Patrząc na to jak radzi sobie Jelly Bean, widać wyraźnie, że Android 4.4 łatwo mieć nie będzie

Artykuł/Technologie 04.11.2013
Patrząc na to jak radzi sobie Jelly Bean, widać wyraźnie, że Android 4.4 łatwo mieć nie będzie

Patrząc na to jak radzi sobie Jelly Bean, widać wyraźnie, że Android 4.4 łatwo mieć nie będzie

Chwilę po premierze Androida 4.4 światło dzienne ujrzał kolejny raport dotyczący udziału poszczególnych wersji mobilnego systemu na urządzeniach łączących się w okresie od 24 października do 1 listopada ze sklepem Google Play. Na pojawienie się w nim KitKata musimy poczekać jeszcze co najmniej miesiąc, ale już teraz można wyciągnąć z opublikowanego wykresu ciekawe wnioski.

Miesiąc w miesiąc Google prezentuje wyniki adaptacji poszczególnych wersji systemu Android wśród użytkowników na całym świecie, a ja przyglądam się im na łamach Spider’s Web i śledzę zachodzące zmiany. Co prawda jakieś pół roku temu Google zmodyfikowało nieco metodologię badań – teraz pod uwagę brane są wyłącznie urządzenia łączące się w ostatnim okresie ze sklepem Google Play – ale i tak można zauważyć tutaj pewne trendy. Sama zmiana sposobu zliczania urządzeń to akurat dobry pomysł, skoro wykresy i tabelki przygotowane są z myślą o deweloperach.

4-4 kitkat

Dane dla programistów

To, jakie wydanie systemu od Google zainstalowane jest na smartfonach lub tabletach, powoli traci znaczenie, a nowości w kolejnych wersjach Androida nie są już na tyle duże, aby na aktualizację czekać z wypiekami na twarzy. Z tego powodu wykres przygotowany przez Google przydatny będzie głównie deweloperom aplikacji, którzy podczas tworzenia swojego programu będą musieli podejmować różne decyzje.

Na podstawie tego, jak zmienia się rozkład procentowy poszczególnych dystrybucji Androida, będących aktualnie w użyciu, mogą oni zdecydować się na wspieranie (lub nie) poszczególnych elementów API, czy też przygotowania (lub nie) osobnej wersji aplikacji opracowanej z myślą o posiadaczach starszych urządzeń. Ale chociaż wspomniane dane przeznaczone są główne dla programistów, to dostępne są publicznie, więc można się im przyglądać i analizować zmiany.

Fragmentacja Androida

W przeciwieństwie do firmy Apple twórcy Androida nie mają pełnej kontroli nad zarówno oprogramowaniem, jak i sprzętem. Produkcją telefonów i tabletów z Androidem zajmuje się spora liczba producentów z całego świata, która może niemal dowolnie modyfikować kod systemu. Swoje modyfikacje wgrywają też często operatorzy sprzedający urządzenia w abonamentach. Z tego powodu nawet jeśli wyda nową wersję Androida, to zanim trafi ono na urządzenia końcowe potrafią minąć długie miesiące.

Najczęściej dzieje się tak, że urządzenia, zwłaszcza te tańsze, aktualizacji nie widzą wcale. Dla producenta opracowanie nowego wydania dla tzw. “zetafonów” jest po prostu nieopłacalne. Wydanie nowego Androida dla urządzeń z wyższej półki zresztą też pewnie jest kosztowne, ale tutaj firmy sprzedające smartfony i tablety starają się – zazwyczaj, bo nie ma reguły – dopieścić przynajmniej tych klientów, którzy wyłożyli na swoje urządzenia mobilne naprawdę dużo pieniędzy.

google-android

Porównanie z konkurencją

Z tego powodu w użyciu nadal jest mnóstwo urządzeń, które korzystają z systemu mającego kilka lat. W przypadku iOS, gdzie obecny od trzech lat na rynku iPhone 4 dostaje aktualizację w momencie premiery nowej wersji softu, coś takiego jest nie do pomyślenia. W świecie Androida brak natychmiastowej aktualizacji dla urządzeń będących w sprzedaży kilka miesięcy jest na porządku dziennym i dotyka nawet urządzenia z linii Nexus.

Całkiem nieźle pod względem aktualizacji, nie licząc wpadki z brakiem aktualizacji z Windows Phone 7 do Windows Phone 8, radzi sobie też Microsoft. Firma z Redmond przynajmniej w tym wypadku wyciągnęła wnioski z błędów w podejściu Google i stara się naśladować podejście Apple nie dając zbytniej władzy nad kodem mobilnych okienek ani producentom sprzętu, ani operatorom. A czy Google w końcu sobie z tym problemem dotykającym Androida kiedyś poradzi? Patrząc na statystyki – nie sądzę.

Android Fragmentacja 2013 11

Nowe dane nie nastrajają optymistycznie

Wśród obecnych w zestawieniu wersji systemu, na które składają się dystrybucje, które zdobyły przynajmniej 0.1% udziałów w rynku*, znajdują się ku mojemu zaskoczeniu dokładnie te same pozycje, co miesiąc temu. Stawkę otwiera Android 2.2 Froyo, który spadł z 2.2% na 1.7%. Powoli, bo powoli traci nieśmiertelny Gingerbread, który spadł z 28.5% na 26.3% – czyli spotkamy go nadal na jednej czwartej urządzeń.

Edycja Androida przeznaczona na tablety o nazwie Honeycomb twardo trzyma się swojego udziału w wysokości 0.1%. Najwidoczniej użytkownicy tych tabletów nie mają potrzeby zmiany urządzenia na nowszy model, a jeśli do dziś nie dostali aktualizacji, to znaczy że takowa nigdy nie nadejdzie. Słabnący udział w rynku widać też w przypadku systemu 4.0 Ice Cream Sandwich, gdzie spadł on z 20.6% do 19.8%. A skoro wszędzie do tej pory spada, to gdzieś musi urosnąć, prawda?

Android Fragmentacja 2013 11 2

Jelly Bean w formie? Tylko pozornie

Procenty na najnowszym wykresie od starszych wersji wyciągnął oczywiście system Jelly Bean, ale to nie powód do dumy. Znamienne jest, że Android 4.1-4.3 przekroczył próg zainstalowania go na połowie urządzeń łączących się ze sklepem Google Play dopiero w momencie gdy… została wydana jego kolejna wersja. I trzeba też pamiętać, że na te 50 procent udziału Jelly Beana w rynku składa się tak naprawdę nie jedna, a aż trzy wersje systemu. Google zastosował sprytną sztuczkę nadając wersjom 4.1, 4.2 i 4.3 taką samą nazwę kodową.

Jeśli przyjrzeć się bliżej, to adopcja tego faktycznie ostatniego 4.3 Jelly Beana odbywa się w dramatycznie wolnym tempie. Jak do tej pory trafił on bowiem na zaledwie 2,3% urządzeń, gdzie miesiąc temu było to 1,5%. I szczerze mówiąc, to wcale mnie to nie dziwi. U operatorów do tej pory sprzedawane są głównie telefony z wersjami 4.1 i 4.2, dzięki czemu także obie te wersje nieco zyskały – odpowiednio wzrost z 36,5% do 37,3% oraz z 10,6% do 12,5%. Nic nie wskazuje na to, żeby z KitKatem miałoby być lepiej.

Android Fragmentacja 2013 11 3

No i gdzie ten KitKat?

Wspomnianego KitKata możemy jak na razie pooglądać na zrzutach ekranu znalezionych w sieci i na filmikach w serwisie YouTube. Nowy Android na start dostępny jest bowiem wyłącznie na najnowszym smartfonie LG Nexus 5, który dopiero co trafił do sprzedaży. Posiadacze Galaxy Nexusa mogą o nim zapomnieć, a właściciele Nexusów 4, 7 i 10 i urządzeń w wersji Google Edition dostaną go dopiero “w przeciągu najbliższych tygodni”.

Google zapowiadało, że do płynnego działania nowego Androida wystarczą słabsze urządzenia, w tym te z zaledwie 512 MB pamięci operacyjnej RAM. Można to było uznać za zapowiedź tego, że starsze urządzenia dostaną aktualizacje – ale to tylko pobożne życzenia. To dobra wiadomość, ale dla producentów, którym będzie teraz jeszcze łatwiej oferować telefony z segmentu low-end z najnowszą wersją systemu. Ale i tak zanim KitKat trafi pod strzechy miną miesiące.

nexus 5 android kitkat

Co prawda pojawiają się już w internecie pierwsze modyfikacje systemu pochodzące z Nexusa 5, przeznaczone dla innych sprzętów z linii Nexus, ale nie oszukujmy się – zainstalują je wyłącznie prawdziwi pasjonaci. A skoro nawet Google zwleka z aktualizacją swoich referencyjnych smartfonów i tabletów, to tym bardziej nie ma co liczyć na aktualizacje producentów dla urządzeń z nakładkami. Nie zdziwię się, jeśli Android 4.4 KitKat w przyszłym miesiącu progu 0.1% nie przekroczy i się w tabelce nawet nie pojawi.

Inna sprawa, że tak naprawdę biorąc pod uwagę wykaz zapowiedzianych zmian w Androidzie 4.4 KitKat dużo na braku aktualizacji nie stracimy…

 

Zdjęcie Android holding a glowing earth globe. Rendered on black background pochodzi z serwisu Shutterstock.

*Dane zbiera nowa aplikacja sklepu Google Play, która działa dopiero od wersji Androida 2.2 Froyo. Starsze wersje systemu odpowiadają nadal za łącznie około 1% logowań się do serwerów Google.

PS. Zdaję sobie sprawę, że część z Was ten temat już nudzi, ale powyższy cykl cieszy się wśród czytelników Spider’s Web niesłabnącą popularnością. Malkontentów proszę więc o przejście do innego tekstu i nie zaśmiecanie komentarzy, a osoby zainteresowane tematem zapraszam do dyskusji poniżej.

PS2. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Google coraz więcej elementów systemu, aplikacji i usług dystrybuuje poprzez sklep Google Play i Google Play Services, ale chociaż fragmentacja traci przez te działania na znaczeniu, to nadal jestem problemem. Może klawiaturę i kalendarz można pobrać ze sklepu z aplikacjami, ale posiadacze urządzeń z Gingerbread i Ice Cream Sandwich nadal nie mają dostępu do takich elementów, jak chociażby Google Now i rozszerzone powiadomienia.

Dołącz do dyskusji

Advertisement