Gospodarka cierpi, a trolle patentowe zarabiają nawet milion dolarów na pracownika

Gospodarka cierpi, a trolle patentowe zarabiają nawet milion dolarów na pracownika

Gospodarka cierpi, a trolle patentowe zarabiają nawet milion dolarów na pracownika

Choć o firmach, które wypracowują miliardowe zyski jest zawsze głośno, to rzadko się mówi o przedsiębiorstwach, które mogą pochwalić się największym zyskiem na pracownika. Na szczycie tego rankingu w USA jest firma, dla której jedna zatrudniona osoba wypracowuje średnio prawie milion dolarów zysków rocznie, mimo że fizycznie nic nie produkuje, zarabiając głównie na patentach. Jaka to firma (nie, to nie Apple)?

Mowa o InterDigital, technologicznej spółce, która w minionym roku zarobiła ok. 272 miliony dolarów. Firma zatrudnia 290 pracowników, z czego wynika, że na jednego pracownika przypada ok. 937 tysięcy dolarów, czyli blisko 3 miliony złotych. Tym samym firma ta trafiła na pierwsze miejsce rankingu Bloomberga który, dość nietypowo, szereguje amerykańskie firmy według tego ile średnio zarabiają dla nich ich pracownicy. Pierwsze kilka miejsc może zaskoczyć, gdyż są to firmy mało znane i co ciekawe z różnych branż. Dla szerokiego grona odbiorców znajomo brzmi dopiero Exxon Mobil, czyli paliwowy gigant i oczywiście Apple, które z wynikiem 573 tysięcy dolarów na pracownika uplasowało się na dziewiątym miejscu.

1

Inżynier i prawnik w jednym biurze

Wracając jednak do zwycięzcy rankingu, InterDigital jest obecny na rynku już od 1972 roku i zajmuje się tworzeniem wielu technologicznych rozwiązań, które są kluczowe dla funkcjonowania dzisiejszego świata, szczególnie w dziedzinie internetu bezprzewodowego. Choć ponad 200 z 290 pracowników firmy jest inżynierami, to jednak sama spółka praktycznie niczego fizycznie nie produkuje. Skupia się bowiem na samych technologiach, które po uprzednim opatentowaniu są licencjonowane innym firmom. I choć CEO William Merritt nienawidzi tego stwierdzenia, to trudno nie nazwać tej firmy trollem patentowym. Obecnie InterDigital pozywa m.in. takich gigantów jak Nokia, ZTE i Huawei za naruszenie ich patentów, a w wielu przypadkach domaga się nawet wycofania ich produktów ze sprzedaży. Stąd też w firmie pracę można dostać głównie na dwóch stanowiskach – inżyniera lub specjalisty ds. patentów.

Inwestowanie w technologie przy jednoczesnym zarabianiu dzięki posiadaniu portfolio patentów na sprzedaż i wynajem okazuje się być szczególnie intratnym modelem biznesowym. Oprócz oczywistych korzyści jakimi są przychody z licencji, firma ma dużą szansę na to, że prędzej czy później któryś z technologicznych gigantów zdecyduje się ją kupić. W 2012 roku InterDigital sprzedał 1700 swoich patentów Intelowi, za co dostał 357 milionów, a cena akcji zareagowała wzrostem o 27%. Z kolei w 2011 roku kurs wystrzelił w górę o ok. 70% po tym jak zarząd ogłosił, że firma jest na sprzedaż, a rynki zaczęły spekulować, że Apple i Google będą się o nią bić.
Jeden zarabia, wielu traci

Termin „troll patentowy” budzi pejoratywne skojarzenia, a firmy zarabiające na patentach mają generalnie złą prasę. Warto jednak problemowi przyjrzeć się bliżej, bo samo prawo patentowe powstało celem ochrony praw intelektualnych głównie małych, innowacyjnych firm. Po latach jednak prawo to przynosi odwrotny skutek – zamiast wspierać rozwój technologii, ogranicza innowacyjność. Boston University opublikował w 2012 roku raport, w którym dowodzi, że firmy wykorzystujące zakupione prawa patentowe doprowadziły do strat rzędu blisko 30 miliardów dolarów, jakie poniosły amerykańskie spółki na koszty sądowe i opłaty licencyjne. W związku z tym, że prawo do własności intelektualnej jest sztucznym tworem (głównie dlatego, że musi istnieć organ, który będzie przymuszał do jego nadzorowania) tworzone są różnego rodzaju inicjatywy mające na celu ochronę szeroko rozumianego rynku przed nieuczciwymi praktykami.

Niemcy dowiodły, że nadmierna regulacja hamuje rozwój

W przeszłości prawo patentowe przyczyniało się do ograniczenia rozwoju i paraliżu innowacji. Eckhard Höffner w swojej prezentacji przekonuje, że Niemcy zawdzięczają swój rozwój przemysłowy swobodzie w zakresie praw autorskich. Dokonał on porównania praw autorskich Wielkiej Brytanii i Niemiec w XIX wieku. W tym okresie Niemcy były biednym krajem, który nie dość, że praktycznie nie posiadał prawa podatkowego, to jeszcze nie było na tyle silnych organów, które by je egzekwowały. Z kolei w Anglii sytuacja była całkiem przeciwna. W efekcie nowe tytuły książkowe w Niemczech w czasie rewolucji przemysłowej wręcz eksplodowały, co pokazuje poniższa grafika:

2

Reasumując – brak ochrony prawa autorskiego przyczynił się do zwiększenia ilości książek i publikacji, które przełożyły się na wzrost wiedzy w społeczeństwie i rozwój przemysłowy. Informacja o nowych technologiach nie tylko rozprzestrzeniała się swobodnie, ale również była używana i ulepszana przez wszystkich, którym mogła przynieść korzyść. Obecnie niestety obserwujemy tendencję przeciwną, a ochrona praw intelektualnych zmierza do nadmiernego przeregulowania – warto więc, by rządzący kolejny raz wzięli przykład z historii.

Przemysław Gerschmann – Założyciel Equity Magazine, analityk inwestycyjny w globalnym banku. Pasjonat rynków finansowych, biegacz długodystansowy, wielbiciel południowych Włoch i fan książek Murakamiego.

Zdjęcie Patented stamp illustration over white pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement