Obrazki w strumieniu? To tylko kolejny krok Twittera na drodze do zarabiania

Felieton/Social media 30.10.2013
Obrazki w strumieniu? To tylko kolejny krok Twittera na drodze do zarabiania

Obrazki w strumieniu? To tylko kolejny krok Twittera na drodze do zarabiania

Aplikacja Twittera na Androida doczekała się nowej wersji, która nieco ożywia strumień tweetów oglądany z poziomu urządzenia mobilnego. Zmianę oceniam na plus i pewnie szybko się do niej przyzwyczaję, ale nie mam złudzeń – nie została ona wprowadzona po to, aby ucieszyli się z niej użytkownicy, tylko… reklamodawcy. Jak skojarzyć kilka faktów, to wszystkie ostatnie działania Twittera zaczynają nagle nabierać sensu, ale wnioski z tego idące wcale nie są zbyt optymistyczne.

Poniedziałkowy wieczór obfitował w wiele nowości. Google Plus doczekało się wielu nowych i usprawnionych funkcji, a twórcy dwóch innych wiodących serwisów społecznościowych postanowili, też akurat wczoraj, zaprezentować nowe wersje aplikacji mobilnych. Facebook przebudował gruntownie Messengera na Androidzie, a Twitter dodał do swojego klienta na smartfony i tablety z zielonym robotem podgląd zdjęć w strumieniu.

Twitter (8)

Tak jak nowego Google Plus i Messengera jeszcze u siebie nie widzę, tak przynajmniej Twitter o mnie dba

Powiadomienie o uaktualnionej wersji androidowego Twittera pojawiło mi się na telefonie wczoraj. Wgrałem je z pewnymi obawami, bo od pewnego czasu ten ćwierkający serwis społecznościowy prowadzi beta testy swojej aplikacji mobilnej. Zaproponowany w wersji rozwojowej nowy wygląd zupełnie nie przypadł mi do gustu, ale na szczęście jak na razie na razie żadnych rewolucyjnych zmian w stabilnym wydaniu nie ma. To co zaproponowali programiści odpowiedzialni za nową wersję mi się w gruncie rzeczy podoba.

Najbardziej widoczną nowością, a jak się też okazuje nie jedyną, jest podgląd zdjęć w strumieniu wiadomości. Od tej pory tweety zawierające fotografie i grafiki będą domyślnie rozwinięte i nie trzeba będzie klikać w wiadomość, aby zobaczyć obrazek. Proste i wygodne. Bez dwóch zdań jest to dobre rozwiązanie, a ponieważ nie każdemu może to odpowiadać, to wyjątkowo Twitter pozwolił na wyłączenie automatycznego podglądu. Niby wszyscy powinni być zadowoleni, ale…

Twitter (2)

Jak zwykle jest to “ale”!

Rzecz w tym, że podgląd multimediów w głównym strumieniu aplikacji klienckiej Twittera to nie jest odkrycie dekady. Pozwalały na to od lat, teraz sukcesywnie blokowane i zamykane ze względu na nową politykę Twittera dotyczącą API, aplikacje niezależnych deweloperów. Wystarczy spojrzeć na dowolny z zaawansowanych programów do obsługi tego serwisu społecznościowego, żeby zobaczyć, że da się to rozwiązać znacznie lepiej. W końcu w strumieniu mogłyby być rozwinięte dowolne typy mediów: zdjęcia z różnych serwisów, klipy wideo, podgląd strony www, prawda?

A my w oficjalnej aplikacji mamy, owszem, podgląd zdjęć – ale tylko tych wgranych bezpośrednio na serwery Twittera i nieobsługiwany jest nawet TwitPic. Obrazki z zewnętrznych serwisów nie są wyświetlane, tak samo jak rozwinięcia z miniaturą i opisem podlinkowanych w tweetach artykułów. A ponieważ Twitter konkuruje o naszą uwagę bezpośrednio z Facebookiem i Google, to próżno szukać podglądu zdjęć z Instagrama (nawet po rozwinięciu tweeta, chociaż kiedyś to było możliwe), a w strumieniu aplikacja nie pokaże nam ani opisu, ani nawet jednej klatki z linkowanego klipu na YouTubie.

Twitter nie jest dla użytkwonika, a reklamodawcy

Serwis społecznościowy ma w pierwszej kolejności za zadanie zarabiać, a to czy przy okazji będzie wygodny dla użytkownika, to sprawa drugorzędna. Ja to doskonale rozumiem, bo nie płacę ani złotówkami, ani dolarami za korzystanie z Twittera. Sam Twitter desperacko potrzebuje źródła dochodów i kombinuje jak może, a obrana przez niech droga wydaje się słuszna, a kolejne jej kroki – logiczne. Nie znaczy to, że wprowadzane zmiany mają mi się jako użytkownikowi podobać. Można było rozwiązać podgląd zdjęć w strumieniu lepiej, pod warunkiem że to użytkownik stałby w centrum zainteresowania, a nie potencjalny reklamodawca.

Bo po co tak naprawdę wprowadzono ten nowy podgląd zdjęć? Przecież nie dlatego, żeby było nam wygodniej przeglądać strumień wpisów. Jesteśmy dla Twittera w końcu dziś w pierwszej kolejności odbiorcami sponsorowanych treści, więc teraz w aplikacji będą od razu widoczne reklamy, czyli tzw. promowane tweety, zawierające zdjęcie lub grafikę. I przyznam, że z obecnością takich treści nie mam zupełnie żadnego problemu, tak samo jak wcale nie będą mnie razić reklamy w mobilnym Instagramie – ale po prostu szkoda, że w celu ich lepszej ekspozycji, Twitter inne multimedialne treści chowa.

Twitter (9)

Inne, nieco subtelniejsze zmiany

Po pierwszym rzucie oka na nowy interfejs okazuje się, że pogląd zdjęć to nie jedyna nowość w tej wersji aplikacji. Kolejna wersja Twittera znów odrobinę bardziej zbliża się do tej, którą znamy z przeglądarek na komputery stacjonarne. Od teraz przy każdym tweecie w strumieniu widnieje kilka dodatkowych przycisków funkcyjnych, które przyspieszają wykonanie akcji takich jak wysłanie odpowiedzi, zagwiazdkowanie i podanie dalej wiadomości. Przy retweetowanych wpisach znajduje się natomiast guzik, który pozwala na dodanie osoby do listy obserwowanych.

Tej nowości akurat wyłączyć się nie da i w pełni do niej przekonany nie jestem, bo nieco zaśmieca strumień i klasyczne rozwiązanie polegające na konieczności dłuższego przytrzymania wpisu w celu wyświetlenia przycisków wydawało się sensowniejsze. Na ekranie telefonu mieści się z upływem czasu coraz mniej i mniej wpisów. To nie jest zbyt komfortowa sytuacja, gdy na pięciocalowym telefonie widzę od 2 do 5 wiadomości, w zależności od tego czy tweety mają załączone obrazki, czy nie. W rezultacie macham palcem jak głupi, aby przejrzeć wiadomości z ostatniej godziny.

Cwane ruchy

Obserwuję rozwój Twittera i nie wszystkie pomysły twórców serwisu mi się podobają, ale przyznam, że widać w tym jakiś większy plan. Włodarze tego medium co jakiś czas wprowadzają po cichu zmiany, które mają zwiększyć zaangażowanie użytkownika. Przykłady? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu – powiadomienia. Z początku użytkownik mógł wybrać, czy chce żeby telefon mu pikał lub bzyczał w momencie otrzymania wzmianki, otrzymania wiadomości lub gwiazdki, retweetowania przez kogoś naszego tweeta i pojawienia się nowego obserwującego.

Tak było przez długi czas, ale jakiś czas temu do listy powiadomień po cichu doszedł cały wachlarz innych pozycji, które są do tego automatycznie włączone: mamy więc Powiadomienia Twittera (“od zaufanych organizacji, które obserwujesz”), Nowe kontakty, Rekomendacje (ciekawe czego…?) oraz Inne – czymkolwiek te “inne” są. W praktyce Twitter informuje chociażby z automatu o tym, że wielu z naszych znajomych retweetuje jakiś post innej osoby, ale nie trudno sobie wyobrazić, że w przyszłości w formie powiadomienia będą trafiać do nas reklamy.

Twitter Android Chrome

A jak wcisnąć nam powiadomienia?

Może tutaj nadinterpretuję dwie niepowiązane ze sobą rzeczy, ale ciężko mi uwierzyć, aby za inną decyzją Twittera nie stał jakiś głębszy sens. Chodzi mi o stronę mobilną, a raczej… jej brak. Obecnie po wejściu z przeglądarki na smartfonie na witrynę Twittera jedyne co można zrobić, to zarejestrować nowe konto lub… pobrać aplikację. To całkiem niezły sposób na to, żeby zachęcić, a nawet zmusić użytkownika do korzystania z aplikacji, prawda? Aplikacji, która w przeciwieństwie do strony mobilnej wysyła wspomniane we wcześniejszym akapicie automatyczne powiadomienia?

Jak to mówią, “it’s not a bug, it’s a feature!”. Na szczęście nadal można do mobilnej strony się zalogować i dostać – w urządzeniach z iOS poprzez przejście do rejestracji i wybranie opcji logowania, a na Androidzie w Chrome poprzez włączenie i wyłączenie trybu “strona dla komputerów”. Pytanie tylko, jak szybko Twitter załata tę “lukę”? W końcu serwisowi zależy na tym, żebyśmy dostawali te powiadomienia, których, jak mniemam, 99% osób nie wyłączy nawet posiadając taką możliwość.

Tym zagraniem Twitter ponownie mnie wkurza, bo blokowanie strony mobilnej, jak na razie nieudolne, utrudnia mi życie. Oficjalna aplikacja, mimo wprowadzania masy nowych funkcji, czasem odmawia posłuszeństwa i nie ładuje mi wszystkich wzmianek i gubi nawet całe godziny z listy ostatnich tweetów – a jednocześnie serwis nie pozwala mi skorzystać z mobilnej witryny w przeglądarce. Oczywiście sprawa jest prosta, Twitter potrzebuje kasy, więc najpierw wypiął się na deweloperów, a teraz pogrywa sobie z użytkownikami.

Tylko żeby nie okazało się, że użytkownicy się wściekną i odejdą. Wtedy nagle okaże się, że tych wszystkich wymyślnych reklam nie ma już kto oglądać…

Zdjęcie LONDON – JULY 31: Social networking and microblogging site pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement