Nie tylko NSA potrafi podglądać bez twojej wiedzy i zgody. Robi to także FBI i to w bardzo ciekawy sposób

Felieton/Technologie 11.12.2013
Nie tylko NSA potrafi podglądać bez twojej wiedzy i zgody. Robi to także FBI i to w bardzo ciekawy sposób

Nie tylko NSA potrafi podglądać bez twojej wiedzy i zgody. Robi to także FBI i to w bardzo ciekawy sposób

Wiemy już od lat o systemie podsłuchowym Echelon. Niedawno wyszła na jaw wielka afera w związku z kradzieżą naszych prywatnych danych przez NSA. Jak się okazuje, również FBI zna kilka sztuczek. Co jeszcze wyjdzie na jaw?

Kocham teorie spiskowe

Tu nie chodzi o to, że im wierzę, ale moje dzieciństwo ukształtował, między innymi, serial „Z Archiwum X”. Opowiadał on o dwójce agentów FBI, którzy wpadli na trop wielkiej konspiracji, mającej na celu zataić przed opinią publiczną istnienie istot pozaziemskich, a także układu zawartego między obcymi i rządem USA. Bzdura pogania bzdurę, ale klimat miało to niesamowity.

Dekadę później już nie patrzę na te opowiastki science-fiction z uśmiechem i sentymentem, a coraz częściej zaglądam na tę półkę z książkami, na której znajdują się, najwyraźniej zapomniane już, dzieła Orwella. Ludzkość, a zwłaszcza rząd Stanów Zjednoczonych, w imię bezpieczeństwa i ogólnego dobrobytu… daje się coraz bardziej zniewolić władzom. W imię walki z terroryzmem zgadzamy się na radykalne zwiększenie uprawnień organów ścigania. W imię zwalczania zorganizowanej przestępczości doprowadziliśmy do tego, że amerykańska (a zapewne również i inne) agentura może względnie swobodnie przeglądać naszą prywatną, cyfrową korespondencję i nasze dane. Chęci i ideologia może i są podyktowane pragnieniem dobrobytu, ale dobrymi chęciami wiadomo co jest wybrukowane. Na coś takiego zgody być nie powinno.

Tymczasem jeszcze nie zdążyliśmy otrzeźwieć po zeznaniach Edwarda Snowdena dotyczących możliwości prawnych i technicznych, jakimi dysponuje amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa, a już na jaw wychodzi kolejna „ciekawostka”, którą znalazłem przez przypadek, przeglądając The Washington Post.

Jak się okazuje, FBI również dysponuje potężną i rozbudowaną komórką zajmującą się cyberprzestrzenią

To akurat nie powinno nikogo dziwić i, co więcej, jest sprawą całkowicie naturalną. W XXI wieku przestępcy operują w cybeprzestrzeni i wręcz byłbym w szoku, gdyby Federalne Biuro Śledcze nie dysponowało odpowiednimi zasobami, by móc łapać kryminalistów wykorzystując Internet jako jedno z narzędzi.

Jednak jak zeznaje na łamach gazety niejaki Marcus Thomas, były wicedyrektor działu OTD (Operational Technology Division) w FBI, biuro, na życzenie, może zainfekować twój komputer w taki sposób, by móc dokładnie przeglądać twoją korespondencję, wszystkie twoje dane, poznać twoją lokalizację, a nawet uruchomić kamerę internetową wbudowaną w twojego notebooka, wyłączając zarazem w niej lampkę informującą użytkownika o tym, że kamera jest włączona i rejestruje obraz. I, co najważniejsze w tym wszystkim, w „uzasadnionej sytuacji” może to robić omijając procedury.

Innymi słowy, FBI może najpierw założyć ci skomplikowany podsłuch na twoim komputerze, a następnie dopiero potem złożyć stosowny wniosek do sądu federalnego. Ja rozumiem, że skuteczność w ściganiu bandytów wymaga sprawnego i szybkiego działania, które nie jest spowalniane przez bandę urzędników i właściwie ciężko mi przyczepić się merytorycznie do uprawnień FBI.

Zastanawiam się jednak gdzie leży granica

W którym momencie zostanie przekroczona. A może już została? Każde działanie, nawet szeroko krytykowane podsłuchy NSA, są przecież założone „dla naszego dobra”. Byśmy żyli „bezpiecznie”, nie obawiając się terrorystów i innych form zagrożeń. Odpowiednie służby nas nadzorują, ale kto nadzoruje owe służby.

Zanim nadeszła cyfrowa era, epoka globalnej sieci, nadużycia były łatwe do wykrycia. Winę policjanta, agenta, urzędnika, można było względnie łatwo wykryć i udowodnić. Wolność cyberprzestrzeni to wolność do wielkich nadużyć i ucieczki bez śladu.

Nie chcę żyć w świecie zdominowanym przez bandytów, to mogę powiedzieć z całą pewnością. Coraz częściej jednak niepokoję się świadomością, że owymi bandytami mogą być nie tylko terroryści, cyberzłodzieje i tym podobni, ale również ci, którym powierzyliśmy władzę nad nami. Myśl ta jest tym bardziej przerażająca po zdaniu sobie sprawy, że jedynym remedium w pełni skutecznym na ten problem jest… odcięcie się od Sieci i pozostanie cyfrowym pustelnikiem. A to, w dzisiejszych czasach, jest równoznaczne z odcięciem się od społeczeństwa.

Praca, rozrywka, komunikacja z bliskimi… do tego wszystkiego niezbędny jest Internet. W którym coraz ciężej rozróżnić przyjaciela od wroga. Pytam się więc ponownie: gdzie leży granica pomiędzy umożliwieniem organom ścigania skutecznego radzenia sobie z przestępczością i terroryzmem a prawem do prywatności i wolności słowa?

Obawiam się, że to jedno z najważniejszych pytań, jakie musi sobie zadać cywilizacja zachodu. Jest ono na tyle trudne i istotne, że nawet nie śmiem próbować na nie odpowiadać. Coraz częściej obawiam się jednak, że kto inny na nie odpowie. I że ta odpowiedź będzie dla mnie i dla wielu z nas czymś niedopuszczalnym…

Ilustracja Hacking Concept digital information being accessed pochodzi z serwisu Shutterstock

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Advertisement