Pomimo spadającej sprzedaż komputerów, nie wierzę w erę post-PC

Felieton/Sprzęt 03.12.2013
Pomimo spadającej sprzedaż komputerów, nie wierzę w erę post-PC

Pomimo spadającej sprzedaż komputerów, nie wierzę w erę post-PC

IDC opublikowało dane na temat sprzedaży komputerów w 2013 roku oraz prognozy na kolejne dwa lata. Mówiąc w skrócie – nie jest dobrze. Faktem jest, że kupujemy coraz mniej komputerów, ale wcale to nie znaczy, że nadchodzi era post-PC.

W 2012 roku na całym świecie sprzedało się około 349,9 mln komputerów. W tym roku liczba ta wyniesie zaledwie 314,2 mln, z czego 178,6 mln to będą laptopy. To oznacza największy spadek w historii, wynoszący aż 10,1 procent. Co więcej, w przyszłym roku wcale nie nastąpi odbicie od dna. W grudniu 2014 roku mamy usłyszeć, że rynek ponownie się skurczył. Już nie tak drastycznie, ale jednak o 3,8 procent. Sytuacja ma się poprawić dopiero w 2015 roku, kiedy to sprzedaż pecetów ma wzrosnąć o 0,1 procent. Chociaż ciężko nazwać to wzrostem, bo taki wynik mieści się w błędzie statystycznym. Powiedziałbym raczej, że sytuacja się ustabilizuje.

Na pewno nie są to dobre informacje dla wszystkich producentów komputerów i podzespołów. Rynek się kurczy i konieczne będzie zaciśnięcie pasa.

Niestety, pewnie nie wszyscy przetrwają. Dobrym przykładem jest tutaj firma OCZ, która produkuje, a w sumie to produkowała świetnie zasilacze do komputerów, pamięci RAM i dyski SSD. Jednak miała problemy, zbankrutowała, a jej aktywa mają być kupione przez Toshibę, która złożyła już odpowiednią ofertę.

Coraz gorsza sprzedaż komputerów jest faktem. Z liczbami nie można się kłócić. Ja jednak nie wierzę w tzw. erę post-PC. Dla mnie ten slogan to jedna, wielka bzdura. Na własnym przykładzie mogę łatwo stwierdzić, dlaczego konsumenci kupują coraz mniej komputerów.

Po pierwsze, postęp technologiczny w dziedzinie hardware’u zdecydowanie spowolnił. Jeszcze 2-3 lata temu kolejne generacje kart graficznych lub procesorów były dużo lepsze i wydajniejsze od swoich poprzedników. Dzisiaj różnice nie są już tak ogromne, więc użytkownicy nie mają też aż tak dużej potrzeby wymiany sprzętu na nowy. Sam swój komputer stacjonarny, na którym często gram w najnowsze tytuły, kupiłem 4 lata temu. Co prawda wydałem na niego około 3 tys. złotych, ale już wtedy myślałem o przyszłości. Miał to być zestaw, który łatwo będę mógł rozbudować.

Laptop Lenovo & Tobii w uýyci u_źródło Tobii Technology

Przez te 48 miesięcy wymieniłem w nim trzy elementy. Po pierwsze, spalił mi się zasilacz, więc kupiłem nowy. Po drugie, dokupiłem 4 GB pamięci RAM, żeby mieć w sumie aż 8 GB, co spokojnie wystarczy na moje potrzeby. Po trzecie, w tym roku wymieniłem kartę graficzną GTX 275, która wciąż dawała sobie nieźle radę, na GTX-a 660. I to wszystko. I najlepsze jest to, że 95 procent gier mogę spokojnie uruchomić na najwyższych ustawieniach detali, a takie tytuły, jak chociażby Batllefield 4 na niewiele niższych. Jeśli zabraknie mi mocy, to znowu wymienię grafikę albo dokupię drugą, bo moja płyta główna obsługuje SLI i CrossFireX.

Nie kupiłem nowego komputera od 4 lata i najprawdopodobniej nie zrobię tego przez kolejne 2 lata.

Jeśli zajdzie taka potrzeba, to mam na tyle solidny zestaw, że jeszcze spokojnie mogę go rozbudować i cały czas będzie dawał radę. Oznacza to, że przyczyniłem się do spadku sprzedaży komputerów. Zastanawiam się, ilu jest takich konsumentów takich jak ja. Podejrzewam, że całkiem sporo i to między innymi dlatego – moim zdaniem – komputery nie sprzedają się tak dobrze.

Załóżmy też, że ktoś 3 lata temu kupił sobie laptopa do pracy. Notebook jeszcze się nie zepsuł, wciąż działa sprawnie. Wcześniej korzystał z Windowsa XP lub 7. Teraz przesiadł się na „ósemkę”, która jest mniej zasobożerna od swoich poprzedników. Pakiet Office uruchamia się kilka sekund krócej, przeglądanie Internetu jest komfortowe i komputer generalnie radzi sobie dobrze. Praca na nim wciąż jest komfortowa i nie powoduje irytacji. To po co wymieniać laptopa na nowszego? Miałem okazję korzystać z notebooków, które pojawiły się na rynku 2-3 lata temu i cały czas dysponują one w pełni wystarczającą mocą. Jeśli nic się nie psuje, to wydawanie pieniędzy nie miałoby najmniejszego sensu.

komputer i notatki

Oczywiście smartfony i tablety sprzedają się świetnie. One też wpłynęły na to, że komputery sprzedają się coraz gorzej.

Pewnie spora część konsumentów zastępuje laptopa iPadem czy też Nexusem 7. Jeśli ktoś przede wszystkim używał peceta do konsumowania treści, to urządzenie mobilne świetnie sprawdzi się w tej roli. To wszystko prawda.

Jednak era post-PC to bzdura. Rynek się kurczy, bo jest już nasycony, bo postęp nie jest tak wielki i tak szybki, jak jeszcze kilka lat temu, bo mamy smartfony i tablety. Nie oznacza to, że przestaniemy kupować komputery. W 2015 roku rynek się ustabilizuje i podejrzewam, że przez jakiś czas sprzedaż będzie utrzymywać się na mniej więcej taki samym poziomie. Ani nie będziemy świadkami dużych spadków, ani wielkich wzrostów. Komputery będą kupować Ci, którym zepsuje się poprzedni model lub korzystanie z niego nie będzie już komfortowe. Coraz mniej osób będzie sięgać do portfeli tylko po to, żeby mieć nowszy model. Kiedyś laptop był wyznacznikiem prestiżu, goniliśmy za tym, żeby mieć lepsze i szybsze, chwaliliśmy się najnowszymi kartami graficznymi i ilością pamięci RAM. Dzisiaj rolę tę przejęły smartfony, a peceety stały się maszynami do pracy.

Zdjęcia Man’s hands typing on laptop keyboard oraz Laptop with blank instant photos and notepad with sheets of crumpled paper on old wooden table pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji