Problemy Pierwszego Świata – rozmiary smartfona

Blog Forum 11.09.2013
Problemy Pierwszego Świata – rozmiary smartfona

Problemy Pierwszego Świata – rozmiary smartfona

Smartfony stają się coraz bardziej popularne na całym świecie. Dodawane są do każdego najmniejszego abonamentu i można je kupić także na raty w sklepach ze sprzętem elektronicznym. Ba nawet są już smartfony zabawki – przeznaczone dla dzieci, które i tak wolą bawić się tymi prawdziwymi niż plastikowymi bublami z Chin.

Ustaliliśmy już fakt sporej popularności smartfonów na świecie, a także w Polsce. Teraz chciałbym przedyskutować, moim zdaniem, problem jakim są rozmiary tych topowych sprzętów. Ja zdaję sobie sprawę, że jest to typowy #firstworldproblems ale postanowiłem publikować wpisy związane z właśnie nimi – taki autorski cykl. Na pierwszy ogień idziemy z rozmiarami naszych wszystko mogących urządzeń.

Od dużego do małego, od małego do dużego

Z początku, pierwsze telefony komórkowe były jak typowe cegły, ciężkie, brzydkie i duże. Dodatkowo wystawały z nich anteny – tak jakby sam rozmiar telefonu nie wystarczył żeby ją upchnąć pod obudową. Z kolejnymi latami, telefony stawały się coraz bardziej mniejsze i takie bardziej seksi. Poręcze małe gadżety, służyły głównie do dzwonienia i pisania wiadomości, czasami do zagrania w jakieś gry. Mijały kolejne lata, a możliwości jakie dawały nam nasze poczciwe słuchawki były coraz większe – pierwsze zdjęcia, muzyka z radia potem mp3, kolorowe wyświetlacze itp. – wszystko to szło jednak w parze z rosnącymi rozmiarami telefonów. Już nie były tak małe, jak wcześniej, a możliwości jakie dawały nam późniejsze telefony były godne podziwu. Mogliśmy ściągać nowe gry java, tapety i dzwonki, wysyłać MMSy i w końcu łączyć się z internetem. Wszystko szło do przodu jak burza i oczywiście rozmiary telefonów też stawały się większe i większe. Na rynku pojawiała się co chwilę jakaś nowość, która była lepsza od reszty ale zarazem też większa, aż w końcu trafiły na rynek pierwsze telefony dotykowe – część na rysiki, a później już reagujące na palce. Wszystkie te telefony były naszpikowane technologią, która nie była do końca smart, ale dawała takie poczucie.

Te niedobre jabłko

Nadszedł i rok 2007 w którym to Apple zaprezentowało swojego pierwszego iPhone’a. Telefon z miejsca okazał się hitem i sprzedawał się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Wtedy się zaczęło – producenci ruszyli w ślady za firmą z logo nadgryzionego jabłka i masowo nas zalewali swoimi urządzeniami. Wtedy już wyświetlacz o przekątnej trzech cali wydawał się duży, porównując go do wcześniejszych modeli, panujących na rynku. Nie przeszkadzało to jednak nikomu, bo jedno trzeba przyznać Apple – zanim coś wypuszci na rynek, musi mieć 100% pewność, że to się przyjmie -dlatego też obsługa telefonu była łatwa i używało się go jedną ręką. Wtedy stało się coś złego. Producenci widząc, że nie mają szansy na zdetronizowanie iPhone’a, postanowili konkurować na innym polu i tak zdecydowali, że większe znaczy lepsze.

Czy aby napewno?

Dziś już nikogo nie dziwi przekątna ekranu 4,3 czy 4,5. Ludzie coraz częściej wybierają większe smartfony, które mają 5 lub więcej cali. Kwestia gustu i przyzwyczajenia, jednak fakt jest taki, że zbliżamy się do niebezpiecznej granicy siedmiu cali. Czemu akurat siedmiu, spytacie? Obecnie bardzo sporą popularnością cieszą się tablety o tej właśnie przekątnej i to wydaje się rozsądne -załóżmy, że mamy telefon o przekątnej 4,5 cala, jego idealnym uzupełnieniem jest właśnie siedmioma calowy tablet, który daje nam większą swobodę w konsumpcji treści. Jednak jesteśmy w błędzie, a bynajmniej ja jestem – myśląc w ten sposób. Coraz śmielej na rynek wchodzą phablety, które niebezpiecznie blisko zbliżyły się rozmiarami do tabletów. Weźmy taki Galaxy Note II, który ma skromne 5,5 cala – rozmiar w porównaniu do pozostałych smartfonów jest kolosalnie duży. Tylko jak się okazuje tu też się mylę, wczoraj udałem się do salonu pewnego fioletowego operatora i tam za szybką z smartfonami i między innymi z Note’m stał Galaxy Mega 6.3 – jak się domyślacie te ostatnie cyfry to ilość jego cali. Mówiąc krótko, był ogromny. Szybko okazało się, że Samsung nie jest jedyny – Sony Xperia Ultra, Nokia Lumia 1520 czy Asus FonePad to także smartfony czy phablety o ogromnych rozmiarach.

Czy to ma sens?

Pierwsze i najważniejsze pytanie, które zadał sobie każdy z nas. Miałem swego czasu Note I i mimo iż miał “skromne” pięć cali, wydawał mi się on nieporęczny, a używanie jedną ręką sprawiało nie lada kłopoty, nie mówiąc już o telefonowaniu – wyciągnąć go i przyłożyć do ucha bez dziwnych spojrzeń przechodniów było swego rodzaju wyczynem. Jak w takim razie używać tak ogromnych phabletów? Nosić je w plecaku? Używać do rozmów słuchawek? Czy może zainwestować w smartwatcha? Nie po to kupujemy super wydajny i inteligentny telefon by dokupywać dosyć drogi zegarek, w celu wygodnego telefonowania. Czy producenci nie zagalopowali się z rozmiarami naszych urządzeń codziennego użytku? Przecież nie od dziś wiemy, że małe jest piękne, a rozmiar nie ma znaczenia. Po cichu liczę na to, że trend się odwróci i w krótce mniejsze rozmiary znowu będą cieszyć się sporą popularnością. Dużo zależy od nas samych, ale ręce opadają gdy człowiek czyta, że Apple testuje też swoje iUrządzenie o rozmiarach sześciu cali.

Jakie według Was rozmiary są optymalne, a jakie nie powinny w ogóle się pojawić? Za tydzień kolejny #firstworldproblems, tym razem o batetiach w naszych inteligentnych telefonach.

Dołącz do dyskusji

Advertisement