Czy cudzy sukces da się przekuć we własne zwycięstwo? Wielu próbuje

Artykuł/Technologie 15.02.2014
Czy cudzy sukces da się przekuć we własne zwycięstwo? Wielu próbuje

Czy cudzy sukces da się przekuć we własne zwycięstwo? Wielu próbuje

Jeśli coś przyjmie się na rynku i zostanie na nim choć nieco dłużej, niesamowicie trudno jest nowym graczom zaistnieć na nim w jakikolwiek sposób. Przez lata na komputerach dominował Windows, teraz na urządzeniach mobilnych trudno szukać realnego zagrożenia dla Androida. Czy jest jakaś recepta na sukces w takich warunkach? Można próbować… wspinać się po cudzych plecach.

Gdy rynek smartfonów jeszcze raczkował, a iOS i Android dopiero budowały dzisiejszą potęgę swoich sklepów, wydawało się, że każdy może spokojnie iść własną drogą. Android miał tylko swoje aplikacje, iOS tylko swoje, Symbian czy BlackBerry także nie dzieliły się ze sobą swoimi zasobami, z wyjątkiem prostych aplikacji w Javie, w wersji zgodnej z obydwoma platformami. W końcu jednak dwaj liderzy uciekli na dobre reszcie stawki i pojawił się problem – jak ich dogonić, jeśli – nawet mając najlepszą pod wieloma względami platformę – dopiero się zaczyna. amazon-kindle-fire-hdx Pod względem obecności na rynku w ujęciu sprzętowym, również nie jest różowo – klienci przyzwyczajają się, zwłaszcza w przypadku popularnych, mocno promowanych czy po prostu dobrych urządzeń, do konkretnej marki lub nawet egzemplarza, i nie spieszy im się ze zmianą. Cykl wymiany smartfony, choć krótszy niż w przypadku klasycznych komórek, jest i tak na tyle długi, że w czasie jego trwania nowy gracz może zadebiutować, trochę się rozwinąć i całkowicie upaść, jednocześnie znikając z rynku. Podobny problem występuje także w wielu innych segmentach elektroniki użytkowej. Klienci w wyniku wieloletniej dominacji Windowsa, niechętnie decydują się nawet na spróbowanie konkurencyjnych platform w obawie przed utratą dostępu do ulubionych lub najbardziej potrzebnych aplikacji i gier.

Jak więc poradzić sobie w takich czasach, często nie mając wystarczających środków (lub też nie chcąc ich poświęcać) na gigantyczną, długotrwałą kampanię promocyjną oraz nierówną walkę z dojrzałą konkurencją? Cóż, można wykorzystać cudzy sukces i starać się zamienić go w swój własny.

Aplikacje? Tylko w ostatnich miesiącach takich przykładów wiedzieliśmy aż nadto. Najpierw na wsparcie aplikacji z Androida – z wydania na wydanie systemu coraz większe – zdecydowało się BlackBerry w BlackBerry 10. Problem braku aplikacji został magicznie rozwiązany, natomiast problem przeciętnego zainteresowania programistów tworzeniem natywnych aplikacji – pogłębiony. Taką samą drogę obrała również mniejsza firma – Jolla, zezwalając na instalację oprogramowania dla Zielonego Robota. Obsługi oprogramowania z systemu Google możemy też spodziewać się w pewnym stopniu m.in. w Tizenie, a do grona korzystających z niego nie do końca tak, jak wymyśliła to sobie firma z Mountain View, zaliczają się również Amazon oraz właściwie wszyscy ci, którzy dogłębnie modyfikują Andorida, dostosowując go wyłącznie do swoich potrzeb.

Kolejka do tego, co udało się zbudować w znaczącej większości Google lub dzięki Google, jest więc spora i będzie się z biegiem czasu tylko powiększać.

Czy do tego grona dołączy Microsoft, czy ostatnie doniesienia okażą się jedynie niepotwierdzonymi plotkami – trudno powiedzieć, ale trudno też dziwić się temu, że Google stara się na wszystkie możliwe sposoby przed tym bronić.

Find-Best-Custom-ROMs-for-Your-Android.jpg Można wręcz powiedzieć, że wymarzonym przez wielu, międzyplatformowym, niemal całkowicie uniwersalnym językiem programowania stał się… Android. Oczywiście nie jest to język programowania zgodny z oficjalną definicją, ale biorąc pod uwagę efekty, czy nie doczekaliśmy się właśnie czegoś takiego?

Motyw pasożytniczy, choć w nieco innym ujęciu, widać też przy okazji prób premiery nowych systemów, bez wydawania własnych urządzeń – czy to z braku odpowiednich funduszy czy to z powodu mocnego ich ograniczenia.

Po raz kolejny pojawia się przykład Jolli i Sailfish OS – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, możemy już przetestować go na Nexusie 7 oraz Nexusie 4, które mają jednak stosunkowo niewielki udział w rynku. Już wkrótce natomiast powinniśmy być w stanie zainstalować ten system na smartfonach z Androidem od Samsunga, które – biorąc pod uwagę roczną wielkość sprzedaży i dominację firmy w segmencie mobilnym – znajdują się w rękach o wiele większej liczby użytkowników. Dodając do tego stosunkowo wysoką wycenę telefonów Jolla, istnieją bardzo duże szanse, że gwałtownie zwiększy to udział Sailfish OS na rynku (choć raczej nie do szczególnie widocznych wartości). jolla smartfon Tak samo postanowił poradzić sobie Canonical po porażce projektu Ubuntu Edge. Własnego telefonu nie będą mieć jeszcze długo albo nawet nigdy, a i nie wiadomo, kiedy pojawią się ewentualne pierwsze urządzenia od partnerów. Po raz kolejny, system ten można zainstalować na wybranych urządzeniach z serii Nexus. O hardware Canonical nie musi się martwić – zrobili to za niego inni. On ma zadbać tylko o zgodność sterowników. Na rynku komputerów przenikanie się systemów operacyjnych jeśli chodzi o aplikacje, nie jest niczym nowym. Użytkownicy Linuksa zapewne dobrze znają się z oprogramowaniem Wine i innymi podobnymi emulatorami.

Teraz jednak takie rozwiązanie zaczyna trafiać do urządzeń i systemów głównego nurtu. Z jednej strony mamy dwa osobne podejścia producentów komputerów z Windowsem – zapewnienie możliwości błyskawicznego przełączania się pomiędzy system Microsoftu a Androida lub też, za pomocą np. BlueStacks, uruchamianie programów z Androida bezpośrednio wewnątrz systemu operacyjnego. Z pewnymi nawykami i przyzwyczajeniami do aplikacji, w tym przypadku często pochodzących z platform mobilnych, z których korzystamy w niektórych przypadkach częściej niż z ich odpowiedników na PC, najwyraźniej trudno jest walczyć. chromebook-toshiba (10) Do podobnego wniosku doszło też Google. Chrome OS przyciągał do siebie wprawdzie kilkoma elementami, ale jednocześnie odstraszał – szczególnie klientów biznesowych – zakorzenioną przez lata potrzebą korzystania z niezbędnych aplikacji dla Windowsa. I choć już wcześniej było to w pewnym sensie możliwe, teraz dzięki partnerstwu z VMWare, jest to rozwiązanie w pełni oficjalne. Nie do końca idealne, bo zwykłemu użytkownikowi nie przyda się na zbyt wiele, ale jednak widać, że te „dziury” trzeba załatać i to właśnie w taki, a nie inny sposób. Google, Jolla, BlackBerry, Canonical czy Amazon – właściwie żadna z tych firm nie jest nowicjuszem i każda z nich ma spore doświadczenie oraz całkiem pokaźne środki.

Żadna z nich nie może jednak zwlekać z premierami czy próbami popularyzacji swoich produktów, a i rynek pokazał, że budowanie wszystkiego od podstaw nie ma obecnie większych szans na powodzenie.

Co jeszcze je łączy? Na razie żadna z nich, w dziedzinie w której opiera się na cudzym dorobku, nie osiągnęła większego sukcesu. Chromebooki, choć sprzedają się dobrze, nie są ogromnym hitem, Jolla pozostaje i może na zawsze pozostanie niezwykle niszowa, BlackBerry boryka się z dziesiątkami problemów, a na system Canonicala czekają jedynie najbardziej zagorzali fani. Zwycięstwo odniósł jedynie Amazon, ale i jemu nie zależy na faktycznym podbiciu rynku, a na maksymalnym zwiększeniu zysków ze sprzedaży treści. Sony-Xperia-L-smartfon-telefon-telefonsony-android-exmor-aparat-walkman-plus-orange-tmobile-play_07 Na sam koniec zostaje jeszcze pytanie – czy takie działania mają na dłuższą metę jakikolwiek sens? Już wkrótce prawie każdy system oprócz iOS i (na razie) Windows Phone będzie w dużej mierze korzystał z zasobów oprogramowania jedynego systemu i mówimy tutaj o przytłaczającej większości w ujęciu całego rynku. Kto będzie wtedy chętny do jakiejkolwiek rewolucji?

Dołącz do dyskusji