Obecna wartość “opinii i ocen o produkcie” z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego

Blog Forum 19.08.2013
Obecna wartość “opinii i ocen o produkcie” z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego

Obecna wartość “opinii i ocen o produkcie” z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego

Do napisania tekstu zmotywował mnie znajomy, który siedząc obok mnie zrezygnował z zakupu pada do PC, ponieważ pod nim znajdował się zaledwie jeden komentarz groźnie brzmiący “krótki kabel” a jak się okazało po przeczytaniu instrukcji w pdfie na stronie producenta kabel jest tak długi, że znajomy będzie musiał część zwinąć i schować za biurko 😉

Opinie o produkcie wbrew pozorom nie zawsze pomagają nam podjąć decyzje o zakupie. Często dzieje się wręcz przeciwnie. Jeszcze kilka lat temu większość sklepów internetowych prezentowała towar w postaci zdjęcia oraz krótkiej specyfikacji + ostatecznie jakiś ogólny opis dostarczony przez producenta. Teraz prawie każdy sklep pozwala na ocenę produktu oraz komentarze i tak oto oglądając przykładowo monitor w “sklepie X” czytamy komentarze w stylu “beznadziejny, smurzy” a do tego najniższa z możliwych ocen podczas gdy w “sklepie Y” każdy komentarz wychwala dokładnie ten sam monitor. Zwykły Kowalski, nie mający większej wiedzy na temat monitorów jest kompletnie zdezorientowany nie tylko ilością ZA i PRZECIW ale także tym co właściwie chciała przekazać osoba, która pozostawiła komentarz. Może był to zaciekły gracz, dla którego faktycznie czas reakcji matrycy ma kluczowe znaczenie i z jego punktu widzenia monitor “smurzy” ale z kolei osoba której na grach oraz filmach nie zależy będzie tym monitorem zachwycona. Kolejnym i wydaje mi się, że w sumie najlepszym przykładem są opinie pod smartfonami dotyczące baterii. Jeden pisze “eeee słaba bateria – nie wytrzymała nawet dnia” ale nie napisze już o tym, że cały czas ma włączone wi-fi, synchronizację poczty, facebooka, twittera, pogody, podświetlenie ekranu ustawione na 100% i w dodatku dużo grał w Angry Birds. Osoba czytająca komentarz po prostu tego NIE WIE i często kończy się na tym, że rezygnuje z zakupu tego modelu smartfona choć byłby z niego zadowolony, gdyż z połowy wymienionych wyrzej funkcji nie korzystałby wcale, bądź korzystał z umiarem. Jak dobrze wiemy (pozwolę sobie brać czytelników spidersweb-a za kogoś więcej niż “zwykły Kowalski” skoro tu trafili 😉 ) furorę robią od pewnego czasu porównywarki cen zawierające także opinie o produkcie. Tak to się dopiero dzieje – “chulaj dusza piekła nie ma” – choćby produkt wygrywający wiele nagród w fachowych magazynach, na targach oraz w portalach poświęconych danej tematyce obiektywnie rzecz biorąc był świetny to i tak znajdzie się zgraja maruderów twierdzących, że ten towar to “bubel”, “kupa złomu” itd.

Do czego zmierzam – obecnie opinia o jakimkolwiek produkcie w sklepie internetowym kompletnie traci wartość. Owszem zachęcam do ich przeczytania, bo czasem osoba komentująca wspomni o czymś, czego nie ma w specyfikacji lub w pudełku. Zdarzają się też opinie osób, które znają się na rzeczy i potrafią jasno opisać z czym jest problem a co działa wyśmienicie w stylu “jestem grafikiem – ten monitor nie nadaje się do pracy z programami graficznymi” i to jest już jakiś wyznacznik dla klienta. Niestety takich komentarzy jest bardzo mało. Zwykle ludzie niezadowoleni z zakupu wolą obrzucić błotem sklep, produkt i przy okazji kuriera, który dostarczył paczkę. Opinie o produkcie oraz ocena w postaci gwiazdek (lub skali od 1 do 10) powinna być brana pod uwagę tylko w przypadku, gdy jest ich tak dużo, aby ogólny wynik dał nam do myślenia. Jeżeli ocen jest dwie i są słabe to w żadnym wypadku nie powinniśmy się zrazić do produktu tylko zasięgnąć opinii kogoś, kto zna się na tego typu produktach, bądź poszukać jakiejś recenzji (o recenzjach będzie cały kolejny akapit). Jeżeli jednak opinii o produkcje jest powiedzmy setka, to powinno się nam zapalić czerwone światełko zmuszające nas do przemyślenia zakupu jeszcze raz. Pamiętajcie, że mamy tu na myśli “zwykłego Kowalskiego”.

Bardzo chwalę sobie sklepy, które umieszczają odnośniki do recenzji produktu w kilku branżowych portalach, bądź magazynach. Po pierwsze i najważniejsze – można przeczytać wtedy co ma do powiedzenia ekspert w tej dziedzinie. Po drugie – zwykle w recenzjach są zawarte suche fakty, którym nie można zaprzeczyć (np. tabelka z czasem pracy baterii laptopa, który miał powiedzmy włączone wi-fi albo ile wytrzymał podczas pracy z samymi dokumentami). Oraz po trzecie zaufanie do portali oraz magazynów branżowych. Polecę trochę subiektywnie dla przykładu – od lat odwiedzam portal o sprzęcie komputerowym “X”, czytałem tam setki recenzji, eksperci mają głowę na karku itd. Dlaego jeżeli pod przykładowym monitorem widzę recenzję z tego portalu, klikam linka to wiem, że mogę praktycznie zjechać na koniec recenzji i zobaczyć ocenę. Jeżeli jest to 9\10 to mam już w głowie zakodowane “warto go kupić” lub przynajmniej “warto zainteresować się tym modelem”.

Wiem, że znajduję się zapewne w niewielkim gronie osób potrafiących przed zakupem czegokolwiek są w stanie spędzić wiele godzin lub nawet dni, na czytaniu recenzji, testów, opinii, prezentacji, postów na forach i kto wie czego jeszcze. Szkoda mi po prostu ludzi, którzy nie potrafią wykorzystać we właściwy sposób oddanego im “narzędzia” jakim są komentarze i opinie o produkcie wierząc im bezgranicznie.

Dołącz do dyskusji