Nie rozumiem graczy. Pewnie nie ja jedna

Felieton/Gry 14.02.2014
Nie rozumiem graczy. Pewnie nie ja jedna

Nie rozumiem graczy. Pewnie nie ja jedna

Niby zmienia się postrzeganie grania i graczy. Niby coraz więcej osób traktuje granie w gry jak sport, niby grające kobiety to już codzienność, a mimo wszystko wizerunek gracza w masowej świadomości wciąż jest raczej bliższy wizerunkowi dzieciaka odpuszczającego szkołę na rzecz krwawych jatek niż dorosłego człowieka, który granie traktuje jako świetną rozrywkę. Przyznaję, że sama postrzegam graczy raczej krzywdząco.

Próbowałam doszukać się informacji, ilu graczy jest na świecie, ale jest to niemożliwe do policzenia. Jak mam liczyć? Konsolami? Pecetami? Sprzedanymi kopiami gier? Czy mam wliczać graczy mobilnych i grających w sapera czy Angry Birds? Są to jednak setki milionów osób, które grają tak lub inaczej.

Wiem, że średnia wieku graczy wynosi 37 lat. Wiem, że gry nie robią z ludzi morderców i psychopatów. Wiem, że granie to rozrywka jak każda inna. Mimo wszystko na zapalonych graczy wciąż patrzę z uprzedzeniem.

Nie powinnam się do tego przyznawać, w końcu większość moich męskich znajomych “pyka sobie w coś, ma konsole, spora część z nich należy też do tych graczy, którzy staną w nocnej kolejce w oczekiwaniu na kolejną część swojej ukochanej gry. Lubię ich, szanuję hobby, ale nie rozumiem.

shutterstock_96928031

Niby wiem, że kobiety też grają. Właściwie to w statystykach procentowych płcie rozkładają się mniej więcej po równo. Problem w tym, że żadna z moich znajomych nie gra tak, jak grają znajomi mężczyźni.

Bo wszyscy wiemy, że gracze dzielą się co najmniej na kilka typów. Ja najbardziej nie rozumiem tych, którzy grają w FPS-y, ekscytują się kolejnymi idealnie odwzorowanymi grami wojennymi i w grach szukają realizmu. Oszukanego oczywiście – większość z nich nie ma nic przeciw respawnowi z autosave’a – ale realizmu. Wydarzeń udających prawdziwe.

Wiem, że istnieją kobiety – gracze grające jak mężczyźni, a mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że gros kobiet ujmowanych w statystykach to graczki profilem zbliżone do mnie

Większość kobiet gra w proste gierki, puzzle i arcade’y, a jeśli dorwie się do realistycznej gry, znajdzie w niej coś, co faceta zwykle nie interesuje.

Na przykład kobieta zamiast przechodzić fabułę weźmie na cel zebranie wszystkich bonusów, choć to nie posuwa akcji do przodu. Po prostu grzebanie po wszystkich kątach jest ciekawsze od zabijania i już. Mężczyzno, nie próbuj zrozumieć.

W strategii kobieta często będzie odpuszczać gdy zaczną się duże bitwy. Sam proces rozbudowy wioski, zarządzania zasobami, zbierania i planowania zaangażuje ją na maksa, ale bitwy toczące się w jakimś szalonym tempie, w chaosie i pyle juz nie.

Maciek Gajewski na przykład śmieje się z tego, jak gram w GTA V. A gram podobnie, jak grałam w jedynkę, trójkę i Vice City. Misje mogłyby dla mnie nie istnieć – przejdę jedną raz na jakiś czas głównie z nudów. Za to eksploracja wszystkich zakątków, jeżdżenie taksówką czy karetką, latanie helikopterem, przeskakiwanie na motocyklu różne przeszkody czy w końcu moje ulubione robienie jak największych rozwałek i barykadowanie się przed policją może wciągnąć mnie na długie godziny.

Akurat w tej kwestii jestem podobna do innych kobiet. Z zasady nasze mózgi działają nieco inaczej, nieco inne rzeczy też nas angażują. Nie wszystkie, ale znaczącą część.

Gdy facet mówi mi, że gra i gra dużo, a konsola jest jednym z jego najlepszych przyjaciół, łapię się na tym, że zaczynam patrzeć na niego inaczej. Bo mam 24 lata i w głowie zakorzenione mity o graniu, które przyswajałam z telewizji i środowiska. Są to mniej więcej takie rzeczy:

  • granie jest oznaką niedojrzałości. Grają tylko dzieciaki, a dorośli, którzy lubią się z graniem mają skłonność do bycia niedojrzałym, czyli de facto mężczyzna taki nie nadaje się do związku;
  • granie to ucieczka od problemów;
  • granie uzależnia;
  • granie powoduje problemy;
  • gracze to samotnicy;
  • gracze mają problemy w społeczeństwie;
  • gracze są niemęscy – zamiast działać w realnym świecie, działają w wirtualnym;

I tak dalej i dalej, przez otyłość i bladość nawet po skłonność do agresywnych zachowań

Oczywiście to nieprawda. Wiadomo to nie tylko z doświadczenia, ale także z dziesiątek badań nad środowiskiem graczy.

Znajomi gracze, których pytałam o to, czy ich partnerki mają pretensje o ich pasję do grania odpowiadali różnie – część z kobiet też czasem lubi sobie w coś zagrać, część gra z nimi, ale jednak zdecydowana większość nie ma nic przeciwko, choć chyba nie rozumie. Zresztą podobny obraz wyłania się z odpowiedzi znajomych kobiet, które zapytałam o ich stosunek to grania i graczy.

gry linux

Najlepiej obrazujący te status quo komentarz brzmiał mniej więcej “ja mam swoje rozrywki, on swoje, musimy umieć spędzać czas ze sobą i tyle”.

Wydaje się, że kobiety z młodszego pokolenia są bardziej skłonne akceptować pasje swoich mężczyzn, a nawet traktują ją jako codzienność, nieodłączną część mężczyzny.

Jednak często jej nie rozumieją. Wynika to prawdopodobnie z tego, że my, kobiety, często nie jesteśmy w stanie zrozumieć co atrakcyjnego mają w sobie stworzone światy, symulacje wojny i strzelanki. Różnica w wychowaniu, w podejściu do rozrywki i różnice wynikające z płci połączone z wciąż rezonującymi stereotypami wydają się czasem nie do przeskoczenia.

Drodzy panowie – my, kobiety uczymy się akceptować Wasz zapał do grania, do wydawania pieniędzy na nowości i sprzęty, jednak jeśli macie kobiety, które nie grają, spróbujcie czasem pokazać im w graniu coś, co może je zainteresować. Być może podziała.

Zdjęcia Young man playing a game at homeportrait of a young man playing video games on gray oraz Young couple playing video games in their apartment pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji