O co chodzi z tymi Beaconami? To kolejna rewolucja technologiczna czy następny niewypał?

O co chodzi z tymi Beaconami? To kolejna rewolucja technologiczna czy następny niewypał?

O co chodzi z tymi Beaconami? To kolejna rewolucja technologiczna czy następny niewypał?

Już wiem, dlaczego nie NFC, tylko Beacony. Te, o których trąbi się od kilku miesięcy; te, które mocno promuje Apple i na których swój sukces oparł polski startup Estimote. Beacony i iBeacony stają się coraz popularniejsze, ale pokażą swój potencjał dopiero w przyszłości. I wyprą NFC, które nigdy nie przyjęło się w telefonach na dobre.

Kiedy ostatnio użyliście NFC nie przy okazji płatności zbliżeniowych? Może jesteście geekami i kupiliście sobie zestaw tagów, które zaprogramowaliście i przykładacie do nich telefon, by przełączyć tryb w smartfonie? Masz głośniki, które zaczynają odtwarzać muzykę gdy dotkniesz je smartfonem? Może używacie NFC, by okazjonalnie przesłać pliki innej osobie? Pewnie nawet i to nie, bo jeśli nawet ktoś ze znajomych też ma smartfona z NFC, to i tak wysyłacie pliki mailem. Albo Bluetoothem. Jeśli jednak to robicie, jesteście w sporej mniejszości.

Problemów z NFC jest kilka. Po pierwsze, urządzenie musi być wyposażone w chip NFC, co powoduje, że jedne smartfony mają NFC, inne nie. Po drugie zasięg NFC w teorii to 20 centymetrów, w praktyce nie wynosi więcej, niż kilka centymetrów. Przedwczoraj próbowałam sparować Galaxy Geara z Note’em 3 według instrukcji, za pomocą NFC i się nie udało, musiałam użyć Bluetootha. Z powodu zasięgu NFC można wykorzystać tylko po przyłożeniu urządzenia do określonego punktu. Plusem NFC jest możliwość przesyłu danych, jednak z doświadczenia wiem, że ta funkcja potrafi sprawiać spore problemy.

Jaka alternatywa? Beacon

Beacon działają inaczej, niż NFC. Do działania wykorzystują Bluetooth 4.0 BLE pobierając bardzo mało energii. I to ogromna zaleta, bo coraz więcej smartfonów – iPhone’y od 4s w górę czy Samsungi od Galaxy S 3 w górę – mają Bluetooth 4.0. Prawdopodobnie za kilka miesięcy praktycznie każdy nowy smartfon będzie obsługiwał BLE, bo o ile chip NFC wciąż nie wydaje się w smartfonie niezbędny, o tyle smartfon bez Bluetootha to nie do końca smartfon. Kompatybilność z Beaconami jest więc kwestią czasu, potrzebną na zaadaptowanie przez producentów nowej wersji już używanej technologii.

Zależy również od kompatybilności z systemem operacyjnym. Beacon obsługuje iOS oraz Android od wersji 4.3 wzwyż, z tym, że na Androidzie deweloperzy muszą używać zewnętrznych bibliotek.. O różnicy pomiędzy nimi za chwilę, bo jest dosyć istotna.

ibeacons

Beacon to malutkie urządzenie składające się z chipa Bluettoth oraz baterii. Transmiter rozsyła określony sygnał, które kompatybilne urządzenia rozpoznają jako trzy numery – UUID identyfikujące zazwyczaj rodzaj usługi i dwa numery dodatkowe odpowiadające za rozpoznanie funkcji. I tak na przykład Beacon jednej sieci sklepów mogą mieć jeden numer UUID, który rozpozna aplikacja, ale mogą też wysyłać dwa dodatkowe numery ,co spowoduje wywołanie różnych funkcji w ramach jednej aplikacji.

Beacon, który jest wyłącznie transmiterem, dobrze skonfigurowany, może działać na baterii nawet 2 lata. Koszt samego Beacona to kilka, kilkanaście dolarów w zależności od kupowanej ilości i od tego, czy mają one odpowiednie certyfikacje pozwalające wykorzystywać je w miejscach publicznych do usług świadczonych np. przez sklepy, bo w końcu są to nadajniki emitujące fale radiowe. By skonfigurować Beacona potrzeba też odpowiedniego oprogramowania. Jedną z największych zalet Beaconów jest możliwość dowolnego ustalania zasięgu nadawania (dynamiczna konfiguracja mocy nadajnika – software programmable TX power). Można więc zdecydować, że jeden Beacon będzie miał zasięg 50 metrów i witał wszystkich w sklepie, natomiast kolejny zadziała tylko, jeśli odbiornik znajdzie się w promieniu 30 centymetrów, na przykład koło konkretnej półki czy przedmiotu. Użytkownik w samych aplikacjach też dostaje wybór, czy reagować na Beacon tylko z niewielkiej odległości.

źródło: cultofmac.com
źródło: cultofmac.com

Smartfony na żądanie aplikacji skanują otoczenie w poszukiwaniu Beaconów. Gdy takie znajdą, porównują nadawane numery z tymi, które wpisana są w aplikacje. Gdy te pasują, aplikacja wywołuje odpowiednią funkcję. Może to być na przykład zameldowanie się w określonym miejscu, wyświetlenie określonego monitu i praktycznie każda usługa mogąca zostać wykonana w aplikacji.

Aplikacja musi być w tym czasie włączona, a użytkownik musi zaakceptować odbiór powiadomień od Beaconów, a także dodatkowe uprawnienia, jak na przykład możliwość używania GPS-a czy zbierania informacji o użytkowniku.

W tym miejscu znajduje się największa – z punktu widzenia funkcjonalności – różnica między Beaconami obsługiwanymi przez iOS oraz Androida oraz iBeaconami od Apple, które jednak mogą też zostać użyte na iOS.

Jak to działa?

Beacon do wykonania akcji wymaga zainstalowanej aplikacji, która go “odczyta”. Aplikacja ta musi być uruchomiona w momencie skanowania otoczenia i Beacona. Apple jednak wbudowało biblioteki iBeaconów w swoje systemy operacyjne, co pozwala na wywołanie aplikacji nawet nieotwartej. System zbiera dane Beaconów przypisanych do aplikacji, skanuje otoczenie i gdy znajduje dopasowane numery używanych przez te aplikacje, automatycznie je otwiera. Oznacza to, że użytkownik nie musi martwić się o to, czy w otoczeniu znajdują się jakieś przydatne Beacon, gdyż system zrobi to za niego.

To ogromna zaleta iBeaconów, która sprawia, że by ich używać, nie trzeba o nich pamiętać. Jednocześnie Apple systemową implementacją Beaconów sprawia, że zainteresowanie nimi rośnie. Mimo, że firma z Cupertino nie opublikował jeszcze oficjalnej specyfikacji, do której dostęp mają licencjonowani deweloperzy Apple’a.

Umieszczono je w kilkuset Apple Store’ach, prawdopodobnie, by pokazać jak mogą być wykorzystane. Klient, który zainstalował aplikację i zgodził się na obsługę iBeaconów po wejściu do sklepu może zostać przywitany informacją, że jego zamówienie już czeka. Po podejściu do stoiska z gadżetami wyświetli mu się monit o promocji czy o tym, że po zeskanowaniu kodu produktu wyświetli się więcej informacji oraz o tym, że logując się do konta iTunes można za niego zapłacić.

A po co, a na co?

iBeaconów używa także inMarket czy od teraz sieć sklepów Shopkick. Wykorzystują je do prezentowania spersonalizowaych ofert i nawiązywania bliższego kontaktu z klientami.

Bardzo często mówi się o Beaconach właśnie w kontekście wyświetlania powiadomień o spersonalizowanych ofertach i promocjach, a także śledzenia klientów, bo ci, którzy używają iBeaconów są łatwi do zlokalizowania w sklepie i można obserwować to, jak się poruszają i zachowują.

Jednak trzeba pamiętać, że klient sam musi zaakceptować warunki w aplikacji, w tym możliwość wysyłania danych o sobie. O Beaconach mówi się też często jako o maszynkach do spamowania. Jednak to zależy całkowicie od tego, jak twórca aplikacji do nich podchodzi. Wydaje się, że umieszczanie Beaconów w sklepach tylko po to, by zarzucać zaangażowanych – skoro używają aplikacji – klientów samymi ofertami wyskakującymi na smartfonie jest po prostu złą praktyką i prędzej czy później sklepy się o tym przekonają. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by Beacon wyświetlał dodatkowe informacje o produkcie czy wskazówki na temat poruszania się po sklepie zamiast zachęt do kupna.

estimote

W Polsce – i nie tylko – o Beaconach zrobiło się głośno między innymi dzięki Estimote, polskiemu startupowi, który stworzył Developent Kit iBeaconów. Development Kit to zestaw trzech Beaconów w estetycznych obudowach oraz dostęp do API i SDK, które pozwalają na łatwe zaimplementowanie Beaconów w aplikacjach na iOS i Androida. Kluczem do sukcesu Estimote było wstrzelenie się czasowe – produkt powstawał przed ogłoszeniem ujęcia iBeaconów w iOS-ie, natomiast po ogłoszeniu Estimote szybko dostosowało swój produkt do nowego iOS tak, że było praktycznie pierwsze na rynku z gotowym, dobrym i prostym rozwiązaniem.

W Polsce iBeacony Estimote zostały wykorzystane w ciekawy sposób na przykład w Muzeum Neonów. Zwiedzający dostają możliwość zainstalowania aplikacji, która przy wizycie w muzeum dzięki iBeaconom staje się przewodnikiem. Na razie aplikacja dostępna jest tylko na iPhone’y, ale twórcy zapowiadają udostępnienie wersji na Androidy i iPady.

Z tym, że Beacony mają ogromne możliwości. Mogą służyć do wykonywania bezprzewodowych płatności, najczęściej autoryzując transakcje dzięki temu, że smartfon z Bluetooth’em 4.0 sam może stać się Beaconem i transmitować sygnał. PayPal na przykład przygotowuje swoje urządzenie do takich płatności. Ich zaletą jest przede wszystkim brak konieczności fizycznego kontaktu z terminalem. Sytuacja, w której klient wchodzi do sklepu, wybiera towar, płaci nie podchodząc nawet do kasy i dostaje potwierdzenie oraz rachunek od razu na smartfona jest więc nie tylko możliwa, ale coraz bliższa.

paypal beacon

Beaconami można nawet nawigować drony w pomieszczeniach bez konieczności kontroli ręcznej – ustawienie drona tak, by kierował się na kolejne Beacony na określonej wysokości pozwoli być możne na robienie materiałów wideo i rozwiąże problem nawigacji wewnątrz pomieszczeń.

Możliwości Beaconów są ogromne. Na razie wciąż są w fazie początkowego rozwoju, ale promocja i możliwości, jakie dostały od Apple’a sprawiają, że zainteresowanie nimi rośnie praktycznie z dnia na dzień. W końcu od dawna wiadomo, że jeśli Apple się za coś zabierze, to zrobi to po prostu dobrze.

A to, że prędzej czy później wszystkie nowe smartfony obsłużą Bluetooth 4.0 BLE wiadomo już dziś. Problem w tym, że niektórzy producenci zainwestowali sporo w rozwój i popularyzację NFC i ciężko im będzie zaakceptować, że mogły to być nie do końca zwracające się inwestycje.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement