Boisz się aplikacji NameTag? Najwyższa pora, abyś nauczył się korzystać z serwisów społecznościowych

Felieton/Social media 17.01.2014
Boisz się aplikacji NameTag? Najwyższa pora, abyś nauczył się korzystać z serwisów społecznościowych

Boisz się aplikacji NameTag? Najwyższa pora, abyś nauczył się korzystać z serwisów społecznościowych

Jak zareagowałbyś na to, że ktoś po spojrzeniu na Ciebie na ulicy, w sklepie lub autobusie dostawałby komplet informacji o Tobie. Straszne, prawda? Właśnie w tym świetle przez niektóre portale jest przedstawiana aplikacja NameTag. Coraz trudniej jest pozostać anonimowym w Sieci? Nie, coraz trudniej korzystać z mediów społecznościowych z głową.

Aplikacja NameTag niebawem ma trafić na smartfony z systemami iOS, Android oraz okulary Google Glass. Po zrobieniu zdjęcia dowolnej osobie będzie ona wyszukiwana w Internecie, a użytkownik aplikacji zobaczy wszystkie publiczne informacje na jej temat. Imię, nazwisko, a także profile na Facebooku, Instagramie oraz innych serwisach społecznościowych. Słowem klucz jest tu „publiczne”.

Można bić na alarm, że NameTag jest pogwałceniem naszych praw i prywatności, że od tej pory każdy będzie mógł poznać wszystkie informacje na nasz temat, ale… to nieprawda.

A jeśli naprawdę każdy będzie mógł zobaczyć nasze informacje przeznaczone dla naszych bliskich znajomych, będzie to oznaczać, że… nie potrafimy korzystać z mediów społecznościowych. Tak jak nastolatka, która publicznie pochwaliła się, numerem swojej karty kredytowej, a potem dodała, że kod zabezpieczający jest taki sam jak data jej urodzin.

NameTag

Gazeta.pl twierdzi, że „każde z nas ma możliwość wyboru, (…) z kim chcemy dzielić się naszą prywatnością, ale to może się już niedługo zmienić”. Na szczęście to nieprawda, jeśli wejdziecie np. na mój profil na Facebooku, zobaczycie zaledwie kilka postów, zazwyczaj linków do moich publikacji. Dodatkowo raz na jakiś czas wyłączam widoczność wszystkich starych postów dla nieznajomych, ot tak, na wszelki wypadek.

Ważne jest, że będziemy mogli zadecydować, czy chcemy, żeby nasze dane były wyszukiwane i pokazywane przez aplikację.

Co prawda domyślnie będzie uważać, że nie mamy nic przeciwko temu, a do zablokowania tej opcji będzie konieczne w ogóle posiadanie wiedzy o tym, że aplikacja NameTag istnieje. Jest to jednak ukłon ze strony twórców programu, gdyż, jak już mówiłem, sami decydujemy o tym, co umieszczamy w sieci. I mimo to każdy ma o sobie w niej choć odrobinę niewygodnych informacji za dużo. I nie ma w tym nic złego, nikt nie jest święty.

privacy

Widzę w NameTag o wiele ciekawsze zastosowanie. Poznajesz przypadkową osobę na imprezie, która chce się z Tobą bliżej zaznajomić. Robisz jej zdjęcie, umieszczasz w aplikacji NameTag i… okazuje się, że jej dane ma Państwowy Rejestr Skazanych za Przestępstwa na Tle Seksualnym.

Oczywiście musicie sobie przy tym wyobrazić, że jesteście piękną, bezbronną damą. Podejrzewam bowiem, że większości mężczyzn nie miałaby nic przeciwko spotkaniu takiej kobiety.

Jak widać, wszystko, także aplikacja NameTag, może być przedstawiona w różnym świetle. Z jednej strony może być to aplikacja do podglądania ładnych dziewczyn i wyciągania informacji o naszych nieznajomych. Z drugiej strony może to być cenna broń chroniąca kobiety przed gwałcicielami. To, jak ją wykorzystamy i czy będzie się dało ją wykorzystać wobec nas, zależy tylko i wyłącznie od naszej dobrej woli uporządkowania życia w cyfrowym świecie.

Zdjęcie Close up portrait of a young stylish teenager woman using a smartphone device while visiting the city, leaning on a fashion store shop window while shopping for clothes pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement