie zgadza się z tym, aby nazywać je bezpłatnymi.

Na spotkaniu przedstawiciele organizacji, jak i dwóch czołowych firm odpowiedzialnych za największe sklepy z aplikacjami mobilnymi, mają ustalić nowe reguły gry, aby uchronić użytkowników, a przede wszystkim dzieci przed przypadkowymi lub niekontrolowanymi zakupami. Tak przynajmniej ma to wyglądać w teorii. Unia Europejska postawiła sobie za cel kilka konkretnych punktów

Po pierwsze, aplikacje i gry w modelu freemium lub free 2 play nie mają być nazywane darmowymi, ponieważ jest to wprowadzanie konsumenta w błąd co do faktycznych kosztów, związanych z korzystaniem z programu.

No i w tym momencie należy urzędnikom przyklasnąć, bo mają oni absolutną rację. Oczywiście samo korzystanie z aplikacji jest darmowe i nikt nie zmusza nas do wydawania pieniędzy na dodatki, bonusy czy też złote monety, dzięki którym można przyspieszyć postęp w grze. Jednak praktyka jest nieco inna. Często bez owych dodatków nie da się przejść gry lub trwałoby to tak niewiarygodnie długo, że wymagałoby anielskiej cierpliwości.

Galaxy Note 3 w rece

Po drugie, Unia Europejska nie chce, aby deweloperzy nachalnie nakłaniali użytkowników, przede wszystkim małoletnich, do kupowania dodatków i bonusów.

I tu już mam pewne wątpliwości. Jasne jest, że natarczywe nakłanianie użytkowników do mikropłatności, np. przez ciągle wyskakujące banery, nie jest w porządku. Ale też zabranianie jakiejkolwiek reklamy to chyba byłaby zbyt duża skrajność. Każdy – lub prawie każdy – ma prawo reklamować swój produkt. Jak zawsze, trzeba po prostu znaleźć słoty środek. Reklamy nie mogą być nachalne i nie powinno być możliwości przypadkowego kupienia takiego dodatku. Chociaż akurat drugi punkt da się załatwić bardzo łatwo i leży to po stronie użytkowników – wystarczy ustawić konieczność autoryzowania każdego zakupu czy to przez wpisanie hasła czy też użycie TouchID.

Nie rozumiem też trochę zapisu „przede wszystkim małoletnich – bo skąd deweloper, Google czy też Apple mają wiedzieć, że akurat gra dziecko. Gry typowo dla dzieci – OK. Ale co z takimi Bejeweled lub Cut The Rope? W to grają i dzieci, i dorośli. Są to jednak techniczne szczegóły.

Trzeci punkt dotyczy jasnego informowania użytkowników o płatnościach i unikania sytuacji, w  których konsument ponosi koszty przez „domyślne ustawienia aplikacji i bez jego wiedzy”.

Muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której nie byłbym jasno informowany o tym, ile kosztuje dany dodatek do gry. Chociaż zdecydowanie przydałoby się, aby cena była wyraźnie podana już w samej grzej, a nie dopiero po przejściu do sklepu i myślę, że o to właśnie urzędnikom Unii Europejskiej chodzi. Nie rozumiem za to fragmentu o ponoszeniu kosztów przez domyślne ustawienia aplikacji i bez zgody użytkownika. Pewnie dlatego, że nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Jeśli rzeczywiście są takie gry i aplikacje, to… no cóż, zasługują na potępienie i rytualne spalenie na stosie. Rozumiem, że business is business, ale grajmy fair.

aplikacje android

Czwartym i ostatnim punktem agendy jest propozycja Unii Europejskiej, aby deweloperzy stworzyli specjalne adresy e-mail, przez które konsumenci mogliby się z nimi kontaktować, zadawać pytania oraz składać skargi.

Po pierwsze, twórcy aplikacji mają już możliwość odpowiadania na komentarze w sklepach. Po drugie, co z tytułami, które są instalowane przez setki tysięcy użytkowników? Przecież taki deweloper mógłby zostać zasypany mailami o często bzdurnej treści. To też dodatkowe koszty, bo ktoś na te wiadomości musiałby odpisywać. Sama idea, aby klient miał możliwość skontaktowania się z firmą, jest dobra, ale pomysł wykonania jej już niekoniecznie. Zresztą konsument ma dzisiaj mnóstwo możliwości napisania do dewelopera – w komentarzu na Google Play czy też App Store lub w social mediach. Przynajmniej w przypadku dużych firm, jak Gameloft, Rovio lub EA, nie powinno to stanowić najmniejszego problemu.

angry birds go 3

Jednak ogólnie pomysły Unii Europejskiej są jak najbardziej słuszne i godne pochwały. Rynek aplikacji mobilnych trochę się rozszalał i deweloperzy zdają się myśleć tylko o zyskach, zapominając czasami o kliencie. Świetny przykładem tego jest Rovio i mikopłatności w Angry Birds Go opiewające na sumy kilkuset złotych. Zresztą swoje i tak zarobią, bo już za 5 lat rynek ma być warty prawie 90 miliardów dolarów, więc tym bardziej konieczne są konkretne regulacje.

Zdjęcie Mobile applications, business software and social media networking service concept pochodzi z Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji