Cyfrowa dystrybucja to żadna rewolucja. A Sony rozdaje gry za darmo

Felieton/Blog Forum 26.10.2013
Cyfrowa dystrybucja to żadna rewolucja. A Sony rozdaje gry za darmo

Cyfrowa dystrybucja to żadna rewolucja. A Sony rozdaje gry za darmo

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Mimo że moja pamięć lubi mi płatać figle, to sytuację z przed paru lat dość dobrze pamiętam. A przynajmniej słowa, że ma być taniej, łatwiej i wygodniej. Nie mówię tu bynajmniej o orędziu Donalda Tuska. Mówię o grach i zapewnieniach producentów.

Nie da się przejść obojętnie obok cen gier komputerowych. Zwłaszcza w Polsce jest to horrendalnie duża kwota, biorąc pod uwagę zarobki i nie patrząc na magiczną średnią krajową. Nowe tytuły kosztują już ponad 100 złotych. Jeśli chciałoby się grę na konsolę z portfela trzeba wysupłać już, co najmniej Zygmunta I Starego, a czasem bez kilku Mieszków I się nie obejdzie. Głowa dopiero zaczyna boleć, a na pewno będzie przy tytułach na następną generację. Tam 260 złotych to nic nadzwyczajnego. Czyli siedem gier równa się jednej konsoli.

gry playstation 4

Dlatego właśnie promowano dystrybucję cyfrową. Że zapłacimy mniej i korzyść stanie się obopólna, zarobimy zarówno my oszczędzając oraz producenci sprzedając więcej. Odpadną koszty produkcji pudełek, druku instrukcji, okładki oraz tłoczenia płyty… Zapowiadało się to na małą rewolucję w sprzedaży gier, która pomogłaby dodatkowo dostawcom Sieci. W końcu im szybsze łącze, tym szybciej gra znalazłaby się na dysku i można by od razu zacząć zabawę. Popyt na błyskawiczny Internet i tak rósł, a cyfrowa dystrybucja rozwijała skrzydła, lecz swojego lotu nie skierowała w obiecany kierunek. Po prostu była. Jedyna zauważalna różnica objawiała się jako komfortowa dostępność od ręki i to bez opuszczania czterech ścian. Chociaż część słów okazała się prawdą…

Było, jest i będzie drogo, bo wszyscy chcą dostać należną kasę.

O ile część gier jest warta każdych pieniędzy (co można zauważyć po gigantycznej sprzedaży i rychłego zwrotu kosztów produkcji GTA V, oraz corocznych nowych rekordach Call of Duty), o tyle zdecydowana większość powinna kosztować mniej. Skoro za te same pieniądze można dostać produkt „dziesiątkowy” i „szóstkowy” to coś tu jest nie tak. Pal licho, mogą kosztować tyle samo, ale niech będą warte swojej ceny. Przykładowo sprawdziłem, ile zapłacimy za grę w pudełku, z książeczką i lśniącą płytą a ile wydamy, jeśli kupimy wersję cyfrową. Różnica jest śmiesznie niska. Kwota rzędu paru złotych nie przekona nikogo, by porzucił hobby budowania growej wieży Eiffla. Kiedy Internet grzmiał od krytyki cen na PS Vitę, SONY po pewnym czasie wyszło do graczy z pomocną dłonią i zaproponowało nowe ceny. Gry pudełkowe nie zmieniły swej zatrważającej żądanej kwoty, ale robiąc zakupy w sieci zaoszczędzić mieliśmy 10%. Siekierka na kijek. Opłacalności wyboru nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Jasne, jest Humble Bundle. Ale primo: oferta nie jest stała, secundo: w złotówkach nie zapłacimy, tertio: nie my decydujemy, co będzie w paczce. Tak więc w ogóle nie biorę pod uwagę tego typu akcji, choć przyznaję, że warto się zainteresować, gdyż trafiają się okazję dorwania za parę zielonych mocnych tytułów i do tego Battlefield 3 gratis. Promocje na Steam również przedstawiają ciekawą inicjatywę, lecz po raz kolejny nie zapłacimy w złotówkach i akcja jest okresowa. Mimo wszystko paleta wyboru bywa pełna pereł za przysłowiową „dychę”.

playstation 4 gry

Sytuację chudych portfeli ratuje rynek wtórny. Ciemne chmury wciąż nad nim krążą i w końcu przyjdzie im ostro schłodzić atmosferę. Słyszało się już pogłoski na temat przypisania danego tytułu do jednego konta i braku możliwość odpalenia go przez innego użytkownika. Na całe szczęście Gigant z Redmond wycofał ten zwariowany pomysł, który byłby dla niego tradycyjnym strzałem w kolano. Już teraz w grach, które oferują rozgrywkę sieciową znajdujemy specjalne kody jednorazowego użytku, uniemożliwiające cieszenie się z trybu wieloosobowego po odkupieniu gry. Jednak to da się jeszcze przeżyć. W końcu nie każdy spędza swoje życie na zdobywaniu najwyższej pozycji w rankingu i zdarzy się, że kod nie zostanie wykorzystany.

Tymczasem Japończycy postanowili użytkownikom ich konsol rozdawać gry za darmo.

No, prawie za darmo. Wystarczy być abonentem PS Plus i płacić niecałe 200 złotych na rok, by móc cieszyć się z dobrego serca SONY. Bowiem w każdym miesiącu gracze dostają kilka świetnych tytułów (średnia na Metacritic to minimum 70%) i nie płacą za nie ani grosza. Inicjatywa ta nie dość, że jest świetnym zabiegiem marketingowym przyciągającym nowych nabywców konsoli, to jeszcze daje świadomość, że nasze pieniądze są dobrze inwestowane. Korzyści z posiadania abonamentu to również możliwość uczestniczenia w wersjach BETA oraz wcześniejszego dostępu do odsłon demonstracyjnych nadchodzących hitów. Za niespełna 20 złotych miesięcznie jesteśmy zwolnieni od zmartwień, że nie będzie w co grać. Dodatkowym atutem jest objęcie ofertą wszystkich platform, jakie posiadamy. Jeśli na biurku leży PS3, w kieszeni PS Vita, a w przyszłości planujemy zakup PlayStation 4 to za abonament zapłacimy tylko raz.

Jak widać da się zadowolić graczy i samemu napełnić kieszenie. Wystarczy wyjść do ludu i usłyszeć wołanie. Taka postawa jest w stanie zapewnić pozycję lidera.

gamemag

Kamil Lewicki jest blogerem, pisze na tematy związane z grami na GAMEMAG.PL – młodym i szybko rozwijającym się projekcie poświęconym elektronicznej rozrywce.

Zdjęcia gamepadMale hands holding video game controller closeup oraz Video game controller start button macro pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Dołącz do dyskusji

Advertisement