Spotify otwiera sklep, na którym nie zarobi ani grosza

Felieton/Technologie 20.01.2014
Spotify otwiera sklep, na którym nie zarobi ani grosza

Spotify otwiera sklep, na którym nie zarobi ani grosza

Artyści w przeciwieństwie do użytkowników podchodzą do streamingu muzyki dość chłodno. Jeśli zespół nie jest twórcą jednego z tych kilkudziesięciu najbardziej hitowych przebojów znanych na całym świecie, to nie ma co liczyć na naprawdę godne zarobki. Szwedzka firma będąca prekursorem tego rynku chce zatrzymać odpływ wykonawców z katalogu.

Jednym ze sposobów ma być możliwość prowadzenia przez artystów sprzedaży koszulek i innych gadżetów z logo zespołu bezpośrednio przez aplikację Spotify. Twórcy usługi, co może być zaskoczeniem, nie będą pobierać ani grosza od transakcji, ale to wcale nie jest taki zły pomysł.

Spotify nie jest młodą usługą, ale pod jednym względem przypomina wszystkie dopiero co powstałe i odnoszące sukcesy startupy: zespół rozwijający serwis ma świetny pomysł, nowoczesną aplikację i olbrzymią bazę użytkowników, ale ekipie brakuje jeszcze sprawdzonych i działających długookresowo sposobów monetyzacji. Liczba użytkowników wersji premium nadal jest zbyt mała, ceny abonamentów za niskie, a artyści narzekają na… zbyt małe pieniądze, które im obecność w bazie Spotify przynosi. Nie dziwne więc, że Spotify nie mając więcej gotówki pod ręką dla artystów, chce ich namówić do zarabiania w inny, niźli na samej muzyce, do której darmowości internauci przyzwyczajali się przez lata – i to najlepiej we własnym zakresie.

Muzyka, gadżety i koszulki

spotify-no-more-limits

Cały program służący artystom do zarabiania na sprzedaży różnych przedmiotów związanych z zespołem bezpośrednio fanom nie jest całkowitą nowością. W ramach pilotażowej edycji “Get your merchandise on Spotify” brało udział 200 artystów. Testy na żywym organizmie najwyraźniej zakończyły się powodzeniem, ponieważ platforma sprzedażowa została otwarta dla wszystkich zainteresowanych z USA, Wielkiej Brytanii i kilku innych krajów pierwszego świata, a niedługo ma rozszerzyć się też na inne państwa. Twórcy serwisu utrzymują też, że ta idea został bardzo ciepło przyjęty przez samych użytkowników, a ponieważ uważam to za świetny pomysł, jestem w stanie im uwierzyć na słowo.

Projekt ruszył pełną parą i została uruchomiona specjalna strona przeznaczona dla przedstawicieli zespołów. Mogą oni zapoznać się na niej ze szczegółami oferty, która opiera się na powiązaniu konta artysty z kontem utworzonym w ramach Topspin ArtistLink. Bardzo zaskakującym punktem dotyczącym współpracy Spotify i Topspin z muzykami jest zapis, wedle którego twórcy serwisu nie planują brać nawet symbolicznego procenta od sprzedaży, jaką wygeneruje aktywność użytkowników z ich własnej aplikacji. Czy to dobry pomysł, czy może oddawanie słusznie należących się twórcom serwisu pieniędzy?

Czy to już szaleństwo, czy może jeszcze pragmatyzm?

Słysząc o tym, że Spotify umożliwi za darmo reklamowanie się każdemu chętnemu zespołowi, gotów byłem pomyśleć, że pracownicy serwisu albo śpią na pieniądzach (a z tego wiemy, to jest to po prostu wielce nieprawdopodobne), albo mają prawdziwy problem z wykonawcami, którzy wycofują swoją ofertę z katalogu (a to, jak wiemy, się zdarza). Sam spotkałem się kilkukrotnie z sytuacją, gdy utwory z moich playlist stawały się z dnia na dzień niedostępne. Im więcej takich znikających piosenek, tym większa szansa, że klient ucieknie do konkurencji lub… wróci pirackich MP3.

Spotify nie może sobie na to pozwolić, a strata każdego popularnego zespołu jest bolesna. A ponieważ firma nie generuje miliardów dolarów zysku miesięcznie, to najprostszy argument – ten czysto finansowy – jest dla twórców usługi nieosiągalny. Domyślam się, że stąd się wziął pomysł na podanie pod nos wykonawcom innej marchewki. Taką jest z pewnością platforma do promocji i zarabiania pieniędzy samodzielnie, a Spotify się tutaj zdecydowanie wyróżnia. Taki Google i Apple pożerają 30 procent od każdej transakcji dokonywanej w ich mobilnym sklepie, podczas gdy Spotify nie zobaczy nawet centa od hipotetycznych milionowych obrotów w ramach ich własnego ekosystemu.

Spotify po prostu nie jest zachłanne

spotify smartfon

Głównym kapitałem dla Spotify jest grupa oddanych i często płacących niemałe kwoty miesięcznie użytkowników. To dlatego firma stara się rozwijać bezpłatną ofertę w celu pozyskania nowych duszyczek, co przynajmniej w teorii pozwolą na konwersję zwykłego użytkownika na subskrybenta. To znacznie bardziej istotne dla rozwoju firmy w perspektywie kilku lat, niźli kilka centów zyskanych dziś na każdej sprzedanej koszulce lub płycie winylowej.

Platforma, która pozwoli artystom zarabiać nie tylko na samym odsłuchaniu ich utworów, ale też na samych fanach – którzy do tej pory od święta kupili koszulkę zespołu lub płytę na Allegro – to dobry wabik, tak jak gwarancja 100% zysków. Ciekaw też jestem, co jeszcze szwedzki startup ma w zanadrzu. W zeszłym roku mówiło się sporo o wejściu na rynek seriali, gdzie Spotify miałby stać się konkurencją dla Netfliksa, ale jak na razie wygląda to tylko na plotki.

Mam też nadzieję, że jakiś nowości doczekają się też w końcu użytkownicy premium, bo jak na razie zostali nimi obdarowani zarówno niedzielni słuchacze, jak i artyści – czyli dwie grupy, które w przeciwieństwie do subskrybentów generują dla Spotify dzisiaj nie zysk, a stratę.

Dołącz do dyskusji

Advertisement