Popieram nieautoryzowane kopiowanie, ponieważ chcę płacić

Artykuł/Blog Forum 30.01.2014
Popieram nieautoryzowane kopiowanie, ponieważ chcę płacić

Popieram nieautoryzowane kopiowanie, ponieważ chcę płacić

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Popieram nieautoryzowane kopiowanie, ponieważ chcę płacić za treści cyfrowe, na zasadach bliższych realiom XXI wieku.

Wyobraźmy sobie świat, w którym możemy zrobić kopię dowolnego produktu spożywczego, np. chleba, kapusty czy hamburgera z Maca, przy zerowym koszcie. Ekonomia oraz stare metody dystrybucji musiałyby dostosować się do nowych warunków. Namiastkę takiej rzeczywistości widzimy w dzisiejszym internecie. Powielanie treści cyfrowych praktycznie nic nie kosztuje, a jednak mamy udawać, że nic się nie zmieniło.

Fakty

W 2013 roku Hollywood zarobiło rekordową sumę 10,9 miliarda dolarów w samej Ameryce Północnej. Trochę trudno w to uwierzyć, ale według statystyk MPAA (Motion Picture Association of America), największej organizacji walczącej z nieautoryzowanym kopiowaniem, rynek filmowy ciągle rośnie. Co ciekawe, sektor ten okazał się zupełnie niewrażliwy na niedawny kryzys.

1

Pomimo kompletnego braku szacunku ze strony internautów dla praw autorskich, świat wydaje na rozrywkę coraz więcej. Również tak zwane państwa BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) chętnie otwierają portfele. I nic nie zapowiada odwrócenia tego trendu.

2

Osobistości

Na poniższych zdjęciach przedstawione zostały dwie osoby. Jednej z nich internauci chętnie płacą za dostęp do treści cyfrowych. Druga słynie z przepychanek sądowych oraz pobierania opłat od zakładów fryzjerskich, dentystów i warsztatów naprawczych.

3

4

Dlaczego wolimy przekazać pieniądze szemranym osobom pokroju Kima Dotcom (założyciel MegaUpload), a nie szefowi ZAiKS Januszowi Foglerowi? Ponieważ chętnie płacimy za rozwiązywanie problemów, a nie ich tworzenie.

Obecny system licencjonowania treści jest fatalny. Świetnie pokazał to Clay Shirky na przykładzie małej firmy z jego sąsiedztwa. Piekarnia kupiła maszynę drukującą na płatach cukru. Dzieciaki mogły przynieść swoje rysunki i otrzymać bardzo ładny wierzch na tort urodzinowy. Jedną z rzeczy jaką maluchy chciały najczęściej zobaczyć, były postacie z kreskówek. Niestety ich drukowanie jest naruszeniem prawa autorskiego, więc piekarnia musiała zlikwidować usługę.

Jak Wam się wydaje, powinniśmy skupić się na pełniejszym egzekwowaniu istniejących przepisów? Czy też, jak zasugerował William Patry, zastanowić się “jak otrzymać wynagrodzenie za własną twórczość, a nie jak powstrzymać innych przed jej używaniem?”

Małe i średnie przedsiębiorstwa nie zatrudnią stada prawników, aby negocjować umowy z wieloma podmiotami równolegle. Nawet Megaupload, pomimo chęci płacenia artystom, został odprawiony z kwitkiem przez wytwórnie. Rozwój nowych technologii zależy od reformy całego systemu.

Modele biznesowe

Najprościej rzecz ujmując, płacimy firmom właśnie za rozwiązywanie problemów. W momencie gdy dystrybucja treści cyfrowych w internecie nie jest już przeszkodą, pojawiły się nowe trudności. Dziś chcemy dzielić się naszymi gustami ze znajomymi, wygodnie odtwarzać wszystkie media na każdym posiadanym urządzeniu i zapomnieć o uciążliwym przegrywaniu plików.

Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszło wiele firm, między innymi Netflix i Spotify. Ta druga, jak powiedział jej założyciel podczas festiwalu SXSW 2013, tylko w zeszłym roku przekazała wytwórniom muzycznym 500 mln dolarów. Serwis jest jeszcze stosunkowo mały, z 24 milionów zarejestrowanych użytkowników regularnie płaci ok. 6 mln. Biorąc pod uwagę szacunkowe dane, jest to raptem dwie i pół Warszawy.

Największy sukces Spotify odniosło w kraju będącym kolebką The Pirate Bay. Przemysł nagrań muzycznych w Szwecji, według oficjalnych statystyk IFPI, czerpie 75% dochodów ze sprzedaży cyfrowej, z czego 94% należą do serwisów streamingowych (czyt. Spotify).

To znaczy, że 70% dochodów całej branży jest zasługą jednej firmy, która jak się okazuje wynagradza artystów (lub raczej posiadaczy praw autorskich). 70% to również część wpływów jakie Spotify przekazuje wspomnianym instytucjom. Wzrost szwedzkiego rynku muzycznego o 14% w roku 2011 i 12% w 2012 przestaje zatem dziwić, chociaż kraj ten dalej jest światowym centrum „piractwa.”

Netflix natomiast w 2012 roku osiągnął obroty 3,61 miliarda dolarów. Wypuścił też szereg wysokobudżetowych seriali: House of Cards, Orange Is the New Black oraz Arrested Development. Udało im się to, ponieważ rozwiązują istniejące problemy użytkowników. Dostęp do treści cyfrowych jest praktycznie darmowy, ale wciąż mało komfortowy. I właśnie za ten komfort, zupełnie realny w XXI wieku, chcemy płacić.

Nieautoryzowane kopiowanie

Niedawno Pan Hubert Taler pisał na łamach SpidersWeb o kasetach VHS. Warto przypomnieć, że Hollywood od początku nienawidziło tej technologii. Przez pierwszych kilka lat w obiegu znajdowały się jedynie nielegalne treści. Wstrętni „piraci” tworzyli nieautoryzowane kopie filmów wyświetlanych w telewizji i przewijali reklamy.

Wytwórnie i wydawcy uznały sam fakt nagrywania programów, przez prywatne osoby na własny użytek, za działanie niezgodne z prawem. Aby ukrócić proceder, pozwano w 1976 roku firmę Sony do sądu. Japońska spółka, oferująca konkurencyjny dla VHS format Betamax, wydawała się łatwiejszym celem.

5

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w sprawie Sony Corp. of America v. Universal City Studios, Inc. uznał stosunkiem głosów 5-4, że magnetowidy oraz proces nagrywania są zupełnie legalne. Firma Sony nie była też winna nakłaniania do naruszenia praw autorskich.

Wyrok ogłoszono w 1984, a rok później przychody ze sprzedaży kaset i biletów kinowych (box office) zrównały się. Gdy tylko Hollywood zaczęło oferować legalne treści, VHS okazał się nieprawdopodobnie dochodowym biznesem.

Kolejnym przykładem nienawiści sektora rozrywkowego do technologii jest serwis MP3.com. Wchodząc na giełdę w 1999 roku, zebrał kwotę 370 mln dolarów. Był to największy debiut tamtych czasów.

Rok później uruchomiono usługę My.MP3.com. Korzystający z niej użytkownicy mogli przesłać w chmurę firmy swoje kolekcje muzyczne i słuchać ich przez sieć. Stworzono też program partnerski ze sklepami oferującymi płyty CD. Kupione u nich nagrania automatycznie pojawiały się na naszym koncie.

Wytwórnie i wydawcy uznali proces za nielegalny. Oskarżono MP3.com o wykonanie 45,000 nieautoryzowanych kopii albumów. Podpisana ugoda sądowa, opiewająca na kwotę 53,4 milionów dolarów, oraz pęknięcie bańki internetowej posłały firmę na dno. Tak zatrzymano pierwsze próby stworzenia usług w chmurze.

Trendy

Jeszcze raz wyobraźmy sobie świat, w którym możemy zrobić kopię dowolnego produktu spożywczego przy zerowym koszcie. Na pewno kilka korporacji starałoby się powstrzymać wstrętnych piratów z pełnymi brzuchami. Dla dobra ludzkości oczywiście, na przykład w imię walki z otyłością.

W tej chwili portale podobne do Kinomaniaka, o których Mateusz Nowak pisał niedawno kilka razy, nie mają szans na uzyskanie praw do dystrybucji treści cyfrowych. Wspomniana wcześniej piekarnia również znajduje się na straconej pozycji.

6

Jednak to co dziś wydaje się poważnym zagrożeniem dla środowisk twórczych, zazwyczaj po kilku latach staje się fantastycznym dla nich biznesem. Wytwórnie nie mogąc powstrzymać internautów od używania wygodnych technologii, wychodzą w końcu naprzeciw ich oczekiwaniom.

Moim zdaniem nieautoryzowane kopiowanie jest jedną z najważniejszych, pozytywnych, sił na rynku. Koncerny muzyczne i filmowe nie powinny decydować o naszych sposobach konsumpcji mediów, ponieważ mają zbyt długą historię walki ze wszelkimi nowinkami. Gdyby RIAA zwyciężyła w jeszcze innej sprawie, Recording Industry Ass’n of America v. Diamond Multimedia Systems, iPody i pozostałe odtwarzacze mp3 byłyby nielegalne.

Dopóki nie powstanie ogólnoeuropejski mechanizm zarządzania licencjami, będziemy musieli wybierać pomiędzy rozwiązaniami z zeszłego wieku lub innowacyjną szarą strefą.

Spotify i Netflix są tylko kroplą w morzu potrzeb użytkowników sieci. W momencie, gdy zostaliśmy przeładowani treściami, pojawiły się nowe wyzwania. I jak widać na przykładzie tych firm, rozwiązywanie współczesnych problemów przynosi niezłe dochody.

Zamiast udawać, że rewolucja internetowa nic nie zmieniła, powinniśmy skorzystać z jej dobrodziejstw. Nie wrócimy do czasów analogowych bez pomocy konfliktu nuklearnego. Skoro na to się nie zanosi, może warto odwrócić się wreszcie plecami do przeszłości i spojrzeć przed siebie.

PS Osobiście nie mam nic przeciwko Panu Foglerowi, nie miałem przyjemności poznać. Podając ten przykład chciałem jedynie podkreślić, że ludzie często chcą płacić, gdy widzą w tym sens. Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.

Powyższy artykuł składa się na pewną serię, pozostałe części dostępne są pod adresami:
1. Nowe Medium, a Stare Prawa Autorskie
2. Słów kilka o internetowej ekonomii, zerze i nieskończoności

Obrazek tytułowy pochodzi z filmu Piraci z Karaibów.
Pozostałe obrazki pochodzą ze stron 1, 2, 3, 4, 5 (CC BY ND oodaloop.)
Tekst na licencji Creative Commons Zero CC0 (Żadne Prawa Zastrzeżone.)
Zdjęcie Pirate Grunge  pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji