Facebook niczym heroina

Felieton/Social media 04.10.2013
Facebook niczym heroina

Facebook niczym heroina

Zaczynam rozumieć czemu ludzie potrafią ładować baterię w telefonie czasem i trzy razy dziennie. Są uzależnieni od bycia „always connected”. Sprawdzanie facebookowego walla wydaje się być podstawą egzystencji co poniektórych. Co gorsza, to zjawisko się nasila.

Wiele osób wieściło upadek Facebooka. A to dlatego, że zapchał całą stronę reklamami, więc na pewno użytkownicy uciekną. Potem wieszczono jego upadek, bo ludzie na pewno się przejmą tym, że Facebook handluje ich danymi. Potem pojawił się Google+, który z całą pewnością owego Facebooka uśmierci. Rzecz jasna, Facebook żyje i ma się dobrze. I nic mu nie zagraża.

Społecznościowy gigant miał po prostu niesamowity fart. Jego poprzednicy pojawili się za wcześnie, jego następcy zbyt późno. Facebook trafił w idealny moment na rynku. W czasach społecznościowej rewolucji Internetu i popularyzacji urządzeń mobilnych. Dziś praktycznie każdy telefon ma Facebooka. Większość z naszych znajomych ma Facebooka. W efekcie możemy nawet na niego psioczyć, narzekać jaki to jest beznadziejny, a i tak większość z nas nadal będzie z niego korzystać.

Osobiście do samego Facebooka nic nie mam. No, czat mógłby być mniej awaryjny, ale to właściwie tyle. Facebook, wespół ze Skypem, zastąpił mi SMS-y i połączenia głosowe. Posty na wallu i grupy zainteresowań to nowe fora internetowe. Albumy ze zdjęciami to nowy Flickr dla amatorów. I tak dalej, i tak dalej.

Facebooka traktuję jednak jak narzędzie. Przede wszystkim do komunikacji, czasem dla rozrywki i zabicia czasu. Ustawiłem sobie powiadomienia o aktywności kilku czy tam kilkunastu najważniejszych dla mnie osób. Na wiadomości na Fejsie reaguję jak na SMS-y (czyli jeżeli mam czas, to odpiszę, jeżeli nie, to rozmówca może poczekać, wszak w pilnej sprawie by zadzwonił).

#TakaSytuacja

Idę w odwiedziny do pewnej osoby. Kolacja we dwoje, takie tam. Na stole leży telefon. Sprawdza go, średnio, co dziesięć, piętnaście minut. Oczywiście, Facebooka. Nowe posty na wallu, powiadomienia. Na początku myślałem, że po prostu jestem nieciekawym towarzystwem 😉 , ale z czasem okazało się, że osoba ta, najzwyczajniej w świecie, nie może się od tego Facebooka oderwać. Żartobliwe sugestie nie pomogły, a jak zabrałem telefon ze stołu skończyło się to prawie awanturą. A już na pewno szokiem z mojej strony.

facebook telefon

Idę na spotkanie ze znajomymi do restauracji. Ludzie głównie młodsi ode mnie. Wszyscy, ale serio wszyscy, bez wyjątku, z telefonem w ręku. Kojarzycie ludzi, którzy rzucają palenie i muszą cały czas czymś się bawić w rękach? Wyglądało to podobnie. Telefon z lewej do prawej ręki, z prawej do lewej. Od czasu do czasu odblokowywany. I Fejsik. Rzecz jasna, każda chwila jest dokumentowana fotką i wrzucana na Fejsa.

Wieczór z dziewczyną. Idziemy spać. Ta jeszcze nie idzie, „jeszcze chwilka”. Bo chce przejrzeć sobie Facebooka. Spoko, przecież sam to nieraz robię. No ale siedzi tam, i siedzi. Czemu? Bo musi przejrzeć wszystkie posty. A ostatnio sprawdzała go rano, wiec roboty co niemiara. Tu trzeba „zalajkować”, tam zostawić komentarz…

PRZERAŻAJĄCE.

Kto jest bez grzechu, niech pierwszy podniesie kamień

Dużo mędrkuję, ale fakt faktem, swego czasu również byłem uzależniony od sprawdzania powiadomień w telefonie. Wtedy jednak Facebook nie był aż tak istotny. Ja jednak musiałem od razu sprawdzić każdego maila. Każde powiadomienie. Od razu. Gdziekolwiek nie byłem. A jak wyjęcie telefonu było dużym nietaktem, to wręcz czułem dyskomfort. Przecież mail lub coś innego na mnie czeka. TRZEBA SPRAWDZIĆ I NA TO ZAREAGOWAĆ!

Z tego uzależnienia bardzo szybko wyleczyła mnie moja ówczesna dziewczyna. Ta potrafiła być stanowcza i bezkompromisowa. Oświadczyła mi, że jak jeszcze raz w jej towarzystwie, jak coś robimy, zacznę się bawić telefonem, to między nami koniec. Podziałało i do dziś jestem jej za to wdzięczny.

Pozbyłem się balastu

Nagle okazało się, że mam… dużo więcej wolnego czasu. Jasne, na początku było ciężko. Mój smartfon bezlitośnie mrygał diodą powiadomień, że czeka na mnie coś nowego. Musiałem walczyć z ochotą sprawdzenia cóż to takiego. Ale okazało się również, że świat stał się… przyjemniejszy. Film przyjemniej oglądać koncentrując się na filmie. Gry wideo wciągają, bo nie są co kwadrans przerywane telefonem. Spacery, wspólne chwile ze znajomymi i bliskimi… jakaż to się okazała przyjemność. Zniknął stres, zniknęło ciągłe przetwarzanie informacji w głowie. Pojawił się spokój i relaks.

Dlatego jak dziś patrzę na skalę tego zjawiska, to jestem przerażony. Widzę, jak ludzie siedząc przy tym samym stoliku czatują ze sobą, zamiast rozmawiać. Widzę, jak są tym wszystkim zmęczeni, zestresowani, a i tak nie mogą się oderwać. Bo ominie ich coś ważnego, coś ciekawego. Nie, nie ominie.

Apeluję więc do was: zróbcie sobie odwyk. Facebook absolutnie nie jest niczym złym. Sam tam postuję, sam wrzucam fotki, udzielam się w dyskusjach, i tak dalej. Tak, to jest fajne! Ale zacznijcie z niego korzystać wtedy, kiedy wy chcecie. A nie wtedy, kiedy Facebook tego chce. Czy serio już teraz musicie sprawdzić co kto napisał pod zdjęciem kubka z kawą, który przed chwilą opróżniliście. To może poczekać.

Spróbujcie. Wystarczy tydzień, maksymalnie dwa przestać reagować na powiadomienia i sprawdzać co kilkanaście lub kilkadziesiąt minut facebookowego walla. Gwarantuję Wam, że będziecie dużo bardziej szczęśliwi. Zyskacie mnóstwo czasu i dobrego samopoczucia. Może zdacie sobie sprawę z tego, że Facebook zastąpił wam ukochaną osobę i pora ją odzyskać? Może odkryjecie na nowo jakieś swoje stare hobby? Na pewno jednak poczujecie się lepiej. Gwarantuję Wam to.

Wszystko powyższe tyczy się oczywiście również Twittera, Google+ i tym podobnych.

Zdjęcia teenage boy drug addiction, students looking into phones and tablet pc oraz Lonely man sitting on the stairs pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji