Sprawdziliśmy fotograficzny smartfon Nokia Lumia 1020 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 28.09.2013
Sprawdziliśmy fotograficzny smartfon Nokia Lumia 1020 – recenzja Spider’s Web

Sprawdziliśmy fotograficzny smartfon Nokia Lumia 1020 – recenzja Spider’s Web

Po recenzji aparatu Nokii Lumii 1020, przyszła pora na recenzję samego smartfona. Mimo, że to właśnie aparat PureView przyciąga największą uwagę, Lumia 1020 jest także świetnym smartfonem. Ma jednak kilka braków.

Obudowa i jakość wykonania

Pierwsze, co rzuca się w oczy to rozmiar smartfona. Telefon ma ekran wielkości 4,5″, co sprawia, że jest spory, ale jeszcze nie wydaje się zbyt wielki. Lumia 1020 ma bryłę, do której Nokia zdążyła nas już przyzwyczaić w poprzednich modelach. Design jest sprawdzony, ale Lumia 1020 w dalszym ciągu wygląda świeżo, nowocześnie i elegancko. Mocną stroną jest wysoki poziom wykonania obudowy. Mimo, że tworzywo wykorzystane w obudowie to plastik, jest on naprawdę wysokiej jakości. W porównaniu z plastikami Samsungów… właściwie to nie ma porównania. Poliwęglan Nokii jest całkowicie matowy, co bardzo mi się podoba – obudowa nie łapie żadnych odcisków palców.

Lumia-1020-1

Obudowa to konstrukcja typu unibody, dzięki czemu smartfon jest bardzo sztywny i sprawia solidne wrażenie. Jednobryłowa obudowa ma jednak minusy – nie ma dostępu do baterii. Kartę SIM umieszcza się na wysuwanej tacce na górnej ściance. Tuż obok niej znajduje się wejście słuchawkowe oraz malutki otwór dodatkowego mikrofonu do redukcji szumów. Na prawy boku smartfona znajdują się trzy przyciski – zmiana głośności, przycisk uśpienia/wybudzenia i dwustopniowy spust migawki. Na dole znajdziemy wejście micro USB oraz zaskakująco dobry głośnik.

Tył smartfona to jednolita, płaska powierzchnia z okrągłą wypustką skrywającą aparat. Wystająca wysepka nie jest na tyle duża, żeby przeszkadzała w swobodnym wsuwaniu smartfona do kieszeni spodni. Sprawia ona jednak, że Lumia 1020 nie może leżeć na pleckach płasko, zawsze jest lekko nachylona.

Ekran

Ekran AMOLED ma wielkość 4,5” i rozdzielczość 1280×768 pikseli. To w zupełności wystarcza do wygodnej pracy i rozrywki – gołym okiem trudno doszukać się pojedynczych pikseli. Mimo, że jest świetnie, to da się lepiej, co pokazuje m. in. Sony Xperia Z1 ze swoim ekranem 5″ i rozdzielczością Full HD.

Ekran Lumii 1020mwyposażony jest w technologię ClearBlack, która faktycznie zapewnia głęboką czerń. Czytelność w słońcu jest bardzo dobra, choć z racji pogody nie miałem okazji używać Nokii w ekstremalnym słońcu. Ekran przykrywa odporne szkło Gorilla Glass 3. Na ile jest ono efektywne – wolę nie sprawdzać, ale na smartfonie nie robi wrażenia noszenie w jednej kieszeni z kluczami. To dobrze wróży na przyszłość. Czułość ekranu jest bardzo duża – do tego stopnia, że można go obsługiwać w rękawiczkach.

Lumia-1020-6

Wyświetlane kolory są żywe, nasycone, ale nie przekoloryzowane. Jest naprawdę blisko ideału. Niestety, po przechylaniu głowy magia nieco pryska. O ile obraz jest widoczny praktycznie z dowolnego kąta, to po lekkim przechyleniu głowy psują się kolory. Biel robi się zielonkawa, a pozostałe barwy szarzeją. To podobno efekt wymuszony przez technologię ClearBlack. W fotograficznym smartfonie takie kompromisy nie powinny mieć miejsca.

Świetnym pomysłem jest wyświetlanie godziny na zablokowanym ekranie. W tym celu podświetlane są tylko te piksele, które wyświetlają czas. Zatem żeby sprawdzić godzinę, wystarczy wyjąć Lumię 1020 z kieszeni, nie ma potrzeby wybudzania urządzenia. Co ciekawe, wyświetlana godzina gaśnie, gdy smartfon jest schowany w kieszeni. Żeby się o tym przekonać wystarczy zakryć czujnik światła. Świetne i pomysłowe rozwiązanie!

Parametry i bateria

Sercem smartfona jest dwurdzeniowy procesor Snapdragon S4 1,5 GHz, wspomagany dwoma gigabajtami pamięci RAM. Te parametry w zupełności wystarczają do komfortowej pracy w systemie Windows Phone 8. System działa bardzo szybko i stabilnie. Jedynie przy zapisywaniu zdjęć (pełne 38 megapikseli + plik podglądowy 5 megapikseli) smartfon dostaje lekkiej zadyszki i przez jakieś 2 sekundy musimy oglądać napis „zapisywanie” nad podglądem zdjęcia. To jednak jedyna sytuacja, w której czuć hardware’owe braki.

Wewnętrzna pamięć urządzenia to 32 GB, ale w gratisie dostajemy także 7 GB miejsca w chmurze SkyDrive. Niestety, w Lumii 1020 nie znajdziemy slotu na zewnętrzne karty pamięci, co po jakimś czasie doskwiera biorąc pod uwagę rozmiar zdjęć z aparatu PureView – pojedyncze zdjęcie może ważyć nawet 17 MB!

Bateria ma 2000 mAh. W praktyce jest całkiem przyzwoicie, o ile unika się wymagających gier. Przy w miarę oszczędnym korzystaniu (włączone cały dzień Wi-Fi, kilka-kilkanaście rozmów i SMS-ów w ciągu dnia, trochę zdjęć, jakaś aplikacja od czasu do czasu) bateria wystarcza na jeden dzień. Po ok. 15 godzinach domaga się ładowania.

Lumia-1020-7

Sprawa wygląda źle, jeśli dużo korzystamy z aparatu i z ksenonowej lampy błyskowej, oraz kiedy gramy w wymagające gry. W takich warunkach można rozładować baterię po ok. 5-6 godzinach. Na tle innych topowych smartfonów raczej nie ma tragedii, ale w ogólnym rozrachunku bateria starcza na zbyt krótko. Smartfon ma ambicje zastąpić aparat kompaktowy, więc powinien trzymać na baterii nieco dłużej. Zwłaszcza, że baterie są niewymienne.

Lumia 1020 przy bardziej wymagających czynnościach (długie fotografowanie, gry 3D, błyskanie ksenonową lampą) potrafi się  mocno nagrzać w okolicach wysepki aparatu. Jest to trochę niepokojące.

System i płynność działania

Przyznam szczerze, że przygoda z Lumią 1020 to także mój pierwszy raz z systemem Windows Phone 8. Domyślnie Lumia 1020 wyposażona jest w system WP8 z zainstalowaną aktualizacją Amber. Płynność działania, responsywność i ogólna wydajność jest tu na zaskakująco wysokim poziomie. Wszystko działa szybko i ultrapłynnie, system błyskawicznie reaguje na komendy, a całość sprawia przyjemne wrażenie obcowania z dopracowanym, przemyślanym i konsekwentnym systemem.

Ekran blokady to jedyne miejsce w systemie, gdzie możemy oglądać jako tło wybrane zdjęcie. Na zablokowanym ekranie widzimy też godzinę, wydarzenie z kalendarza i powiadomienia z wybranych aplikacji. Ekran główny to oczywiście kafelki, do wyboru mamy trzy rozmiay. Cześć z nich jest tzw. żywym kafelkiem, który informuje nas o powiadomieniach z danej aplikacji. W związku z tym nie ma tu centrum powiadomień, tę rolę przejmuje ekran główny. Po przesunięciu ekranu w prawo mamy dostęp do listy aplikacji. Jest ona niewygodna. Aplikacje wyświetlone są w formie pionowej listy, jedna pod drugą. Często trzeba się sporo naprzewijać, żeby dostać się do konkretnej aplikacji. Mamy tu możliwość wyszukiwania aplikacji, ale umówmy się – nie jest to najszczęśliwsza opcja. Przydałaby się możliwość wyświetlania aplikacji w formie siatki.

Bardzo podoba mi się konsekwencja systemu. Wszystkie ustawienia oparte są o karty, przewijane z boku na bok. Prezentuje się to świetnie i jest bardzo wygodne.

Wielkim minusem systemu jest brak niektórych znanych z konkurencji aplikacji. Na tym polu widać, że Windows Phone jest w tyle za Androidem i iOS. Próżno szukać tu Pocket, Feedly, Instagramu, czy Dropboksa. Na szczęście wiele programów występuje w formie nieoficjalnych zamienników, co znacząco ratuje sytuację. Mimo tego Sklep Windows Phone przypomina trochę Android Market sprzed kilku lat.

Oficjalne aplikacje, które są dostępne (np. Facebook, Evernote, Listonic, Tapatalk, Tumblr) mają interfejs przystosowany do wyglądu Windows Phone 8. Ta konsekwencja jest wspaniała. Wygląd zewnętrznych aplikacji dostosowany do systemu WP8 jest po prostu świetny. Mam nadzieję, że pojawienie się większej liczby znanych aplikacji jest tylko kwestią czasu. Jeśli mają wyglądać tak dobrze jak te już dostępne, warto na nie czekać.

Aplikacje systemowe

Podstawowe aplikacje (mail, kalendarz, kontakty, a nawet Internet Explorer) są bardzo dobre, jeśli nie świetne. Interfejs niekiedy różni się diametralnie względem odpowiedników z Androida, ale szybko można się przestawić. Najważniejsze, że funkcjonalność stoi na wysokim poziomie. Bardzo podoba mi się też wygląd i minimalizm aplikacji.

Aplikacja HERE City Lens
Aplikacja HERE City Lens

Nokia Lumia 1020 to także szereg darmowych aplikacji od Nokii i Microsoftu. Dostajemy za darmo fantastyczną nawigację i mapy w aplikacjach HERE Drive+ i HERE Maps. W moim odczuciu mapy są lepsze i dokładniejsze od Google Maps, poza tym lepiej wyznaczają trasę. Podczas gdy Google lubi sobie przejechać przez centrum miasta, tak mapy Nokii kierują nas po zdecydowanie szybszych obwodnicach. Świetna jest także aplikacja HERE City Lens zbudowana w oparciu o rozszerzoną rzeczywistość.

Od Microsoftu dostajemy gratis mobilny pakiet Office, w tym doskonały w swej prostocie OneNote. Bardzo sprawnie działa też integracja systemu z chmurą SkyDrive.

Podsumowując:

Nokia Lumia 1020, abstrahując od fenomenalnego aparatu, jest także bardzo dobrym smartfonem. Mimo, że Androidowi konkurenci mają większe ekrany o wyższych rozdzielczościach, oraz lepsze podzespoły, Lumia 1020 wygrywa płynnością działania. Dodatkowo świetne wykonanie i przykuwający oko design sprawiają, że smartfona po prostu chce się używać.

Rysą na tym świetnym wizerunku są tylko aplikacje, których brakuje. O ile sam system Windows Phone 8 uważam za lepszy od Androida, tak pod względem aplikacji (czyli de facto: funkcjonalności) Android jest na prowadzeniu. Mam nadzieję, że ta sytuacja szybko ulegnie poprawie.

Plusy:

  • Design i wykonanie
  • Szybkość i płynność działania
  • Dobry mikrofon i głośnik
  • Wbudowane aplikacje
  • Darmowa nawigacja i Office
  • i oczywiście doskonały, deklasujący jakąkolwiek konkurencję, aparat. O nim jednak przeczytacie w recenzji aparatu.

Minusy:

  • Mała liczba zewnętrznych aplikacji
  • Nagrzewanie się urządzenia przy dużym obciążeniu
  • Brak dostępu do baterii
  • Brak slotu kart microSD
  • Wysoka cena (ok. 2800 zł)

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji