Asus Transformer Book T100 – bardzo dobry sprzęt, na który nie trzeba przeznaczać całej wypłaty – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 10.12.2013
Asus Transformer Book T100 – bardzo dobry sprzęt, na który nie trzeba przeznaczać całej wypłaty – recenzja Spider’s Web

Asus Transformer Book T100 – bardzo dobry sprzęt, na który nie trzeba przeznaczać całej wypłaty – recenzja Spider’s Web

Asus Transformer Book T100 to z pewnością jeden z najgorętszych gadżetów końcówki 2013 roku. Czy urządzenie, które łączy w sobie zalety tabletu i laptopa i na dodatek nie kosztuje majątku jest godne uwagi? Miałem okazję to sprawdzić.

Najnowszy tablet Asusa został wyposażony w czterordzeniowy procesor Intel Atom Z3740 (Bay-Trail), 2 GB pamięci RAM, układ graficzny Intel HD oraz dysk SSD, w sumie to eMMC, o pojemności 32 GB (w sprzedaży jest też wersja z dodatkowym dyskiem HDD 500 GB). Sprzęt ma także ekran o przekątnej 10,1 cala i rozdzielczości 1366 x 768 pikseli. Poza tym w zestawie otrzymujemy jeszcze stację dokującą w postaci klawiatury wyspowej z gładzikiem. Trzeba przyznać, że specyfikacja – jak na tablet – robi wrażenie. W teorii podzespoły powinny pozwalać na komfortową pracę w systemie operacyjnym Windows 8.1 (pełnoprawnym, a nie RT). Czy tak jest w rzeczywistości?

Jakość wykonania tabletu

Jeśli chodzi o sam tablet, to ciężko zarzucić mu jakieś braki w wykonaniu. Owszem, jest może i plastikowy, ale jakość tego plastiku stoi na bardzo wysokim poziomie. Miałem okazję wcześniej testować modele z serii Transformer Pad i widzę, że tajwańska firma niewiele zmieniła w swoich obudowach. Ale to nic złego. Tworzywo sztuczne jest solidne, a wszystkie elementy dobrze spasowane. Przez dwa tygodnie, przez które testowałem Transformer Booka T100, nie zauważyłem też aby cokolwiek w nim trzeszczało. Cała konstrukcja sprawia wrażenie trwałej.

Asus Transformer Book T100

To, co mi się nie podoba i w zasadzie można do odnieść do większości tabletów z Androidem i Windowsem, to strasznie szerokie ramki dookoła ekranu. Po pierwsze, nie wygląda to zbyt estetycznie. Apple, prezentując iPada Air, pokazał, że da się zrobić naprawdę cieniutkie ramki, także w tabletach. Nie rozumiem czemu producenci urządzeń z systemem od Google lub Microsoftu potrafią to samo zrobić w smartfonach, ale już kompletnie zapominają o tabletach. Poza tym sprzęt jest przez to też sporo większy niż mógłby być w rzeczywistości. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zacznie się to zmieniać.

Na samym tablecie nie znajdziemy też zbyt wielu złączy. Producent pokusił się tylko o trzy porty – micro-USB, mini-HDMI oraz mini-jack 3,5 mm. W poprzednim zdaniu użyłem słowa „tylko”, ponieważ wydaje mi się, że sprzęt, który aspiruje do miana hybrydy tabletu i laptopa, mógłby zostać wyposażony w nieco więcej złączy. Jeśli ma być urządzeniem do pracy, a domyślam się, że ma być skoro zainstalowano na nim Windows 8.1, to jedno USB to zdecydowanie za mało. Na szczęście sytuację ratuje nieco stacja dokująca, która została wyposażona w pełnowymiarowy port USB 3.0. Oczywiście obsługuje on wszystkie akcesoria, o ile są do nich odpowiednie sterowniki. Jeśli ich nie ma, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby je zainstalować. To w końcu normalny Windows, jak na komputerze stacjonarny lub notebooku. Nie zmienia to jednak faktu, że z chęcią zobaczyłbym jeszcze jedno złącze USB, nawet w standardzie 2.0.

Asus Transformer Book T100

Jeśli chodzi o przyciski, to wszystkie one znajdują się przy lewej górnej krawędzi urządzenia (trzymając je poziomo). W bocznej części producent umieścił regulację głośności oraz przycisk home, który przenosi nas na ekran startowy systemu. O ile do pierwszego rozwiązania nie ma co się przyczepić, o tyle drugie jest piekielnie niewygodne. Tablety z systemami Microsoftu w większości przypadków są wyposażone w dotykowy przycisk Windowsa. Zawsze znajduje się on idealnie na środku, tuż pod ekranem. To moim zdaniem dobre rozwiązanie, z którego da się korzystać w sposób komfortowy. Tymczasem Asus – nie wiedzieć dlaczego – zrezygnował z tego rozwiązania. Pod ekranem znajduje się znaczek „okienek”, ale nic on nie robi. Zamiast tego mamy przycisk na lewej krawędzi sprzętu. Nie zostało to zbyt dokładnie przemyślane. Dla mnie było to szalenie niewygodne i wręcz denerwujące. Po części rozumiem, dlaczego zdecydowano się na coś takiego. Tym powodem jest zapewne stacja dokująca, która częściowo zasłana wspominany znaczek „okienek”. Jestem jednak przekonany, że dałoby się to zrobić po prostu lepiej. Dodatkowym problemem jest to, że przycisk Windows działa bardzo opornie. Trzeba go wciskać zdecydowanie mocniej niż pozostałe.

Ostatnim przyciskiem jest oczywiście ten do wyłączania, włączania, wybudzania i wygaszania ekranu. Znajduje się on na górnej krawędzi, po lewej stronie, czyli dość standardowo.

Jakość wykonania stacji dokującej

Oczywiście kilka słów należy się także stacji dokującej, a w sumie to bardziej doczepianej klawiaturze. Pierwszą rzeczą, która nieco mnie rozczarowała, jest brak dodatkowej baterii. Modele z serii Transformer Pad – a w sumie to ich stacje dokujące – były wyposażone w dodatkowy akumulator, który znacząco wydłużał czas pracy na jednym ładowaniu. Szkoda, że w T100 zabrakło tego elementu, ale podejrzewam, że znacząco wpłynęłoby to na cenę końcową zestawu. Poza tym sama bateria w tablecie spisuje się naprawdę dobrze, ale szerzej napiszę o tym za chwilę.

Asus Transformer Book T100

Urządzenie zostało wyposażone w klawiaturę wyspową, co jest już dzisiaj standardem, ale mile przeze mnie widzianym. Przerwy między klawiszami znacząco wpływają na komfort pisania, co akurat w takiej pracy jak moja, ma kluczowe znaczenie. Początkowo trzeba się jednak przyzwyczaić nieco do dość małych rozmiarów klawiszy. Należało się jednak tego spodziewać. To w końcu urządzenie z ekranem o przekątnej 10,1 cala, a nie 15-calowy laptop. Gdzieś konieczne były pewne kompromisy. Przez pewien czas byłem użytkownikiem netbooka, więc przyzwyczajenie się do Asusa nie było dla mnie problemem. Skok klawiszy również jest przyjemny. W moim odczuciu trochę duży, ale dzięki temu łatwo wyczuwalny. Zastosowany plastik również jest przyzwoity i nie mam mu nic do zarzucenia.

Drugą rzeczą, która mnie rozczarowała, jest gładzik. Częściowo pewnie dlatego, że po prostu nienawidzę korzystać z touchpadów. Zawsze mam pod ręką myszkę, która jest sto razy bardziej wygodna. Po drugie, jeśli już jestem zmuszony na używanie gładzika, to wolę, jeśli przyciski są wyraźnie oddzielone od części dotykowej. W Asusie T100 tego nie uświadczymy. To oczywiście kwestia gustu, ale dla mnie to wada. Na dodatek wciskanie któregoś z guzików wydaje dźwięk pękającego plastiku, jakby coś się psuło. To detal, ale dość nieprzyjemny. Takie drobiazgi potrafią zepsuć ogólne wrażenie.

Asus Transformer Book T100

No i trzecim, na szczęście już ostatnim elementem, który wymagałby poprawy, są cztery nóżki na spodzie stacji dokującej. Niby są one gumowe, ale praktycznie nie zapewniają żadnego trzymania na śliskich powierzchniach, np. stołu. Urządzenie swobodnie jeździ sobie po biurku niczym łyżwiarz szykujący się do piruetu. Ale to wada większości hybryd gdzie większą wagę na ekran, a nie podstawa, czyli klawiatura.

Samo łączenie klawiatury z tabletem jest niezwykle łatwe. Wystarczy po prostu mocno wcisnąć urządzenie w stację dokującą. Jeśli zrobimy to dobrze, a czasami trzeba do tego nieco siły, to zostaniemy poinformowani stosownym dźwiękiem systemu Windows. Z kolei wyjmowanie odbywa się poprzez wciśnięcie sporego przycisku i pociągnięcie tabletowej części do góry. Działa to bardzo sprawnie.

Asus Transformer Book T100

Samo trzymanie jest mocne i nikt nie powinien obawiać się o jego jakość. Nieco gorzej jest w przypadku zawiasów, przez które ekran ma czasami tendencję do lekkiego chybotania, ale tylko w momencie potrząsania sprzętem. Nie ma też co liczyć na ogromne odchylenie do tyłu. W tym momencie Asus Transformer Book T100 zapewnia kąt jedynie 120 stopni. W zupełności wystarczy to do pracy przy biurku, ale może być niewystarczające, trzymając tablet na kolanach. Jednak w takim przypadku wystarczy odpiąć klawiaturę i korzystać z przycisków ekranowych.

Jak już wspominałem, stacja dokująca ma jedno złącze USB 3.0. Znajduje się ono na lewej krawędzi urządzenia.

Ekran

Wyświetlacz Asusa T100 ma przekątną 10,1 cala i niezbyt imponującą rozdzielczość 1366 x 768 punktów. Daje to zagęszczenie pikseli na poziomie 155 ppi. W praktyce jest zdecydowanie lepiej niż w teorii. Ekran – głównie ze względu na zastosowanie panelu IPS – może się pochwalić dobrej jakości obrazem i świetnymi kątami widzenia. Kolory są żywe i dobrze odwzorowane, czerń może nie idealna ale i tak świetna, a całość wyjątkowo ostra. Prawda jest taka, że w wielu przypadkach przywoływane 1366 x 768 pikseli w zupełności wystarczy. Przecież tego typu urządzenie nie powstało z myślą o specjalistach lub grafikach, którzy otwierają nie wiadomo ile okien i chcą mieć je wszystkie widoczne w tym samym momencie. Taka hybryda tabletu i laptopa powstała z myślą o osobach pracujących z pakietem biurowym, przeglądających zasoby światowej sieci i konsumujących treści. Jasne, że Full HD 1920 x 1080 pikseli byłoby mile widziane, ale czy tak naprawdę jest rzeczywiście niezbędne? Mam tutaj wątpliwości. Moim zdaniem T100 zapewnia spokojną i komfortową pracę.

Asus Transformer Book T100

Podstawową wadą ekranu jest stosunkowo niska jasność, która wynosi zaledwie 250 cd/m2. To wartość w pełni wystarczająca w domu, ale tego samego nie można powiedzieć w momencie korzystania z urządzenia na świeżym powietrzu. Nawet w średnio słoneczny dzień wyświetlacz jest słabo widoczny, a efekt potęguje jeszcze połyskująca powłoka. Może gdyby była matowa, to widoczność na świeżym powietrzu była lepsza, a nawet na pewno by była. Ale mówiąc szczerze, jeszcze nie widziałem tablety z matowym ekranu i pewnie nigdy nie zobaczę.

Na uznanie zasługuje też powłoka dotykowa. Obsługa urządzenia jest czystą przyjemnością. Ekran błyskawicznie reaguje na dotyk i nie jest toporny. Jest dokładnie tak, jak być powinno.

Wydajność

Intel w końcu stworzył Atomy, które są wyposażone w cztery rdzenie. Na dodatek zastosowany tutaj model to przedstawiciel najnowsze serii Bay-Trail, a więc został wyprodukowany w procesie technologicznym 22 nm. Jego TDP to zaledwie 2 W (TDP to nie to samo, co zużycie energii!). Przy tym wszystko jest on dużo bardziej wydajny od swoich poprzedników i to naprawdę się czuje.

Asus Transformer Book T100 świetnie sprawuje się w przypadku pracy z pakietem biurowym, przeglądania Internetu czy też oglądania filmów w rozdzielczości Full HD, które dzięki złączy HDMI można przenieść na ekran telewizora. Na pewno niemały w tym udział na Windows 8.1, który zużywa mniej zasobów niż poprzednie wersje okienek. Naprawdę nie spodziewałem się, że korzystanie z tabletu będzie aż tak komfortowe. Nie zauważyłem specjalnych spowolnień, lagów i jakichkolwiek problemów.

Asus Transformer Book T100

Z ciekawości zainstalowałem też na urządzeniu kilka gier. W końcu T100 działa na normalnym Windowsie, więc nie ma z tym najmniejszych kłopotów. Jako pierwsza na tapetę poszła FIFA 14. Ustawiłem najwyższą możliwą rozdzielczość, maksymalne detale graficzne i uruchomiłem najnowszą piłkę kopaną od Electronic Arts. To, co zobaczyłem, mocno mnie zdziwiło. Gra może nie była w pełni płynna, ale na oko były to jakieś 23 klatki na sekundę. Spokojnie dałoby się pograć bez większych nerwów. Odpowiednie zmniejszenie detali upłynniło rozgrywkę. Więc jeśli dysponujecie padem i przejściówką z micro-USB na USB, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby w drodze do pracy lub szkoły zagrać sobie w autobusie, metrze czy tramwaju szybki meczyk.

Spokojnie da się też pograć w Cywilizację 5 na najniższych ustawieniach czy też SimCity. Problemem może być mała ilość pamięci, która wynosi (w standardowym modelu) zaledwie 32 GB, z czego niecałe 15 GB jest do dyspozycji użytkownika. To bardzo mało i dlatego warto dopłacić kilkaset złotych do modelu z HDD 500 GB, tym bardziej, że aplikacje na normalnego Windowsa zajmują zdecydowanie więcej miejsca niż odpowiedniki na RT, Androida czy też iOS-a. Szkoda tylko, że większy dysk jest umieszczony w stacji dokującej, więc konieczne i tak byłoby noszenie ze sobą klawiatury.

Asus Transformer Book T100

Dźwięk

Odpaliłem YouTube, włączyłem piosenkę Pharella Williamsa – Happy i doznałem szoku. Po pierwsze dlatego, że dawno nie słyszałem tak dobrej jakości dźwięku w tablecie. Był on bardzo głośny, czysty (nawet na najwyższej głośności) i nawet nie brakowało mu basów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek testował tablet z taki dobrym głośnikiem.

A jeśli już przy głośniku jesteśmy, to chciałbym Wam zaprezentować jego grill na zdjęciu, ale nie mogę. Jest tak dlatego, że został on ukryty pod obudową, w lewym, dolnym rogu. Nigdzie nie ma ujścia i gra z wnętrza urządzenia. Nigdy z czymś takim się nie spotkałem, ale strasznie mi się to spodobało. Po pierwsze, patrz wyżej, czyli dobra jakość. Po drugie, bo w żaden sposób nie da się go zasłonić. Obojętnie, jak byśmy nie trzymali urządzenia, dźwięk bez problemu będzie docierać do naszych uszu. Nie ma jednak rozwiązań idealnych. Wadą jest rezonująca obudowa, ale można się do tego przyzwyczaić.

Czas pracy na baterii

Asus T100 jest wyposażony w akumulator o pojemności 31 Wh. W połączeniu z niskim zużyciem energii pozwala to na całym dzień korzystania ze sprzętu. Godzina przeglądania Sieci z wysokimi ustawieniami jasności ekranu zużywa zaledwie 10-12 procent naładowania akumulatora. Oznacza to, że sprzęt powinien pozwolić na mniej więcej 8 godzin „siedzenia w Internecie”. Spokojnie da się też obejrzeć 2 filmy lub pracować przez pełne 8 godzin, chociaż w ostatnim przypadku warto byłoby trochę zmniejszyć podświetlenie ekranu.

Asus Transformer Book T100

Taki wynik, to moim zdaniem – jak na możliwości urządzenia – naprawdę świetny wynik. Nie oczekiwałem od Asusa nic więcej, a nawet spodziewałem się, że będzie się sprawował nieco gorzej. Naprawdę pozytywnie się zaskoczyłem. Może i niektóre tablety pozwalają na dłuższe działanie bez podłączania do gniazdka elektrycznego, ale czy mają pełnoprawny system wraz ze wszystkimi jego możliwościami? Żałuje tylko braku baterii w stacjo dokującej. Wtedy urządzenie mogłoby działać jeszcze dłużej, ale pewnie byłoby sporo droższe.

Podsumowanie

Asus Transformer Book T100 naprawdę mi się spodobał. To bardzo dobry sprzęt, na który nie trzeba przeznaczać całej wypłaty. Urządzenie spokojnie da się kupić już za 1499 złotych. Za dodatkowy dysk o pojemności 500 GB trzeba dopłacić zaledwie 200 złotych, dzięki czemu sprzęt cały czas jest bardzo atrakcyjny.

Dla mnie T100 to niemal idealne połączenie możliwości tabletu i laptopa. Cały czas jest mobilny, stosunkowo lekki i można z nim siedzieć na kanapie. Jednocześnie ma w pełni wystarczającą wydajność, nadaje się do pracy i nie kosztuje majątku.

Asus Transformer Book T100

Jego jedyne wady, to mała ilość złączy, gumowe stópki, które słabo trzymają, mała ilość przestrzeni dyskowej (w przypadku modelu tylko z SSD 32 GB), nieprzemyślane ułożenie przycisku Windows i… to chyba tyle. Jeśli kupimy nieco droższy egzemplarz, to zostają praktycznie same drobiazgi, do których można się przyzwyczaić.

Jednym zdaniem – Asus Transformer Book T100 to urządzenie, które z czystym sercem mogę polecić. Sam z chęcią zobaczyłbym sprzęt na swoim biurku, już na stałe.

Dołącz do dyskusji

Advertisement