To, co Twitter robi ze swoją aplikacją na Androida, to po prostu jakieś jaja

Felieton/Technologie 12.12.2013
To, co Twitter robi ze swoją aplikacją na Androida, to po prostu jakieś jaja

To, co Twitter robi ze swoją aplikacją na Androida, to po prostu jakieś jaja

Tak jak miliony innych ludzi na całym świecie bardzo lubię Twittera, ale sam Twitter chyba niezbyt przepada za swoimi użytkownikami. Trudno odnieść inne wrażenie, patrząc na to, co dzieje się z ich aplikacją mobilną. Po wczorajszej aktualizacji po raz kolejny mam coraz mniej chęci, aby ją na swoim smartfonie uruchamiać.

Twitter jest jednym z największych serwisów społecznościowych na świecie i zdobył już kilka lat temu duże uznanie ze względu na swoją prostą formę. Jest wręcz skrojony do wykorzystania na urządzeniach mobilnych takich jak telefony i tablety. Mamy wiadomości o długości do 140 znaków, mało multimediów, widok prostej listy tweetów… Niestety, jak widać po kilku latach twórcy nadal nie mają pomysłu jak realnie na Twitterze zarabiać i prowadzą na użytkownikach eksperymenty. A niestety, brak porządnej aplikacji mobilnej dla serwisu, który wręcz prosi się o wykorzystanie na smartfonach, a nie komputerach, to strzał w kolano.

twitter

Twitter się chyba pogubił

Z początku twórcy Twittera byli nastawieni na rozwój serwisu w takim kierunku, aby zarówno byli z niego zadowoleni sami użytkownicy, jak i programiści tworzący dedykowane aplikacje do jego obsługi. Wraz z rozwojem platformy pierwsi do odstrzału poszli zewnętrzni deweloperzy, którym Twitter pokazał środkowy palec poprzez wprowadzenie drakońskich ograniczeń w API. Słowem: byliście potrzebni kiedyś, dzisiaj nam wadzicie, sio!

W rezultacie korzystanie z alternatywnych aplikacji, które nie są w stanie zapewnić 100% funkcjonalności, powoli zaczyna tracić sens – tak samo jak ich tworzenie, zarabianie na nich i wprowadzanie dalszych aktualizacji. Niestety, oficjalna aplikacja na system Android nie jest przy tym mistrzostwem świata (łagodnie mówiąc…) i program do obsługi serwisu ewidentnie nie jest tworzony po to, by użytkownikom korzystało się z niego wygodniej.

To przeciętny program pełen bugów.

Miałem nadzieję, że Twitter po brzydkim pożegnaniu deweloperów zewnętrznych w końcu weźmie się za oficjalną aplikację na poważnie – w końcu wprowadzono nawet program betatestów! Co z tego, skoro wykrywane przez użytkowników błędy i niedoróbki i tak trafiają do finalnej wersji aplikacji? Prostym przykładem jest tutaj błąd licznika powiadomień, który nadal potrafi się zawiesić. Po aktualizacji po prostu zamiast informującej o nieprzeczytanej wzmiance-widmo kropki mamy w rogu cyferkę “1”.

Co gorsze, w nowej wersji największy nacisk położony jest na promowanie dwóch zakładek o nazwach “Odkryj” i “Aktywność”, które mają w założeniu zachęcić do zwiększenia zaangażowania w serwisie wykraczającym poza własny stream… kosztem właśnie interakcji z obserwującymi nasz profil. Jaki jest sens nakłaniania ludzi do wysyłania wzmianek i RT, jak tym samym użytkownikom się do tych samych wzmianek i RT utrudnia dostęp?

Gdzie są moje powiadomienia?!

W jednej z ostatnich aktualizacji Twitter wprowadził podział ekranu głównego w aplikacji na kilka kart. Dzięki temu przeglądając wiadomości wystarczyło przesunąć palcem w bok, aby natychmiast podejrzeć ostatnią aktywność znajomych i obserwujących, w tym różne reakcje na nasze posty (wzmianki, RT, polubienia). Była to jedna z naprawdę niewielu pozytywnych zmian w aplikacji Twittera w ostatnim czasie, i jak na złość twórcy postanowili z tego zrezygnować.

Fajnie, że Twitter wprowadził w głównym oknie wspomniane zakładki “Odkryj” i “Aktywność” znane z wersji www, które pozwalają na przefiltrowanie milionów wpisów twitterowiczów z całego świata i podpowiedzenie (zwłaszcza tym nowym) użytkownikom co warto przeczytać, kogo obserwować, jakie są trendy. Tylko ktoś zapomniał, że dla użytkownika korzystającego z Twittera tak naprawdę najważniejsze jest to, aby być na bieżąco z tym, co ludzie piszą na temat jego tweetów. Tymczasem powiadomienia powędrowały do zupełnie nowego ekranu i chowają się pod ikonką z licznikiem w prawym górnym roku interfejsu.

Przypomina to wymyślanie koła na nowo.

Mam wrażenie, że zamiast skupić się na tym co naprawdę istotne, to Twitter stara się nam pokazywać te same, znane już od dawna błędy, w nowej formie wizualnej. Wygląda na to, że nad różnymi elementami aplikacji pracują różne i hermetyczne zespoły, którym zabroniono się komunikować, a całością zarządza ktoś z zewnątrz, kto z aplikacji na co dzień nie korzysta. Bo nie wierzę, że ktoś korzystający z Twittera aktywnie by z takiej zmiany był zadowolony.

Nie chce mi się nawet zapisywać wszystkich bugów, które widziałem, ale za przykład tego, jak po macoszemu Twitter traktuje swój program niech posłuży jeden (oprócz tego zawieszającego się licznika powiadomień, który został przeniesiony z błędem z poprzedniej wersji) – otóż przeglądając stream główna belka z podpisami kolumn (Główna, Odkryj, Aktywność) się ładnie chowa, aby pokazać więcej treści. Starczy jednak tylko wcisnąć guzik z gwiazdką lub RT pod tweetem, aby pojawiła się znów, bez żadnej animacji. Kto to zatwierdził?!

Twitterze, nie tędy droga

Chyba ktoś po prostu pomylił pliki .apk podczas wysyłania ich na serwer. Bo to coś, co dziś trafiło na mój telefon, z pewnością nie jest programem dopracowanym. Po co ten cały kanał betatestów, skoro nie są wyciągane z niego wnioski? Moce przerobowe programistów wykorzystywane są do tego, aby odświeżyć wygląd i przeorganizować interfejs – i ok, rozwój jest potrzebny, ale Twitterze: najpierw napraw ponaprawia te cholernie irytujące błędy!

Przyznam, że jakiś czas temu miałem optymistyczną wizję, że Twitter postanowi wydzielić swoje prywatne wiadomości do osobnej aplikacji, ale najwidoczniej były to płonne nadzieje. W nowej wersji DM-ki pojawiły się jako ikonka obok powiadomień, ale ich implementacja jest nadal koszmarna. Fajnie wygląda, działa szybciej, ale nadal mamy ograniczenie do 140 znaków, a nowość w postaci wysyłania zdjęć działa tylko w aplikacji, a nie przez www… wspominałem już, że nie da się w wiadomości wysłać linka?

Na czym więc powinien skupić się Twitter?

To proste: na synchronizacji odczytanych powiadomień między platformami i na synchronizacji ostatniego przeczytanego tweeta… nawet te przyblokowane aplikacje firm trzecich to potrafiły! Twórcy powinni dać możliwość wyłączenia widoku konwersacji, przez który z mojego strumienia znikają tweety – są schowane w “zwiniętej” rozmowie i przez to, żeby przeczytać wszystko i nic nie przeoczyć, muszę się jak głupi naklikać.

Wiem, że mimo wszystko nie przestanę z Twittera korzystać, bo jest dla mnie naprawdę niezłym źródłem informacji. Nie będę jednak z niego korzystał dlatego, że podoba mi się sposób implementacji nowych funkcji, a dlatego, że są na nim ludzie, których chcę śledzić. A jeśli te osoby się przeniosą gdzie indziej… To ja też czmychnę bez oglądania się za siebie. Jeszcze 2 lata temu Twitter był serwisem z kategorii “cool”, a teraz ląduje obok Facebooka “używam, bo nie ma alternatywy”.

Wpychanie mi na siłę nowych zakładek i chowanie powiadomień tylko mnie zniechęca, zamiast angażować.

Zdjęcie Button keypad with tweet and bird closeup oraz LONDON – JULY 31: Social networking and microblogging site pochodzą z serwisu Shutterstock.

PS. Już po napisaniu tekstu zauważyłem kolejne ewidentne niedoróbki związane tym razem z paskiem powiadomień. Owszem, mogę od razu polubić lub podać dalej wzmiankę z rozszerzonego powiadomienia, ale po tym nie mogę już do tejże wzmianki przejść. A co gorsza, synchronizacja odczytanych powiadomień nie działa nie tylko między platformami, ale też w obrębie samej aplikacji – po kliknięciu w powiadomienie i późniejszym wejściu do aplikacji nadal ta sama wzmianka, polubienie i RT widnieje jako jeszcze niewidziane i podbija licznik…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement