Deezer ucierpiał przez modę na chaos

Felieton/Technologie 28.11.2013
Deezer ucierpiał przez modę na chaos

Deezer ucierpiał przez modę na chaos

Od dłuższego czasu korzystam z nowej, podobno ulepszonej wersji Deezera. Podobno, bo jest to kwestia dyskusyjna i okazuje się, że Deezer po zmianach ucierpiał na syndrom znany z coraz większej ilości miejsc w Sieci – syndrom chaosu, który ma powodować większą aktywność.

Do Deezera mam kilka pretensji, i z rozmów ze znajomymi, którzy też używają go jako podstawowego serwisu streamingowego, wiem, że nie jestem w nich sama. Przede wszystkim Deezer popsuł to, co prócz pełnoprawnej wersji webowej odtwarzacza wyróżniało go pozytywnie na tle konkurencji. Chodzi o uporządkowanie biblioteki – poleceń ogólnych, nowości i poleceń oraz nowości przefiltrowanych przez algorytmy dopasowujące muzykę do gustu użytkownika. Wcześniej odbywało się to na dwóch kartach, miało stałe miejsca i odświeżane było co poniedziałek.

Nowy Deezer natomiast chwali się Music Feedem, który zastąpił poprzedni ekran z rekomendacjami. Jak genialne było to miejsce pisałam swojego czasu, zwracając uwagę na dobre uporządkowanie boksów, kategorii i propozycji. Dziś niestety nic już się nie zgadza, a moda na kontrolowany chaos dosięgnęła i Deezera.

Nowy ekran główny Deezera
Nowy ekran główny Deezera
Poprzedni ekran główny Deezera
Poprzedni ekran główny Deezera

 

Objawia się to strumieniem prezentowanych, podobno dopasowanych do gustu różności, które można przewijać i przewijać. W strumieniu wyświetla się wszystko – nowe albumy, utwory, playlisty, polecenia od redaktorów Deezera, stacje radiowe, albumy starsze. Wszystko pomieszane, poplątane, bez ładu i składu.

Nie ma już możliwości przejrzenia, co poleca ekipa Deezera. Nie ma możliwości posortowania wyświetlanych typów poleceń. Nie ma możliwości na dotarcie do nowości, do dopasowanych pod gust staroci. Nie ma możliwości przejrzenia polecanych playlist. Trzeba przewijać w nadziei, że uda się znaleźć coś ciekawego, ale takie bezmyślne przewijanie artystów i treści, których na ogół się nie zna nie zachęca do kliknięcia.

Niby dlaczego ma mnie interesować, że jakiś nieznany mi edytor Deezera poleca mi jakiś nieznany mi zespół z nieznanym mi albumem, który na dodatek wyszedł nie wiadomo kiedy?

Kim jest Ines i dlaczego ma mnie to interesować?
Kim jest Ines i dlaczego ma mnie to interesować?

Może gdyby algorytmy poleceń działały sensownie, to dałoby się jeszcze coś z Music Feeda wykrzesać. Tymczasem po odświeżeniu mam wrażenie, że coś poszło nie tak – nawet, gdy klikam to, co w chaosie pokazuje mi Deezer, to w 9 na 10 przypadków okazuje się, że jest to kompletnie nie w moim guście.

Zakładka “Odkryj” jest zresztą nie lepsza. Zbiera, ale w inny sposób, rekomendacje, dzieląc je na kategorie. Nie da się na razie wybrać epoki ani wytwórni, nowości pokrywają się z ogólnymi poleceniami, a informacja o tym, który edytor z jakiego kraju poleca daną rzecz jest tak bardzo wyeksponowana i tak bardzo nieistotna, że nie chce się tam nawet zaglądać.

Po uruchomieniu nowego Deezera, choć zmuszałam się do korzystania w nadziei, że się przekonam, moja aktywność w serwisie spadła. Niemal przestałam dzięki Deezerowi poznawać nowe dla mnie rzeczy, a tym samym sens korzystania z tego właśnie serwisu przestaje w moim przypadku istnieć. Tak samo, jak powody do płacenia.

Rdio może dużo brakuje, ale prezentacja nowości jest tam świetna, co kusi mnie niesamowicie.

Deezer zapatrzył się w Spotify, na swój sposób skopiował ekran poleceń nawet z funkcją przytrzymania przycisku by “podsłuchać” muzykę, ale nie znaczy to, że jest to kopia dobra.

Niestety moda na pozorny chaos tak, by skłonić do klikania i przyciągnąć uwagę internautów z coraz mniejszymi zdolnościami do skupienia nie zawsze skutkuje pozytywnymi rzeczami.

A było całkiem dobrze.

Dołącz do dyskusji

Advertisement