Nie rozumiem wojenki konsol nowej generacji

Felieton/Gry 22.11.2013
Nie rozumiem wojenki konsol nowej generacji

Nie rozumiem wojenki konsol nowej generacji

Ostatnie dwa odcinki South Parku i kolejny, jeszcze niewyemitowany, poświęcone zostały konsolom nowej generacji i nawiązaniom do seriali. Genialności South Parku nie ma co podkreślać – kto uwielbia, to uwielbia, kto nie to nie. Jednak animowane postacie prowokują pytanie: czy konsole są faktycznie tak ważnymi elementami życia, a to, który zestaw wybierzemy zdefiniuje życie na kolejne kilka lat?

W South Parku grupka dobrze znanych uczniów na czele z Cartmanem bawi się w Grę o Tron i wymyśla plan, jak dostać się do centrum handlowego w Czarny Piątek – zwyczajowy dzień przecen po Święcie Dziękczynienia – by tanio kupić Xboksy. Jednak plan szybko pali na panewce, gdy okazuje się, że niektóre dzieciaki wolałyby kupić PlayStation 4. Wtedy zaczyna się wojna – dwa rody, jeden mający na czele Cartmana, drugi zdradziecką księżniczkę-Kenny’ego i Stana – próbuje zebrać jak największe siły na wojnę, czyli przebicie się do centrum handlowego w pierwszej, otrzymującej zniżki, dziesiątce.

Mamy nawiązania do House of Cards, mamy CEO Sony, mamy w końcu dobrotliwego i ignoranckiego Ballmera i Billa Gatesa, który wypowiada ważne słowa o tym, że konsola to już nie tylko urządzenie do gier, ale takie, które zdominuje salon i domową rozrywkę na lata. Szybko okazuje się też, że wybór konsoli oznacza także wybór paczki znajomych, z którą będzie można grać online i porozumiewać się przez sprzęt. Ten, kto wybierze Xboksa ograniczy znajomych do właścicieli Xboksa, a ten kto PlayStation do właścicieli PlayStation.

south park bill gates

(odcinek 1, odcinek 2)

Jednocześnie kolejne serwisy growe i technologiczne rozwodzą się nad detalami, takimi jak to, że Xbox One nagrzewa się do 49 stopni Celsjusza, a PlayStation 4 do 45 stopni. Tematy te komentowane są przez graczy i wykorzystywane jako argumenty w sporze którą konsolę wybrać, tymczasem…

Bohaterowie South Parku to dzieciaki z podstawówki którym wiecznie brakuje pieniędzy i które z wybraną konsolą utkną na lata. A średni wiek gracza wynosi 30 lat, przy czym osoby poniżej 18 roku życia stanowią tylko 32% graczy w ogóle. Kolejne 32% to osoby w wieku 18-35 lat, a przeważającą grupę stanowią osoby powyżej 36 roku życia – to aż 36% graczy.

Kobiety powyżej 18 roku życia to grupa graczy liczniejsza, niż chłopcy poniżej 17 roku życia, a najczęściej kupujący gry mają 35 lat.

Dlaczego o tym wspominam? Bo nie rozumiem całej gorączki na spory, która konsola jest lepsza i którą powinno się kupić – PS4 czy XOne. Nie rozumiem, bo o ile dla osób młodych może to faktycznie być wybór jednorazowy, który będzie rzutował na kolejne kilka lat cyfrowej rozrywki, o tyle dla przeciętnego gracza nie jest już specjalnym problemem.

Spójrzmy na to zdroworozsądkowo. Granie o ogólnie droga rozrywka – na start na konsolę wydać trzeba co najmniej 2 lub więcej tysięcy złotych. Warunek: trzeba mieć telewizor lub chociaż monitor. Konsola to jednak gry, a te potrafią kosztować 200-250 złotych w zależności od wersji (średnia cena to 200 złotych). Można też kupować “używki” taniej i sprzedawać posiadane gry, ale to wciąż spore, regularne wydatki jeśli chce się aktywnie korzystać z konsoli, plus nakład czasu związany ze sprzedażą i niemożność powrotu do gier w przyszłości. Do konsoli wypadałoby też dokupić dodatki, takie jak zewnętrzne kontrolery i akcesoria, które do najtańszych też nie należą…

south_park_xbox

Z drugiej strony średni wiek gracza wskazuje, że jest to osoba o w miarę ustatkowanej sytuacji, zdająca sobie sprawę z tego, że zaangażowanie się w gry oznacza koszty. Jeśli popatrzeć na koszty początkowe – konsoli i kilku gier – to okaże się, że sprzęty te są czasem tańsze, niż nowe smartfony, w których wielu z nas tak się lubuje i wystaje po nie w kolejkach. I że na przykład wymiana nieodpowiadającej platformy konsolowej, ze sprzedażą używanego sprzętu i gier i kupnem nowej lub używanej przyniesie straty, ale jest możliwa. A rozrywka w postaci grania i tak się odbyła.

Nie rozumiem wojenek zwolenników PS4 i XOne tak samo, jak nie rozumiem wojenek fanów systemów operacyjnych czy producentów. Nie pasuje – wymieniam.

Jednak w ostatnim gorącym tygodniu premier konsol nowych generacji widzę coraz mniej dyskusji na ważny aspekt w całym konsolowym zamieszaniu. Gracze ekscytują się grafiką, porównują detale, szczegółowość i wydajność podczas grania, a to nie o to tak naprawdę chodzi w podboju świata.

Ci, którzy grają i mają PS3 czy Xboksa 360 i tak pewnie kupią kolejną konsolę. Różnica w strategii sprzedaży polega na trafieniu do klientów takich, jak ja. Takich dla których granie jest przyjemnością, ale nie wartą wydawania kilku tysięcy złotych i którzy może kupiliby konsolę, ale trzeba ich do tego przekonać.

Microsoft próbuje to zrobić aplikacjami, zaawansowanymi funkcjami telewizyjnymi czy komunikatorem, ale to za mało – to usługi wciąż dostępne tylko lokalnie na rodzimym rynku Microsoftu. Sony natomiast pomija mnie i mi podobnych skupiając się na trafieniu do ogromnej grupy wymagających graczy.

Bill Gates w South Parku ma trochę racji mówiąc o walce o dominację nad rozrywką w domu, a z drugiej strony wszyscy trochę zapominamy, że konsole można wymienić, a nawet posiadać dwie. Bo dlaczego nie?

Sama do końca nie wiem, jak na to patrzeć, ale wojenka konsolowa z mojego punktu widzenia jest trochę przesadzona

Dołącz do dyskusji