Rozwój technologii nie zawsze idzie w dobrym kierunku. Widzę, a dokładniej słyszę to na swoim przykładzie

Felieton/Technologie 17.01.2014
Rozwój technologii nie zawsze idzie w dobrym kierunku. Widzę, a dokładniej słyszę to na swoim przykładzie

Rozwój technologii nie zawsze idzie w dobrym kierunku. Widzę, a dokładniej słyszę to na swoim przykładzie

Kupiłem ostatnio cyfrową kopię pierwszej części Assassin’s Creed. Zaraz po instalacji przypomniałem sobie, dlaczego kilka lat temu odpuściłem ten tytuł i nie stałem się fanem serii. Rzecz w tym, że kultowa gra od Ubisoftu nie ma… napisów. A to, jak się okazuje, może być naprawdę dużym problemem. Sama seria zbiera świetne recenzje, ale nie jest mi dane cieszyć się w pełni pierwszą odsłoną.

Pierwszy Assassin’s Creed, przez wspomniany brak transkrypcji głosów postaci, jest dla mnie drogą przez mękę. Nie da się rozgrywki w końcu zatrzymać i przewinąć, a czuję przez skórę, że ucieka mi sprzed nosa wiele smaczków fabularnych. Nie chodzi mi tutaj nawet o tłumaczenie linijek dialogowych na język polski, bo z językiem angielskim problemów nie mam. Rzecz w tym, że engine gry napisów po prostu nie przewiduje.

Wybrakowany Assassin’s Creed

Ot, twórcy uznali, że to zbędny luksus i wypuścił grę bez tego udogodnienia. Zapomnieli niestety o tym, że wśród ich odbiorców mogą się znaleźć również osoby, które mają problemy ze słuchem, ale nawet po wyrażeniu przez graczy dużej dezaprobaty, nie udostępnili nigdy wprowadzającego napisy patcha. Trochę też zawiodłem się na społeczności modderów, bo do dziś nie pojawiła się żadna nieoficjalna modyfikacja dodając napisy.

Cóż poradzić, pewnie stworzenie takiej było po prostu niemożliwe lub w najlepszym wypadku niemożebnie trudne – bo z pewnością na brak zainteresowania taka łatka by nie narzekała. Niemniej jednak grając ratuję się za to otwartym dokumentem z transkrypcją wszystkich dialogów. Na szczęście przynajmniej pierwszy Asasyn jest grą do bólu liniową, więc jakoś sobie daję radę.

Historia starożytna?

Assassin's Creed

Pierwszy Assassin’s Creed został wydany naprawdę dawno temu, więc mógłbym już odpuścić sobie żal do Ubisoftu – w końcu kolejne części już nie mają tego problemu, za co twórcom chwała – ale chociaż minęło już ładnych kilka lat od premiery, to gra nie została przeniesiona do kategorii freeware lub abandonware. Nie jest udostępniana wszystkim chętnym za darmo i nadal jest sprzedawana. Cena w promocji to raptem kilkanaście złotych, to twórcy za każdą kolejną cyfrową kopię inkasują skrzętnie dolary.

Nie powiem, byłem dość mocno zaskoczony brakiem stosownego checkboksa w opcjach, bo pisane dialogi w w grach uznaję za pewnik. Z początku myślałem, że problem braku napisów leży tam, gdzie najczęściej można go znaleźć w przypadku komputerów i oprogramowania – po stronie użytkownika. Zacząłem szukać w Sieci informacji jak te napisy włączyć, ale po przebrnięciu przez kilka for dyskusyjnych zwyczajnie się poddałem.

Napisów jak nie było, tak nie będzie

Czemu? Twórcy gry nie przewidzieli takiej możliwości, co było mętnie tłumaczone “zbyt dużą ilością głosów w tle”. Niezbyt mnie to przekonuje, a raczej wygląda na to, że na etapie projektowania gry uznano taki ważny “dodatek” za zbędny. A dlaczego tak ważny spytacie? Ważny dlatego, że napisy są niezbędne wielu graczom. Grupa zainteresowanych będzie zresztą z każdym rokiem rosła. Znalazłem w Sieci mnóstwo wpisów, gdzie użytkownicy w jeszcze gorszej sytuacji od mojej narzekali na to, jak zostali potraktowani przez twórców.

Sam mam słuch słaby i bez napisów nie mogę do końca cieszyć się rozgrywką, ale co mają powiedzieć osoby całkowicie głuche? Śmiesznie zresztą czytało się rozmowy na forach wsparcia technicznego, gdy inni nadgorliwi gracze bez czytania całej treści posta radzili “zmniejszyć głośność muzyki względem dialogów”. Osoby niesłyszące odpisywały, że “nie pomaga domyśl się, dlaczego” i wtedy dopiero padały przeprosiny za gafę. Do sytuacji się uśmiecham i żalu nie mam, bo wiem że dla “normalnych” ludzi taki problem jest dość abstrakcyjny.

A będzie tylko gorzej

218871_pcw_a

Boom na walkmany i discmany, na odtwarzacze MP3 i iPoda, aż wreszcie na smartfony nie pod każdym względem był pozytywnym zjawiskiem. Sam jestem przykładem tego, że nadmierne korzystanie w młodości ze zbyt głośno nadających prosto do ucha pchełek odbija się później bardzo nieprzyjemną czkawką. A zgodzicie się pewnie ze mną, że osób niesłyszących lub słyszących słabo w nadchodzących latach będzie tylko coraz więcej. Problem w tym, że jak surfuje po Sieci, to przyszłość nie maluje się różowo.

Większość multimediów, jak nie wszystkie gry i filmy na DVD, ma dziś napisy, ale nie każdy anglojęzyczny serwis VOD ma je w swojej ofercie. Na YouTube też znaleźć filmik z profesjonalną ścieżką dialogową to prawdziwa sztuka, a funkcja w postaci napisów generowanych automatycznie działa po prostu bardzo, bardzo słabo. Czy to teledysk, fanfilm lub nagranie upamiętniające jakieś wydarzenie, czy też zwykły klip stający się później internetowym memem – za każdym razem nakładam słuchawki lub rozkręcam głośniki na tyle, że zaraz któryś z domowników zwraca mi uwagę.

Głos zamiast dotyku

A mowa i słuch będą odgrywać coraz większą rolę w przypadku urządzeń mobilnych. W końcu mamy coraz więcej wirtualnych asystentów, z którymi komunikujemy się głosowo, a też prosto do ucha z pominięciem ekranu odbieramy od nich informacje. Wreszcie mamy nową kategorię smartwatchy, przez które można rozmawiać oraz okularów Google’a, które oprócz wyjścia na słuchawki mogą przekazywać dźwięk za pomocą przewodnictwa kostnego – co działa nieźle, ale dla mnie jest już nieco zbyt ciche.

Patrząc ze swojej perspektywy żywię nadzieję, że obsługa urządzeń za pomocą głosu nie stanie się dominującą formą interakcji z urządzeniami komputerowymi. Niech to będzie dodatek, bo w wielu sytuacjach taka Siri może ułatwić życie, ale mam nadzieję, że obsługiwane za pomocą mowy Google Now nie zastąpi w następnej aktualizacji klasycznego pulpitu. Nie można tego jednak całkowicie wykluczyć.

Oby tylko aparaty słuchowe zaczęły rozwijać się tak samo dynamicznie, jak smartfony i tablety.

PS. Ja naprawdę wiem, że Assassin’s Creed to stara gra, ale Ubisoftowi i tak należy się jeszcze jedna nagana, ponieważ tytuł dalej jest w sprzedaży. Ze względu na użycie systemu zabezpieczeń Tages podczas gry trzeba odłączyć od komputera kabel Ethernet lub rozłączyć Wi-Fi, bo inaczej gra ma niemiłosierne lagi podczas prób połączenia z niedziałającym serwerem sprawdzającym legalność kopii gry…

Zdjęcie closeup of soundbar speaker pochodzi z Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement