O Androidzie i uzależnieniu od nowości słów kilka

Artykuł/Blog Forum 21.01.2014
O Androidzie i uzależnieniu od nowości słów kilka

O Androidzie i uzależnieniu od nowości słów kilka

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Ta historia zaczyna się parę miesięcy temu, kiedy znudzony WP i moją Lumią postanowiłem zakupić telefon, o którym myślałem już blisko rok wcześniej – Nexusa 4. Pech (szczęście?) Chciał, że zbiegło się to niemal idealnie z premierą Nexusa 5, a tym samym – KitKata.

Po poprzednich premierach oczekiwano, że nowy system nie tylko trafi niemal natychmiastowo na pozostałe Nexusy, ale że również będzie oferował dokładnie te same funkcje, interfejs i „user experience” jak na najnowszym dziecku Google’a.

Tak się jednak nie stało. Google postanowił nie udzielać zbyt szczegółowych danych, co do ETA aktualizacji („in coming weeks”) a do tego, na bodaj TheVerge, (które jeśli dobrze pamiętam zostało nieco zakrzyczane w pierwszej chwili) ukazał się artykuł sugerujący, że nie wszystkie (mój Boże, nie będę miał przezroczystych pasków statusu/nawigacji?!) funkcje dostępne w N5 pojawią się na pozostałych Nexusach.

Ok, zostawmy tutaj politykę Google’a i fragmentacje systemu na boku, bo nie w tym rzecz. Wszystko to, co wymieniłem powyżej skłoniło mnie, by pierwszy raz w historii posiadania urządzenia z Androidem (a trochę ich miałem, zarówno telefonów jak i tabletów) zacząć bawić się bootloaderem, rootem i ogólnie zainstalowanym na telefonie systemem.

nexus 5 android kitkat

Zaczęło się niewinne, bo od sflashowania KitKata, jak tylko pojawiła się taka możliwość. Następnie stwierdziłem, że to za mało i postanowiłem zainstalować Cyanogenmoda poprzez jego oficjalny installer. A gdy dowiedziałem się, że „nightlies” (codzienne, bądź prawie codziennie aktualizacje) nie są dostępne dla wersji tak instalowanej, zamieniłem ją na „normalnego” Cyanogenmoda. Zadowolony byłem jednak tylko około tygodnia, bo wtedy, regularnie już czytając XDA, postanowiłem popróbować większość polecanych ROM-ów, zwłaszcza te z zainstalowanym KitKatem (najpopularniejsze ROMy działały wówczas jeszcze na Jelly Bean), kierując się głównie listą możliwości poszczególnych ROM-ów.

Zauważyłem też, że najwięcej odwiedzin i odpowiedzi mają te wątki, w których autor reklamuje się edycjami „nightlies”, a wynika to z:

Obsesji Aktualizacji

Obsesja aktualizacji to trend panujący wśród części użytkowników mobilnych, zarówno tych Androidowych jak i – moim zdaniem – każdego innego systemu operacyjnego (wystarczy spojrzeć na fora Windows Phone), która ogarnęła również mnie, i która to sprowadza się do nieracjonalnego podejścia do aktualizacji systemu.

Nieracjonalnego, bo, cóż takiego wprowadzał KitKat? Na Dalviku (wersja bibliotek uruchamiania) Nexus 4 działa gorzej niż na Androidzie 4.3, Jednocześnie KitKat nie zaoferował niczego przełomowego, ot nieco ładniejszy wygląd (biały jednak pasuje bardziej niż holo blue), przezroczyste paski nawigacji i statusu na ekranie startowym i w zasadzie nic poza tym.

Analogicznie, wersje Nightlies najpopularniejszych ROMow również nie oferują niczego specjalnego – większość modyfikacji w nich zawartych sprowadza się do naprawy błędów, o których użytkownik nie ma pojęcia, i których zwyczajnie nie odczuwa. Tego typu poprawki w żaden sposób nie zmieniają sposobu, w jaki ktoś doświadcza telefon, nie powodują, że działa lepiej, szybciej ani dłużej. Czemu wiec użytkownikom tak bardzo zależy na tego typie aktualizacji?

4-4 kitkat

Bo kieruje nami absurdalne wręcz przekonanie, że nowa wersja systemu jest lepsza, szybsza i ładniejsza, nawet jeśli nic takiego nie ma miejsca. Prowadzi nas obsesja cyferki przy wersji, konieczności tego, co jest „najnowsze”, w końcu, z politowaniem patrzymy na użytkowników innych telefonów, którzy żeby mieć aktualnego Androida muszą czekać pół roku, bądź muszą zadowolić się wersją przestarzałą o kilka wydań, ponieważ wsparcie dla ich urządzenia się zakończyło.

Wynika to z trzech powodów

Pierwszy – ta obsesja budowana jest przez producentów sprzętu, od Apple’a, przez Samsunga aż do HTC czy Nokii. Każdy kolejny telefon musi być szybszy, mieć jeszcze większą rozdzielczość, aparat no i koniecznie jak najbardziej aktualny system (jednocześnie, odcinając od aktualizacji do niedawna topowe modele, które w dniu premiery następcy staja się przestarzałym złomem). Na tego typu marketing niestety większość z nas, wliczając mnie, zwyczajnie nie jest odporna. Nawet jeśli śmiejemy się z „Early adopterow” to ostatecznie sami często wymieniamy sprzęt kierując się poczuciem, ze nasz aktualny (a jeszcze do niedawna, topowy) smartfon stal się przeżytkiem.

nexus 5 3

Ale to nie jedyne tłumaczenie. Drugi powód, to moim zdaniem – osobiste podejście, jakie czujemy do sprzętów mobilnych, zwłaszcza telefonów. O co mi chodzi? Od dwudziestu kilku lat jestem użytkownikiem komputerów. Nigdy nie czułem potrzeby specjalnego aktualizowania systemu na tychże, ba, nieraz używałem mocno przestarzałych sterowników, o ile nie miały negatywnego wpływu na działanie komputera. Czemu więc moje podejście tak bardzo rożni się w momencie, kiedy sięgam po telefon? Bo to rzecz bardziej „moja”, komputera nie mam przy sobie, na co dzień, nawet mimo tego, że posiadam przenośnego laptopa – no przecież nie zabieram go do pracy (tam mam służbowego), nie mam go ze sobą na spacerze czy kiedy spotykam się ze znajomymi.

Nie interesuje mnie też specjalnie dyskutowanie, jakie aktualizacje właśnie pobrał mój Windows 8.1 I nie będę szukał o tym informacji w Internecie, bo nikogo to nie obchodzi. Smartfon natomiast, to już trochę coś innego. Po pierwsze, towarzyszy mi każdego dnia; po drugie, wszelkie jego braki, zarówno funkcjonalne jak i wizualne odczuwam o wiele bardziej niż komputera, zwłaszcza, jeśli wiem, że określone funkcje są dostępne na innych telefonach; po trzecie, bateria w smartfonach NIGDY NIE JEST ZA DUŻA, a z każdą aktualizacją dużo użytkowników łudzi się, że nastąpi zmiana na lepsze, no i w końcu – tak zwyczajnie, mogę się nim pochwalić, bo mój smartfon jest unikalny, no i przecież wyraża to, jacy jesteśmy, jakie są nasze gusta, a wręcz podejście do życia.

Trzeci powód w końcu to, poczucie wyższości i uzasadnienie własnego zakupu

Lubimy czuć się lepsi od innych, lubimy tez wiedzieć ze półtora, dwa czy trzy tysiące złotych, które właśnie wydaliśmy na telefon były wydatkiem uzasadnionym, a nic lepiej nie uzasadnia wydania pieniędzy na telefon, niż świadomość, że kupiło się coś, co będzie aktualizowane „szybko” i „regularnie” w przeciwieństwie do tych „zetafonow dla biedoty” (cóż z tego, że te aktualizacje nie wnoszą nic nowego…). Każdy z nas chce widzieć również na przy swoim telefonie jak największa listę „features” nawet, jeśli nie korzysta z większości z nich, tak chociaż „na wszelki wypadek”.

nexus 4 res 57

To właśnie te powody sprawiają ze marnujemy masę czasu flashujac nowe nightlies, sprawdzając kilka razy dziennie czy OTA czasem nie jestem dostępne i wciągając się w uzależnienie od „flashowania”. To właśnie to powodowało mną, kiedy dziś rano flashowalem Paranoid Android w wersji Beta3.

Tylko zastanówmy się, czy przezroczyste paski statusu naprawdę warte są marnowania takiej ilości czasu? Tej histerii na forach, dyskusji i hate’u (w tym wypadku na Google’a, ale każdemu producentowi się dostaje)? Nie sadzę. Nie popadajmy w obsesję aktualizacji. Nowsze nie zawsze znaczy lepsze, czasami wręcz telefon może działać gorzej (problemy Galaxy Nexusa na Jelly Bean, lagi na przycisku ‘home” i „recent apps” używając KitKata na Nexusie 4, itp.). Nasze telefony naprawdę nie stają się gorsze niż w dniu zakupu, dlatego że ktoś ma już nowszą wersję systemu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement