Burger King zbanował 30 000 fanów na Facebooku i rozdał im… Big Maki

Felieton/Social media 04.12.2013
Burger King zbanował 30 000 fanów na Facebooku i rozdał im… Big Maki

Burger King zbanował 30 000 fanów na Facebooku i rozdał im… Big Maki

Każda firma mająca fanpage na Facebooku stara się o to, by mieć jak najwięcej fanów. Warto jednak zastanowić się, czy ich liczba faktycznie odzwierciedla wartość marki i czy przekłada się na faktyczną liczbę osób przywiązanych do niej. Postanowił to sprawdzić norweski oddział Burger Kinga, który do niedawna miał aż 38 000 fanów, ale zbanował większość z nich i rozdał im flagowy produkt konkurencji.

Jaki był tego powód? Burger King zauważył, że jego norweski oddział ma bardzo dużo fanów, którzy w ogóle się nie angażują w życie marki. Co więcej, jeśli już się udzielali, to w nie do końca odpowiedni sposób. Na przykład publicznie pisali, że produkty konkurencji są o wiele lepsze i nie zamierzają kupować Whooperów. Król postanowił więc wyrwać chwasta i sprawdzić, kto jest jego prawdziwym fanem.

Burger King stworzył nietypową promocję. Pozwolił ludziom wybrać między pozostaniem na swoim fanpage’u, a zostaniem zbanowanym w zamian za kanapkę… BigMac z MacDonald’sa. Jak łatwo się domyśleć, znaczna większość fanów połakomiła się na darmowy posiłek i zdecydowała się zrezygnować z bycia fanem Króla. Gdzie był tu haczyk? Burger King mógł rozdać tylko 1000 kanapek, podczas gdy chciało je dostać aż 30 000 osób. Zatem znaczna większość z nich została z niczym.

Z 38000 fanów Burger King w ten sposób stracił znaczącą większość, ponad 75%. Od razu po akcji Fanpage lubiło 8000 osób, co nie jest wartością powalającą. Czy akcję można zatem uznać za udaną? Pozornie tak, gdyż pięciokrotnie wzrosło zaangażowanie na stronie, a jest ono znacznie ważniejsze od liczby fanów . Wielu ekspertów od Social Media zapewne cieszy się teraz i udostępnia tę informację mówiąc, że nie liczba, ale jakość fanów ma znaczenie. Ale nie, to zupełnie nie tak.

Ich myślenie co prawda jest poprawne, ale jeśli odnosimy je do kupowania fanów, którzy nie są zaangażowani, są w większości sztuczni i w ogóle nie ma szans na ich zaangażowanie. Faktycznie, oni obniżają wartość fanpage’a. Co innego, jeśli sam tę stronę z tego lub innego powodu zlajkował. Należy zauważyć, że nie każdy fan lubi daną stronę, bo chce być zaangażowany w jej społeczność.

Burger

Mimo że sam prawie wcale nie jadam w fast foodach, polubiłem strony wszystkich czołowych dostępnych sieci w Polsce. Po co? A choćby po to, by wiedzieć o udostępnianych tam promocjach. Większość fast foodów jest według mnie niewarta swojej ceny, więc gdy już tam raz na kilka miesięcy jadam, to tylko i wyłącznie korzystając z jakiejś promocji. Wiecie, dwa BigMaki w cenie jednego lub inny cheeseburger gratis.

I uważam, że nie jestem tu wyjątkiem. Fanpage nie jest dla mnie magiczną społecznością osób, które na rodzinnym obiedzie, krojąc schabowego, pod nosem smęcą, że Whooper jest lepszy. Jest po prostu społecznym RSS-em, na którym mogę się dowiedzieć o marce nowych informacji, czasami dostać coś za darmo, zobaczyć, co tam teraz piszczy. Posiadanie dużej liczby fanów to ogromna szansa, którą po prostu trzeba umieć wykorzystać.

whopper-sellout

Jeśli ktoś jest winny zbyt małemu zaangażowaniu fanów, to na pewno nie sami fani, a po prostu administratorzy strony. Uwagę fanów trzeba umieć zdobyć, a nie wyrzucać tych, którzy nie rozmawiają o marce sami z siebie. Cholera, jakby ktoś mnie wyceniał tylko na wartość kanapki, chyba bym wziął tę kanapkę. Lepsze to niż przebywać w grupie firmy, która wycenia swoich klientów na mniej niż 10 złotych.

Cała akcja według mnie ma tylko jedną wartość: to, że ja oraz wiele innych osób o niej napisze. Burger King przy jej okazji wypromował produkt konkurencji i zdobył 30 000 wrogów, których zbanował na wieczność. Wiadomo, że odzyskanie takiej liczby fanów jest możliwe, ale… po co to robić? Może nie znam się na marketingu, ale gdyby ktoś na mojej stronie wywalił ¾ fanów, po prostu bym go zwolnił.

To nie jest akcja marketingowa, to zwykłe partactwo. Oczywiście można powiedzieć, że dzięki rozgłosowi Burger King bardzo szybko ich odzyska. Sam jednak wolałbym pozyskiwać nowych fanów niż ich odzyskiwać. Zresztą, czy nowi fani będą bardziej zaangażowani od poprzednich? Szczerze w to wątpię.

Zdjęcie fast food burger pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement